Zwierzęta dla dzieci Safari, to nauka zwierząt afrykańskich dla dzieci w formie bajki. Zwierzęta w Afryce z odgłosami, kolorowymi rysunkami i przyjemną muzyką, to chwila relaksu dla rodziców i ogromna dawka nauki dla dzieci. Dziecko pozna najważniejsze zwierzęta Afrykańskiej Sawanny, posłucha ich odgłosów a także nauczy się jak zapisać ich nazwę. Życzymy przyjemnej nauki i
ks. Piotr BaranMisja Laare orionistów w Kenii pozdrawia dzieci z SP 5 w Zduńskiej Woli. Dzieci ze Zduńskiej Woli zbierały dary dla dzieci w Afryce. Teraz dostały podziękowania od Szkole Podstawowej nr 5 im. Św. Alojzego Orione w Zduńskiej Woli, oraz Szkole Podstawowej nr 7 w ramach programu „Kredki dla Afryki” zorganizowano zbiórki przyborów szkolnych. Dary trafiły do dzieci w misji Laare prowadzonej przez orionistów w Kenii. Maluchy z Afryki przesłały pozdrowienia dla rówieśników. 16 czerwca obchodzony był Międzynarodowy Dzień Pomocy Dzieciom Afrykańskim. W tę pomoc włączają się również dzieci ze Zduńskiej Woli. Symboliczna pomoc trafiła do misji księży orionistów. Misjonarze ze Zduńskiej Woli, między innymi ks. Piotr Baran z parafii św. Antoniego, gościli w Kenii w ubiegłym roku. Dwunastoosobowa grupa z parafii św. Antoniego w zeszłym roku odwiedziła Misję w Laare w centralnej Kenii, w której mieszkańcy nadal żyją w głęboko zakorzenionej tradycji plemiennej. - Większość rodzin nie jest w stanie zapewnić swoim dzieciom edukacji szkolnej, nie stać ich nawet na wyżywienie wszystkich członków rodziny, ponad 20 milionów Kenijczyków cierpi z powodu głodu, tak wiele dzieci umiera... - relacjonuje ks. Piotr 2008 roku Siostry Małe Misjonarki Miłosierdzia (Siostry Orionistki) otworzyły placówkę misyjną w wiosce Laare. Siostrom powierzono realizację projektu dożywiania dzieci. Osobą odpowiedzialną za projekt jest polska misjonarka siostra M. Alicja ponad półtora tysiąca dzieci, dzięki wsparciu z Polski, otrzymuje codziennie ciepły posiłek i co najważniejsze, ma możliwość pójścia do szkoły. Już od najmłodszych lat dzieciaki widzą, jak dużo mogą, gdy potrafią czytać i pisać. Są też ogromnym wsparciem dla swych rodziców, którzy z reguły są analfabetami i wiele razy boją się pójść na bazar, by zakupić coś do jedzenia, bo są oszukiwani i okradani. Dzieci wiedzą, że jedyną szansą na wyrwanie się z tego kręgu biedy i cierpienia jest edukacja, a pójście do szkoły to furtka do lepszego świata. - W Laare trwa susza. Ludzie nic nie sadzą, bo na tej ziemi nic nie wyrośnie. Tracą nadzieję. Niedawno siostry z misji poszły do jednej z rodzin. Po drodze spotkały ludzi, którzy byli na granicy życia i śmierci. Ktoś im powiedział, że siostry będą przechodziły, więc z trudem doszli do drogi i, wycieńczeni, czekali. Rodzice i trójka dzieci. Okazało się, że przez 4 dni nic nie jedli. Skończyła im się żywność. Prosili o pomoc. Siostry sprowadziły ich do misji. Podawały im specjalne papki, żeby wrócili do normalnego jedzenia. Przebadały dzieci. Miały wyjedzone stopy przez pchłę piaskową. To jest duży problem w tamtym rejonie. Robaki dostają się pod skórę i wyjadają kawałki ciała. Trzyletnie dziecko ważyło 7, a ośmiolatek 11 kg. Siostra, która je badała, stwierdziła, że po odrobaczeniu będą ważyły 2 kg mniej - opisują Jednym ze sposobów pomocy jest adopcja. To koszt utrzymania dziecka w naszej misji, czyli zapewnienie im jedzenia, środków higieny, posłanie i opłaty za szkołę, ubezpieczenie i pomoc medyczna. To koszt siedemdziesięciu złotych miesięcznie. Tak naprawdę to koszt życia jednego z tych najmniejszych. W szkołach średnich opłaty są większe, więc adopcja dziecka ze szkoły średniej kosztuje sto pięćdziesiąt złotych. Jeśli ktoś nie jest w stanie płacić regularnie, a chciałby pomóc, to jest możliwość adopcji bezimiennej - wyjaśniają kredki dla Afryki- Problemem w Kenii jest to, że tutaj system oświatowy nie przykłada wagi do spraw artystycznych, dzieci nie maja w szkole plastyki zresztą trudno by tu było poprowadzić taką lekcje gdyż większość dzieci nigdy nie widziała kredek. To my misjonarze przywozimy te cuda i teraz na własne oczy dzieci mogą zobaczyć jak to jest gdy coś jest czerwone lub zielone. Bajka!! Na koniec roku w naszej szkole najlepsi uczniowie otrzymali w nagrodę po jednej kolorowej kredce... To była nagroda. Gdy rozpoczynałam pracę w misji to dzieci przychodziły do szkoły ze skrawkiem ołówka, bo w domu mama przecinała nowy ołówek na trzy części by starczyło go na trzy semestry szkolne... A gdy ołówka zabraknie dzieciaki zostają przed klasą i uczą się pisać patykiem na ziemi zaglądając przez okna i przepisując wszystko z tablicy. Tutaj brakuje dosłownie wszystkiego, stad rozbudzenie w dzieciakach kreatywności artystycznej pewnie zabierze nam sporo czasu, ale warto spróbować. Bardzo chętnie pomogę odkrywać talenty i będę je wspierała choć tutaj potrzebujemy waszej pomocy - napisała w liście do orionistów siostra na ten apel w kończącym się roku szkolnym uczniowie SP nr 5 im. Św. Alojzego Orione w Zduńskiej Woli oraz SP nr 7 w ramach programu „Kredki dla Afryki” zorganizowali w j szkole zbiórkę przyborów szkolnych dla afrykańskich dzieci. Przekazano je Fundacji Asante, która od lat wspiera podopiecznych z Afryki. Szkoła nr 5 dostała specjalne pozdrowienia od dzieci z Misji w Laare. Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro prowadzi Misję w Laare w Kenii, ale także misję na Madagaskarze i w licznych projektów jest szkoła, ale także tak zwana adopcja na odległość. Dzięki wpłatom na konto fundacji, dziecku zapewnia się wyżywienie, ubranie, opiekę medyczną, a przede wszystkim pokrywa koszty edukacji. Adopcję dziecka ze szkoły podstawowej można podjąć indywidualnie lub w kilka czy kilkanaście można przekazywać w następującym systemie: raz na miesiąc, z góry raz na kwartał lub z góry raz na rok. Wsparcie kenijskiego dziecka będącego w szkole podstawowej wynosi 70 zł miesięcznie. Wsparcie kenijskiego ucznia szkoły średniej wynosi 150 zł pomocy są rozmaite. Misjonarze starają się także zapewnić miejscowym rodzinom dach nad głową. W Internecie trwa zrzutka "Zbudujmy dom w Kenii" LINK DO ZRZUTKI TUTAJ Dzieci ze Zduńskiej Woli dla dzieci w Afryce. Są podziękowania Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Kluczową rolę w rodzinie odgrywają dzieci. Za dziecko uważany jest każdy, kto mieszka z rodzicami, jest od nich zależny i nie ma współmałżonka. Jak wiadomo, w wielu kulturach afrykańskich propagowane jest wielożeństwo.
Strona głównarecenzja książekPoznajemy Afrykę Za nami już podboje Australii i Azji... dziś pora przedstawić gorącą Afrykę a co to oznacza? Dziś półmetek zabawy w 7 bajek dookoła świata! Coraz bliżej końca a szkoda... bo projekt bardzo nam się spodobał! Nasze dzieciaki bardzo lubią zwierzaki więc warsztat będzie opierał się na zwierzętach Afryki a pomoże nam w tym książeczka Afrykańskie safari. Dzieci (nie mogło zabraknąć Julki i Sebastiana) z wielkim zainteresowaniem przeglądały kolejne strony książki. Mówiły, opowiadały co widziały na obrazkach, odpowiadali na pytania a później z wielkim zaciekawieniem słuchali jak dorosły im czyta. Jako pomoc posłużyły nam również książeczki Zwierzęta z sawanny oraz Moda na sawannie, w których dzieciaki również miały okazję poznać zwierzęta żyjące w Afryce. Do wspólnej zabawy... powiedzmy do przeglądania książek dołączyła nasza mała Ola. Znaleźliśmy dla niej książeczkę Dżungla Ola z wielkim zaciekawieniem przeglądała swoją książeczkę a wszystko to za sprawą bardzo kolorowych obrazków i błyszczących wypustek, które niesamowicie przyciągają wzrok maluchów. Walory smakowe również sprawdziła ;-) Po zaprzyjaźnieniu się ze zwierzętami safari rozpoczęły się zabawy twórcze z nimi związane. I tak na początek puzzle. Przygotowane przez nas zwierzątka w formie puzzli dzieciaki przyklejały na kartkę. Julka wylosowała papugę i hipopotama. Kubie trafił się krokodyl i małpka. Sebastianowi natomiast dostał się lew i żyrafa. Puzzle te posłużyły nam później do wspólnej zabawy w kalambury. Jedno z dzieci losowało kartkę ze zwierzątkiem i jego zadaniem było tak opisać to zwierzątko aby pozostałe dzieci odgadły je. Zabawa wyśmienita, ubaw gwarantowany! Następnie dzieciaki z lekką pomocą mam wykonały lwy. Do wykonania lwa potrzebowaliśmy: - papierowe talerzyki - farbki - papier kolorowy - nożyczki i klej. Dzieci pomalowały talerzyki na pomarańczowo bądź żółto. Gdy talerzyki schły, na kartkach odrysowywały swoje dłonie, które po wycięciu i przyklejeniu do talerzyków stanowiły grzywę lwa. Na koniec przykleili oczy i nos. Nasze słodkie i niegroźne lwy prezentowały się tak... Skoro byliśmy już w temacie łapek to nie mogło zabraknąć zwierzątek z nich odbitych. Mamusie wykończyły detale a dzieci były w siódmym niebie, że z ich łapek powstały zwierzaki. Udało nam się stworzyć ulubionego lwa Kuby, słonia Julci i piękną żyrafę Sebastiana. Na sam koniec jako deser przygotowałyśmy dla dzieci niespodziankę. Z plastikowych butelek przygotowałam im takie oto cuś... Kuba na widok tego czegoś krzyczał... jaki fajny dźwig! I to by było tyle w tym temacie :P Żartuję ;-) Dzieciaki posmarowały to coś klejem, okleiły bibułą i przykleiły łatki... już wiecie co powstało? Tak/Nie? Nie ważne jaka padła odpowiedź... popatrzcie! I co zgadliście? Z plastikowych butelek powstała nam ekologiczna żyrafa! Nam się ona niesamowicie podoba a Wam? I na tym zakończyliśmy przygodę na safari! Dzieciaki poznały zwierzaki żyjące w Afryce... zwierzaki te znały już wcześniej ale nie wiedzieli, że żyją one akurat tam. Za tydzień spotykamy się w Europie... u nas będzie wybuchowo :D Ciekawi? Do zobaczenia za tydzień ;-) Tymczasem... ... zaglądnijcie do innych uczestniczek projektu!
Dzieciaki mojej siostry w Afryce (2013) - informacje o filmie w bazie Filmweb.pl. Oceny, recenzje, obsada, dyskusje wiadomości, zwiastuny, ciekawostki oraz galeria.
Misjonarze ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich budują Dom dla dzieci i młodzieży Albinoskiej w Tanzani. Rozwój prac budowlanych można śledzić wraz z księdzem Januszem Machotą SMA, który wszystko nadzoruje na placu budowy. Będzie to Dom dla ambitnych i zdeterminowanych dziewcząt i chłopców zmagających się na codzień z problemem albinizmu, którzy chcą zmienić nie tylko swoją sytuację życiową, ale co więcej, będą gotowi w przyszłości wziąć na siebie odpowiedzialność stałej pozytywnej transformacji społeczności tanzańskiej, by ta grupa znalazła w niej właściwe i godne dla siebie miejsce. Wspólnie możemy tworzyć "lepsze jutro" wpływając na poprawę jakości ich życia. Zachęcamy wszystkich do wsparcia budowy domu, w którym dzieci i młodzież dotknięte albinizmem będą się czuć bezpieczne, potrzebne i kochane. Prosimy o przelew tytułem „Lepsze jutro Albinosów” na numer konta: 71 1600 1127 1844 3996 6000 0001SMA, CChW „SOLIDARNI” Zachęcamy również do przekazania 1% podatku na ten szczytny cel. Wypełniając odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym PIT (28, 36, 36L, 37, 38), należy wpisać nasz numer KRS : 0000229579 a w rubryce cel szczegółowy : ,,Lepsze jutro Albinosów''. Dziękujemy! Za tydzień otwarcie pierwszej części domów we wiosce Cani w Burundi w Afryce w wigilię św Teresy od Dzieciątka Jezus. Pigmejska wioska i domy będą oddane

Oto treść tej rozmowy: Piotr Dziubak KAI Rzym: Jakie są dzieci afrykańskie? Czy zawsze są odważne, obecne, pozytywnie nastawione do życia? O. Krzysztof Zębik: One przede wszystkim chcą być zauważone. Krążą i przychodzą w grupkach. Mają taki odruch społeczny. Dzieci są cały czas razem. Razem się bawią, razem żyją. Wielodzietność nie jest tu rzadkością. Jeśli jest siedmioro, dziewięcioro dzieci, to wiadomo, że starsze będą opiekować się młodszymi. Są bardzo odpowiedzialne. Dbają o siebie nawzajem. Dzielą się i cieszą się tym, co mają. Widać w nich radość. Nawet to, że nic nie mają, nie powoduje braku uśmiechu. Chętnie przychodzą i biorą udział w pracach grup albo zabawach, które dla nich organizujemy. Dzieci tutaj są zdecydowanie odważniejsze, z łatwością się przedstawią czy zaśpiewają piosenkę w obecności innych. W nas, misjonarzach, widzą też osoby, które mogą im pomóc w konkretnych problemach: opłaceniu szkoły, załatwieniu ubrań. Jeśli są głodne, to przyjdą i powiedzą: „Jesteśmy głodni. Pomożesz nam?” Bardzo często o problemach rodzin dowiadujemy się właśnie od dzieci. Wtedy możemy zorganizować konkretną pomoc. Cały czas mamy kontakt z rodzicami dzieci, które uczęszczają do naszej parafii. Znamy warunki, w jakich one żyją. Dzieci pomagają budować więzi z całymi rodzinami. Są rodziny, które mają dach nad głową, ale zdarzają się też takie, które nie mają mieszkania. Część dzieci ma rodziców, inne niestety nie. Pamiętajmy, że między dziećmi łatwo o jakąś formę zazdrości: on ma ładną koszulkę, a ja nie mam…, on je, a ja nie mam nic do jedzenia. Zdarzało się, że chore dzieci przychodziły i siadały pod drzwiami, ponieważ w domu nie miały zupełnie nic. Zawsze pod ręką staram się mieć podstawowe lekarstwa: na malarię, bóle brzucha, na tyfus. Wracam do domu i widzę, że ktoś dosłownie leży chory na schodach i nie ma żadnych lekarstw. Trzeba pomóc, oni na to liczą. KAI: Dzieci w Afryce muszą dorośleć szybciej. Jak Ojciec widzi relacje rodziców i dzieci? KZ: Te więzi są specyficzne. Chłopcy mogą robić to, co im się podoba. Swobodnie się bawią, grają w piłkę. Mają zdecydowanie więcej wolności. Natomiast dziewczynki są pod większą opieką rodziców i są trzymane w domu. Ta kontrola jest jeszcze silniejsza wobec dorastających dziewcząt. Rodzice niechętnie pozwalają im wychodzić. Boją się o nie. W plemionach pasterskich, w zależności od tego, jak dana dziewczyna została wychowana, wiąże się to z określoną liczbą krów. Jeśli dziewczyna będzie się gdzieś włóczyła po miasteczku, inni będą ją widzieć w towarzystwie chłopaków, to jej wartość, a tym samym liczba krów spada. Inni zaczynają wtedy mówić: ona jest ze złego domu, ponieważ nie pracuje, nie przebywa z rodzicami, tylko gdzieś chodzi. Jeśli taka dziewczyna zajdzie w ciążę, to jej sytuacja jest bardzo trudna. Dziewczynki zajmują się młodszym rodzeństwem, pomagają w domu, chodzą po wodę. Od ok. 11-12 roku życia ich miejscem jest prawie wyłącznie dom. KAI: Jak rodzice z perspektywy Ojca wyrażają swoje uczucia wobec dzieci? KZ: Takiej – powiedzmy – europejskiej czułości wobec dzieci w Afryce nie zobaczymy. Nie ma tu takiego sposobu opieki, że gdy tylko dziecko zapłacze, zaraz do niego biegniemy. Dzieci są dużo bardziej zdyscyplinowane, są karane. Ojcowie są nieobecni ze względu na pracę albo nie ma ich w ogóle. Nie widać ojców, którzy przebywają ze swoimi dziećmi albo uczą swoich synów. Czułość matek wobec maluchów jest jak najbardziej obecna. Później matki traktują jednak dorastające córki po wojskowemu. Jeśli nabroją, zostaną ukarane. Takiego przytulania do rodziców, jakie widać w Europie, tutaj nie ma. KAI: Czy dzieci opowiadają o swoich marzeniach, o planach na przyszłość? KZ: Dostęp do internetu jest bardzo utrudniony, ale także dostęp do prądu nie jest łatwy. Baterie telefonu można naładować w mieście. Trudno mi jest wyobrazić sobie teraz sytuację, że rodzice dają dziecku telefon do ręki. Młodzież już ma łatwiejszy dostęp. Jeżdżąc po wioskach, staram się zawsze mieć ze sobą projektor filmowy, żeby dzieciom pokazać jakiś film. Pewnie jeśli południowosudańskie dzieci mogłyby zobaczyć, jak ludzie żyją w Europie, zaczęłyby się pojawiać pytania: dlaczego my tego nie mamy? Dlaczego my tak musimy żyć? Pokazywane filmy odbierają jako prawdę. Kiedy widzą, że ktoś lata w filmie, zaraz pytają: czy ludzie mogą tak latać? Młodzież wyraża już swoje marzenia, plany. Jeden chciałby zostać lekarzem, inny nauczycielem, wyjechać na studia do Kenii albo do Ugandy. Główne marzenia dzieci pozostają w sferze konkretnych marzeń. Ktoś w ładnych butach przejdzie obok nich i one zaraz powiedzą: chciałbym mieć buty. Zbliża się Boże Narodzenie – chciałbym mieć jakieś nowe ubranie. Dzieci mają takie podstawowe marzenia. Chodzą do szkoły, ale nie wiedzą, czy ją skończą. Edukacja jest, ale na bardzo niskim poziomie. Bardzo wiele dzieci nie kończy szkoły, a zwłaszcza dziewczynki, ponieważ wychodzą wcześnie za mąż w wieku 13-14 lat. KAI: Czy gdy Ojciec przyjeżdża do Europy, zauważa jakiś fałsz w pokazywaniu, opowiadaniu rzeczywistości świata dzieci Afryki? KZ: Miałem okazję spotkać organizacje, których głównym celem było zarabianie na historiach dzieci z Afryki. Są fundacje, które dla zysku wykorzystują płacz dzieci, to, że muchy siadają na ich twarzach, że maluchy mają napęczniałe brzuszki. To się pokazuje. Słyszałem o fundacjach, które przyjeżdżały do Afryki, żeby przygotować dzieci do zdjęć, brudząc je i ubierając w łachmany. To miało służyć tylko wywołaniu współczucia. Często tworzy się i wykorzystuje sytuacje, które są zupełnie nieprawdziwe. To wszystko ma wesprzeć zbieranie funduszy na pomoc dzieciom. Zadaję sobie pytanie: jaki procent zebranych środków trafia do nich? My, misjonarze, staramy się jednak pokazywać radość dzieci. Problemy są. Nie ukrywamy ich. Pisząc na przykład na swoim blogu, staram się nie epatować tylko trudnościami i biedą. KAI: Czy ma Ojciec w pamięci historie dzieci, które mocno się w nią wpisały? KZ: Pewnego dnia do naszej grupy przyszły dwie dziewczynki. Były półnagie, prawie bez ubrań. Siadły na samym końcu sali. Widać było, że mocno się wstydziły wyjść do innych dzieci. Z katechetą poszliśmy do ich domu poznać rodzinę, zobaczyć, jak mieszkają, jak wygląda ich sytuacja. Nic tam nie było. Zresztą trudno było to nazwać domem: cztery słupy i płachta, która służyła za dach. Dziewczynki spały na ziemi. Tam zupełnie nic nie było, nawet żadnych ubrań. Zaczęliśmy ich wspierać. Dziewczynki wychowywała tylko mama. Zorganizowaliśmy im ubranka i posłaliśmy je do szkoły. Muszę powiedzieć, że po roku czasu, bo tyle już minęło od naszego spotkania, to są zupełnie inne dzieci. Dzięki takim prostym rzeczom ich życie diametralnie się zmieniło. Innym razem spotkaliśmy dziewczynkę na ulicy, która żeby wesprzeć budżet domowy, była zatrudniona w warsztacie samochodowym. Zajmowała się czyszczeniem części samochodowych. Ją też udało się wysłać później w porozumieniu z rodzicami do szkoły. Pewnego razu odwiedzałem wsie. Miałem tam chrzcić dzieci. Na noc miałem rozłożyć sobie namiot. Powiedziano mi, żebym rozłożył namiot blisko pewnej rodziny, żebym nie był sam w buszu w nocy. Wieczorem rozmawiałem z nimi, cały czas zaciekawiony, gdzie oni będą nocować. Okazało się, że mieli kawałek materaca, na którym położyła się matka i jej cztery córki. Mieli jakiś kawałek koca, którym się przykryły. Chłopcy natomiast położyli się pod drzewem. W nocy było bardzo zimno. Nie udało mi się zmrużyć zupełnie oka. Zdarzyło mi się spotkać matkę siedząca pod drzewem. Niedaleko leżała jej 8-letnia córeczka. Była cała przykryta. Twarz też. Pytam: co się stało? Ona jest chora. Zmierzyłem gorączkę. Mała się trzęsła. Trzeba ją zabrać do szpitala. „Ale my nie mamy pieniędzy, księże”, odpowiedziała mi matka. Dziecku dadzą tylko paracetamol za darmo. Każde inne lekarstwo będzie płatne. Ta mama była zupełnie bezradna. Często wystarczy dać komuś jedną pastylkę lekarstwa, żeby uratować mu życie. Staram się mieć zawsze przy sobie lekarstwa. KAI: Czy jakiś rezolutny malec zaskoczył czymś Ojca? KZ: Często spotykam dzieci, które widać, że są bardzo uzdolnione, że mają bardzo ciekawe rozumowanie i że dobrze byłoby, żeby poszły do szkoły. U nas kradzieże są na porządku dziennym, chociaż mnie nic takiego się jeszcze nie zdarzyło. Muszę przyznać, że w kwestii „nie kradnij” dzieci są przykładem dla dorosłych. Może one przyniosą zmianę? Dzieci są bardzo odpowiedzialne. One rozumieją, że każda kradzież jest złem. KAI: Czy w okresie pobytu w Sudanie Południowym zauważył Ojciec zmianę w zachowaniu rodziców wobec dzieci? KZ: Wydaje mi się, że powoli coś się zmienia. Pracujemy z dziećmi, ale mamy kontakt z ich rodzicami. Oni też uczestniczą w życiu naszej parafii. Te rodziny są bardzo odpowiedzialne za wspólnotę. To nie było aż tak wyraziste wcześniej. Jeśli mamy jakiś problem z dziećmi, to nie ja zajmuję się jego rozwiązaniem. Jeśli dwóch chłopców się pobije, to pokój zaprowadzają rodzice, starszyzna naszej parafii. Oni tłumaczą dzieciom, jak powinny się zachować. To pomaga rodzicom. Kiedy określimy problem, praca nad trudnością, która wynikła, zobowiązuje rodziców. To nie biały, który sobie coś wymyślił, ale to rodzina, starszyzna, to kobiety, zajmujące się edukacją w naszej wspólnocie, szukają rozwiązania problemu. Jeśli chodzi o budowanie relacji, to w naszej wspólnocie parafialnej organizujemy spotkania, na których właśnie kobiety tłumaczą, jak dziewczęta powinny się zachowywać, także z chłopakami i innymi osobami. Natomiast młodzież u nas nie rozumie roli Kościoła, wiary. Oni niestety nie pracują. Uważają, że im się wszystko należy. Chodzą i zastanawiają się, czy mają dość krów, żeby móc się ożenić. Brakuje skoku jakościowego w budowaniu więzi. Po ślubie nic się nie zmienia w jakości. Poziom kultury, relacji pozostaje ten sam. My obserwujemy minimalne zmiany. Trudno zmienić kulturę. Kiedy przyszedłem na parafię cztery lata temu, słabo wszystko funkcjonowało. Myślę, że teraz udało nam się zbudować wspólnotę dzieci, które przebywają razem, maja wspólne spotkania, wyjazdy. Powiedziałbym, że są to nasze dzieci, które należą do naszej wspólnoty parafialnej. Widać, że się wspierają, że zrodziła się między nimi więź. KAI: Jak można wesprzeć dzieci w Waszej wspólnocie? KZ: Najważniejszą rzeczą dla nas jest ich rozwój, ich wychowanie. Chcemy zapewnić im podstawowe potrzeby, żeby podkreślić ich godność człowieka. Zależy nam, żeby były ubrane, żeby były czyste, żeby mogły pójść do szkoły i żeby nie chodziły głodne. Nie chodzi nam o robienie jakiegoś rozdawnictwa. Staramy się poznawać rodziny w naszych wspólnotach, znać ich problemy i szukać dla nich wsparcia. Często ludzie szukają nadziei, że ktoś ich zauważy i ktoś im chce pomóc. Małą rzeczą można często ludziom przywrócić godność i nadzieję na przyszłość. P. Dziubak (KAI Rzym) / Rzym

Opcję do wyjazdu stworzyła fundacja Redemptoris Missio, która ponad 20 lat temu postanowiła wspomagać afrykańskie zaplecze medyczne. Te lata temu wszyscy mówili im, że to się nie uda, dziś organizują wyjazdy w różne zakątki Czarnego Lądu – wysyłają sprzęt, szkolą lekarzy. Ewelina zaczęła działać w fundacji na przełomie

Domu dziecka - Portal na temat naszych dzieci W życiu spotykają nas różne nieszczęścia. Czasem małe, czasem ogromne. Nie do opisania jest jednak sytuacja, w której dzieci tracą swoich rodziców. Stają się sierotami. Skazane wówczas są na pomoc rodziny lub takich instytucji, jak domy dziecka. Państwo stara się zapewnić opiekę tym, którzy jej potrzebują, nie zawsze jednak potrafią zapewnić ja należycie. Istnieją takie domy dziecka, w których dzieci nie czuja się komfortowo. Część z tych placówek jest po prostu biedna. Dzieci nie mają własnych pokoi. Dzielą je z innymi dziećmi. Nie mają przez to prywatności. Muszą nieustannie przebywać w otoczeniu innych, co w konsekwencji może prowadzić do licznych kłótni i nieporozumień. Nie mają poczucia posiadania własnego miejsca. Przez obecność innych mieszkańców takiego domu, z którymi w dodatku nie są spokrewnieni, dom dziecka nigdy nie będzie prawdziwym domem. Często też brakuje zabawek, które dla młodszych dzieci są czymś koniecznym. Brak zabawek i innych drobiazgów, których nasze dziecko ma pod dostatkiem, jest ... Dzieci i święta Dzieci święta lubią, zwłaszcza Boże Narodzenie. Nie chodzi tutaj o samą religię, ale przede wszystkim o klimat i wszystkie wydarzenia dziejące się w tym szczególnym okresie. Idea świętego Mikołaja przyprawia nasze dziecko o dreszcze. Co tym razem przyniesie tajemniczy święty? Jakie prezenty w tym roku dostanę? Czy będzie to coś, o czym dziecko pisało do Mikołaja w liście? Równie wiele emocji niesie ze sobą czas ubierania choinki. Kolorowe lampki, barwne bombki... wiele jest tego. Na pewno wszystko to jest dla naszych pociech swoistym fenomenem i prawdziwa magią. Trwa to tak długo, dopóty dziecko nie dowie się, że świętego Mikołaja nie ma. Święta to niesamowity czas dla dzieci. Niektóre oczekują tego okresu z ogromną niecierpliwością. Dziecko również chętnie rozmawia o świętach, choince. Musimy ten czas wykorzystywać do nauki. Uczmy nasze dzieci tradycji, opowiadajmy o tym, co Wigilia oznacza, tłumaczmy istotę opłatka wigilijnego. To bardzo ważne, w ten sposób bowiem dziecko łączy się z ... Jak się bawić z dzieckiem w domu - Portal na temat naszych dzieci Wychowując dziecko, uczymy je wszystkich zachowań, które powinno znać, które będą wykorzystywane przez nie w życiu. Powinniśmy przekazać także wszelkie wartości i cele, do jakich należy w życiu dążyć. Gdy nasze dziecko jest już nieco starsze, możemy mówić o tego typu poważnych sprawach wprost. Mniejsze zaś dziecko, które nie potrafi jeszcze abstrakcyjnie myśleć, musi całą wiedzę otrzymać w inny sposób - najlepiej za pomocą zabawy. Z tego płynie prosty wniosek - zabawa jest koniecznym elementem w procesie wychowywania młodego człowieka. Jak zatem bawić się z dzieckiem w domu? Zabawy, do których chcemy zachęcić nasze dziecko, powinny przede wszystkim rozwijać myślenie. Jeśli uczymy dzieci logicznego myślenia w trakcie zabawy, jest to dla niego nauka przyjemna. Uczy się niejako przy okazji, bez żadnej presji. Trzeba dodać, że jest to nauka skuteczniejsza. Ważne jest wówczas przy tym to, że nie należy zbyt nalegać na daną zabawę. Trzeba bawić się w to, na co wówczas dziecko ... Katalog podstron Rozmowy kształtują dzieci Dzieci rozwijać się muszą, jeśli nie będziemy czuwali nad tym procesem, to może się okazać, że w stosunku d swoich rówieśników nasza pociecha będzie bardziej „ułomna”. Mniejsze umiejętności mówienia, zapamiętywania, pisania liczenia będą sprawiały li... Więcej Poronienie Dla większości matek poronienie to prawdziwa tragedia. Bywa bowiem, że matki starają się przez dłuższy czas o dziecko, a gdy już są pełne nadziei, nagle ich szczęście pryska, bo mogą poronić. Dotyczy to nie tylko matek wyczekujących potomstwa. Każda ... Więcej

Entonnoir to projekt domu dzieci w Senegalu autorstwa zespołu studentek architektury Politechniki Wrocławskiej w składzie: Justyna Matyska, Aleksandra Tarnowska, Paulina Wrąbel i Wiktoria Zarębska. Autorki szczególną uwagę poświęciły prostocie materiałów i szybkiej budowie w technologii Superadobe oraz kształtowi, który sprzyja przewietrzaniu oraz pozyskiwaniu wody z atmosfery.
W życiu spotykają nas różne nieszczęścia. Czasem małe, czasem ogromne. Nie do opisania jest jednak sytuacja, w której dzieci tracą swoich rodziców. Stają się sierotami. Skazane wówczas są na pomoc rodziny lub takich instytucji, jak domy dziecka. Państwo stara się zapewnić opiekę tym, którzy jej potrzebują, nie zawsze jednak potrafią zapewnić ja należycie. Istnieją takie domy dziecka, w których dzieci nie czuja się komfortowo. Część z tych placówek jest po prostu biedna. Dzieci nie mają własnych pokoi. Dzielą je z innymi dziećmi. Nie mają przez to prywatności. Muszą nieustannie przebywać w otoczeniu innych, co w konsekwencji może prowadzić do licznych kłótni i nieporozumień. Nie mają poczucia posiadania własnego miejsca. Przez obecność innych mieszkańców takiego domu, z którymi w dodatku nie są spokrewnieni, dom dziecka nigdy nie będzie prawdziwym domem. Często też brakuje zabawek, które dla młodszych dzieci są czymś koniecznym. Brak zabawek i innych drobiazgów, których nasze dziecko ma pod dostatkiem, jest bardzo uciążliwe dla mieszkańców domów dziecka. W domach dziecka brakuje też wyposażenia, które umożliwiałoby rozwijanie różnych umiejętności podopiecznych. Nie mają pomocy naukowych, które pomagają w nauce, które rozwijają. Placówki zapewniają opiekę i obowiązkowe wykształcenie, ale nie są w stanie umożliwić rozwijania hobby każdego pojedynczego podopiecznego. W domach dziecka nie ma do tego możliwości. Związane jest to z brakiem środków finansowych, ale również z brakiem odpowiedniej kadry pedagogów. Opiekunowie muszą dbać o większą liczbę dzieci, co nie umożliwia skupienia uwagi na potrzebach każdego dziecka z osobna. Zdarza się jednak, że różnego rodzaju instytucje charytatywne działają na rzecz domów dziecka. Wspierają takie domy. Często też fundują wszelkiego rodzaju wyposażenie do domów dziecka. Dzięki takim akcjom dzieci wychowujące się w domu dziecka, mają lepsze warunki do życia. Ważne jest zatem, abyśmy wszyscy wspierali ich działalność. Ważne, aby każdy z nas umiał podzielić się tym, co posiada. Bywa jednak, że niektóre dzieci nie trafiają tam z powodu braku rodziców. Nie jest to sytuacja przyjemna, kiedy dzieci musza być rozdzielone od swoich rodziców. Kiedy nasze dziecko trafia do domu dziecka, to musi znaczyć, że nie potrafimy zapewnić mu godnych warunków do życia. Powinniśmy robić zatem wszystko, by nasze dziecko miało zapewnione godne życie. Nie możemy pozwalać sobie na takie błędy, które w skutkach odbijają się na naszym dziecku. Niestety coraz więcej jest przypadków, w których wszelkiego rodzaju patologie, alkoholizm rodziców oraz bark jakiegokolwiek zainteresowania dziećmi ze strony rodziców powoduje, że do domów dziecka trafiają kolejni wychowankowie. Nie pozwólmy, by nasze nieodpowiedzialne kroki zaważyły na dalszym życiu naszego dziecka. Nasze dziecko to nie jest nasza własność, nie nasza zabawka i dlatego nie powinniśmy je tak traktować. Nie pozwólmy, by trafiło do domu dziecka, do miejsca, które nigdy nie zastąpi im rodzinnego dziecko, dom, opiekaKatalog podstron
d) W jakich domach mog ą mieszka ć ludzie w Afryce? Afrykanie mieszkają w ró Ŝnych rodzajach domów. Typ siedziby zale Ŝy od: warunków geograficznych, sposobu Ŝycia, dost ępnych surowców i tradycji. W tamtejszych warunkach najpopularniejszym surowcem, wykorzystywanym do budowy, jest drewno lub po prostu gał ęzie do
Adopcja dziecka z Afryki to szansa. Szansa na lepsze życie, którą dzięki Tobie, zyskuje osamotniony młody człowiek dojrzewający w świecie, w którym trudna sytuacja zmusza ludzi do porzucenia edukacji. W świecie, w którym większą wartość ma doglądanie wypasających się zwierząt, niżeli mogąca zaprocentować w przyszłości nauka. Bez perspektyw i widoków na jakąkolwiek zmianę. Nasza fundacja pomaga osobom, którym los wyjątkowo nie szczędził bolesnych doświadczeń. Jedną z naszych podopiecznych jest Eunice Atieno Origa, 15-latka, której wielkim marzeniem jest zostać lekarzem. Dziewczynka w wieku 5 lat straciła oboje rodziców, i mimo że było jej okropnie ciężko, to dzięki wsparciu dobrych ludzi zaczęła chodzić do szkoły. Coś co dla dzieci w Polsce jest często smutnym obowiązkiem, dla sierot z Kenii to droga, która bez pomocy życzliwych osób byłaby kompletnie nieosiągalna. I kiedy Janek z Kasią wracają wesoło po lekcjach do domu, Eunice zostaje na terenie placówki, aby zarobić nieco grosza, między innymi piorąc ciuchy swoich nauczycieli. Część zarobionych w ten sposób pieniędzy wysyła młodszemu rodzeństwu, które bez pomocy, szkołę pozna wyłącznie z opowiadań siostry. Edukacja to szansa Jednak edukacja niesie za sobą koszta, którym Eunice nie jest w stanie sprostać. Jej długi rosną, a dalsza nauka i pragnienie zostanie lekarzem stanęły pod dużym znakiem zapytania. – Wiem, że jestem w stanie to zrobić! Ale jeśli nie ureguluje zadłużenia, nie będę mogła się dalej uczyć… Dzięki Twojemu wsparciu, jej marzenie masz szansę się spełnić, a dziewczynka w przyszłości może uratować niejedno życie. Bo adopcja na odległość to nie tylko doraźna pomoc, to krok ku zatrzymaniu błędnego koła nędzy i beznadziei, oraz zmienienia go w narastającą falę dobra, która dotrze także do wielu innych osób. To gest, który zaprocentuje w przyszłości, zmieniając ją na lepsze. To program pomocy dzieciom z biednych rejonów świata, polegającej zarówno na finansowym, jak i duchowym wsparciu. Jako część międzynarodowej fundacji, ADRA Polska dociera ze swoimi działaniami do najbardziej potrzebujących w Iraku czy Afryce, gdzie otaczamy opieką chore na albinizm dzieci z Tanzanii oraz sieroty z Kenii. Dzięki comiesięcznym darowiznom, stajesz się opiekunem jednego z naszych podopiecznych i pomagasz pokryć koszty zakwaterowania, posiłków i przede wszystkim, jego edukacji w szkole. W zamian my będziemy regularne przesyłać Ci informacje na temat Twojego nowego członka rodziny, o jego postępach w nauce. Miesięczny koszt utrzymania dziecka to od 200 do 350 zł. Mamy świadomość, że nawet w Polsce nie są to małe pieniądze, ale dla naszych podopiecznych to całkowicie nieosiągalne kwoty. Dlatego jeśli wspomniane sumy przekraczają Twój budżet, a nadal chciałbyś pomóc, to zawsze możesz rozważyć cykliczną wpłatę pewnej mniejszej kwoty. Nawet drobne fundusze przelewane regularnie pozwalają walczyć o kolejny miesiąc nauki dla tych młodych ludzi. Czym więc jest adopcja na odległość? Cegiełką pomagającą zbudować fundament pod przyszłość. Adopcja dziecka z Afryki Kto może adoptować dziecko na odległość? Absolutnie każdy. Nie ma żadnych ograniczeń, wymagań czy warunków do spełnienia. Wszystko czego potrzeba to dobre serce. A adoptując dziecko z Afryki udowadniasz mu, że nie wszystkim jego los jest obojętny. Ponadto cykliczne informacje to jedno, ale nic nie stoi na przeszkodzie, byś wybrał się do Tanzanii czy Kenii, i odwiedził swoją „adoptowaną” pociechę. Z całą pewnością przydałoby się jej kilka słów zachęty oraz świadomość, że ktoś wierzy w jej marzenie. A kto wie, może nasza Eunice wybierze Polskę jako kraj, w którym odbędzie swoje studia medyczne?
\n \n \ndzieci w afryce domy
Barbara - Gubin. Program polega na wolontariackiej działalności w Afryce polskiego dermatologa dr Anny Chałupczak-Winiarskiej. Głównym celem jest leczenie chorób skórnych i pasożytniczych oraz podejmowanie działań mających szerzyć profilaktykę w zakresie zakaźnych chorób skórnych. Beneficjentami pomocy są dzieci osierocone, z
Uratuj dziecko w Afryce Uratuj życie dziecku w Afryce Zachodniej i Środkowej Pomóż Twoja darowizna ratuje życie dzieci. W Afryce Zachodniej i Środkowej brakuje żywności i wody. Życie dzieci jest zagrożone. Prosimy, nie czekaj - przekaż darowiznę teraz. Dzięki temu uratujemy dzieci, które mogą liczyć tylko na naszą pomoc. Sytuacja jest krytyczna. W Afryce Zachodniej i środkowej dzieci umierają z głodu. Pomożesz? Pomagam Wybieram kwotę Minimalna kwota darowizny to 1zł. Maksymalna kwota wpłaty to 100 000 zł. Jeśli chcesz przekazać wyższą darowiznę, skontaktuj się z nami tel. + 48 22 568 03 00. Dziękujemy! 308 zł 153 zł 93 zł Inna kwota zł Inna kwota zł Inna kwota 308 zł np. zestaw pierwszej pomocy (leki, materiały medyczne, szczepionki i maska tlenowa) do ratowania zdrowia i życia dzieci 153 zł np. 10 puszek terapeutycznego mleka w proszku, ratującego życie najmłodszym dzieciom 93 zł np. 6200 tabletek uzdatniających wodę do picia Uratuj dziecko w Afryce Wybieram rodzaj płatności Płatność online Druk przelewu Moje dane Podaj prawidłowy adres e-mail Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Stowarzyszenia UNICEF Polska na podany adres email informacji (w tym handlowych), o aktualnych kampaniach, projektach oraz zbieraniu funduszy na pomoc dzieciom i inne działania statutowe Stowarzyszenia UNICEF Polska. Wyrażam zgodę na używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych przez Stowarzyszenie UNICEF Polska i kontakt na podany przeze mnie numer telefonu w celach marketingu bezpośredniego, związanych z informowaniem o aktualnych kampaniach, projektach oraz zbieraniu funduszy na pomoc dzieciom i inne działania statutowe Stowarzyszenia UNICEF Polska. Informujemy, że w celu dokonania płatności online zostaną Państwo przekierowani do serwisu Darowiznę na rzecz UNICEF można odliczyć od podstawy opodatkowania:w przypadku osób fizycznych do 6%,w przypadku osób prawnych 10% uzyskanego dochodu.
Bariery spo ł eczno-kulturowe w dost ę pie do edukacji dzieci w Afryce Subsaharyjskiej 247 n ą pozycj ę ch ł opców, je ż eli chodzi o mo ż liwo ść nauki w szkole. Swój czas Jestem Misjonarką Świecką stowarzyszoną ze Stowarzyszeniem Misji Afrykańskich (SMA). Od kwietnia 2015 r. mieszkam i pracuję na Misji Bugisi. Kilka miesięcy temu mogliście Państwo przeczytać o młodych Katolikach, z którymi współpracuję tu na misji i poza nią – w szkołach. Dziś chciałabym opowiedzieć o innej grupie młodzieży, do której jestem posłana. Kilka lat temu na misji Bugisi, za pośrednictwem SMA, rozpoczęty został program pomocy dzieciom z ubogich rodzin – Program „Duchowej Adopcji dziecka w Afryce”. Koordynatorami projektu początkowo byli księża SMA, a później włączyły się w to osoby świeckie. Celem Programu jest dotarcie do dzieci z rodzin, które potrzebują szczególnego wsparcia duchowego i materialnego. Dzieciom tym staramy się zapewnić konieczne środki, aby mogły zdobyć wykształcenie, a w przyszłości swoją pracą i postawą budować społeczeństwo Tanzanii jako świadomi obywatele, wrażliwi sąsiedzi, kochający swoje rodziny rodzice. Bugisi jest misją położoną pomiędzy innymi wioskami w regionie Shinyanga, zamieszkałym głównie przez plemię Sukuma – w północno–zachodniej części kraju. Mieszkańcy tego terenu utrzymują się z rolnictwa, ich dochód zależny jest od ilości zebranych plonów. Na polach uprawnych widać głównie kukurydzę i ryż, czasami słodkie ziemniaki (bataty), kasawę (maniok, tapiokę). Jada się również pomidory, różne gatunki roślin zielonych jak kapustę, szpinak, oberżynę, marchew, okrę – jednak hodowanie takich warzyw nie przynosi dużego dochodu rolnikom i ich rodzinom. Plony sprzedawane w większych ilościach, które mogą przynieść zysk to właśnie kukurydza lub ryż. A te rośliny potrzebują sporych zasobów wody, aby urosnąć. W ubiegłym roku opady deszczu były bardzo rzadkie i skąpe, zasadzone zboża uschły, zanim pojawiły się ziarna. Rolnicy musieli czekać do kolejnej pory deszczowej, która pojawiła się pod koniec roku. Odczuwalny był głód panujący w kraju. W wielu rodzinach posiłek jadało się raz dziennie. Dzieci jednak nie przestają chodzić do szkoły, nawet kiedy są głodne. Innym ważnym elementem kultury plemienia Sukuma jest większe znaczenie płci męskiej, co ma istotny wpływ na styl życia. Chłopiec jest ważniejszym dzieckiem niż dziewczynka w rodzinie, otrzymuje więcej uwagi od obojga rodziców. Większość uczniów w szkołach stanowią chłopcy. Dziewczęta, zwłaszcza z terenów wiejskich, często nie są posyłane do szkoły. Rodzice pozostawiają je w domach, aby zajmowały się dziećmi i domem oraz pracowały w polu. Tak tradycyjnie postrzega się rolę kobiety w tym społeczeństwie. Brak wykształcenia uniemożliwia zdobycie dobrze płatnej pracy, a w znaczeniu globalnym - rozwój rejonu Shinyanga. Wiele dziewcząt musi przerwać naukę z różnego rodzaju powodów, wśród których bardzo częstym jest poczęcie dziecka. Mama ma się zajmować dzieckiem, a nie nauką. Nie musi wyjść za mąż, ale ma się zaopiekować nowym życiem, które rozwija się pod jej sercem. Prawo Tanzanii zabrania kontynuację nauki dziewczynie, która spodziewa się dziecka. Wewnętrzne regulacje różnego rodzaju szkół często wprowadzają zasadę dla chłopców, według której ojciec tego dziecka również nie może pozostać w szkole. Niestety, zdarzają się sytuacje, że młoda dziewczyna zostaje wykorzystana seksualnie i właśnie wtedy dochodzi do poczęcia. Dobra współpraca rodziców i nauczycieli pomaga uniknąć sytuacji, w której młoda osoba staje przed dramatycznymi wyborami życiowymi, które ją przerastają. Również rola Kościoła jest tutaj ważna, a w niej - wychowanie do czystości. Sama sytuacja szkolnictwa nadal wymaga licznych zmian. Ponad 10 lat temu, jako realizację celów milenijnych, rząd Tanzanii zaczął budowę szkół średnich. Powstały ich setki w całym kraju, jednak nie ma dotąd wystarczającej liczby nauczycieli. Przygotowanie ludzi do pracy w sektorze edukacji zajmuje więcej czasu niż zbudowanie budynków. Często klasy liczą 60 uczniów, nawet w szkołach prywatnych. Kolejny problem stanowi język: w szkołach podstawowych lekcje odbywają się w języku swahili, natomiast w szkołach średnich obowiązuje język angielski. Powoduje to trudności w zrozumieniu treści lekcji, treści podręczników, więc wyniki egzaminów państwowych są bardzo niskie. Brakuje też książek, podręczników, słowników i innych pomocy. Szkoły prywatne cieszą się dobrą opinią, a ich uczniowie zdobywają dobre wyniki na końcowych egzaminach państwowych. Jednak wymagają wnoszenia opłat za czesne oraz internat, które wielokrotnie przekraczają możliwości rodzin z terenu naszej Misji. Trudności finansowe rodzin powoduje również duża zachorowalność na AIDS. W naszej przychodni zdrowia, do której zgłaszają się osoby z wiosek otaczających misję, zarejestrowanych jest ponad 2000 osób zarażonych wirusem HIV lub chorych na AIDS. Z powodów pogarszającego się stanu zdrowia chorzy rodzice nie są w stanie zapewnić pieniędzy na edukację swoich dzieci. AIDS oraz inne choroby powodują również osierocenie dzieci. W tym roku z naszej parafii opieką zostało objętych 40 dzieci uczęszczających do szkół średnich i collegiów. Uczniowie utrzymują korespondencję z darczyńcami – rodzicami adopcyjnymi za pośrednictwem misjonarzy - księży i świeckich. Są bardzo wdzięczni za otrzymaną pomoc finansową, ale też za modlitwę – co często podkreślają podczas spotkań ze mną. Od dwóch lat prowadzimy dla nich również spotkania formacyjne: dni skupienia połączone z warsztatami rozwoju osobistego. Sami zgłosili potrzebę spotkań, żeby wspólnie modlić się, ale też rozmawiać na tematy, które są dla nich ważne, np. o okresie dorastania, wartościach, o tym jak pracować nad swoim rozwojem, aby być dobrym człowiekiem. Chcielibyśmy móc pomagać kolejnym dzieciom w potrzebie. Jednak istnienie Programu zależne jest od otwartości serc ludzi dobrej woli, którzy chcieliby zaangażować się w nasze działania. Dzieciom potrzebne są głównie pieniądze na opłacenie czesnego w szkole i internatu. Duża część rodzin mieszka zbyt daleko od szkoły, aby dziecko mogło wracać do domu każdego dnia. Pieniędzy nie przekazujemy bugisyjskim rodzinom, trafiają one od misjonarzy bezpośrednio do szkół. Doraźnie kupujemy studentom jedzenie, lampki solarowe (kiedy w pokojach nie mają elektryczności), opłacamy rachunek za energię elektryczną (tam, gdzie doprowadzone są przewody), aby po zakończonych lekcjach mogli wieczorami się uczyć. Czasami kupujemy też zeszyty, papier xero, ubrania, buty. Od sierpnia ubiegłego roku na samej misji funkcjonuje mała sala z biblioteczką, do której kupujemy książki – podręczniki szkolne i słowniki. Jest to bezpieczne i zaciszne miejsce, w którym nasi uczniowie mogą uczyć się popołudniami i w dni wolne od nauki szkolnej. Studenci zgłaszają jednak potrzebę zakupu jeszcze większej ilości książek. Program, można wspierać na różne sposoby: - poprzez modlitwę za naszą młodzież i osoby, które z nimi pracują, jak również za całe dzieło misyjne w Afryce – codziennie potrzebujemy pomocy Bożej w naszej pracy, dzieci też o to proszą i pokładają wielką nadzieję w Panu, mając świadomość, jak ważny jest dar modlitwy; - przekazując jednorazowo lub kilkukrotnie dowolną kwotę pieniężną. Dla nas ważna jest każda złotówka, – pieniądze zebrane w środowiskach pracy, życia codziennego, w parafiach, wspólnotach czy prywatne ofiary można wysyłać na konto organizacji koordynującej pracę projektu: Stowarzyszenie Misji Afrykańskich, Centrum Charytatywno – Wolontariackie „SOLIDARNI”, ul. Warszawska 826, 05-083 ZABORÓW, nr rachunku bankowego: 71 1600 1127 1844 3996 6000 0001 Za każdą formę pomocy serdecznie dziękujemy i zanosimy nasze modlitwy za darczyńców do naszego Ojca w Niebie. Więcej informacji o Programie można uzyskać pod adresem internetowym: w zakładce „Duchowa Adopcja Dziecka w Afryce”. Jak w trudnych czasach wychowywałam dzieci w Afryce. OPOWIADA CARMEN MCLUCKIE. Był rok 1941. Szalała II wojna światowa. Byłam wtedy dwudziestotrzyletnią Australijką i razem z pięciomiesięczną córeczką przebywałam w więzieniu w mieście Gwelo w Rodezji Południowej (obecnie Gweru w Zimbabwe). Nawet nie wiem kiedy, ale minął już miesiąc i przyszła pora na kolejny projekt z serii Dziecko na Warsztat. W jego tegorocznej edycji wybieramy się w podróż po świecie. Zaczęliśmy lokalnie od naszego kraju (KLIK), a dzisiaj przyszła pora na Afrykę – a dokładnie afrykańską sztukę i rękodzieło. Tym razem podeszliśmy do tematu nieco inaczej. Zapraszam Was do naszej galerii prac plastycznych i technicznych nawiązujących do afrykańskiej wprowadzenie do naszych warsztatów kupiliśmy książkę: Dzieciaki Świata. Jest to doskonała pozycja do naszego projektu, opisująca historię dzieci z różnych zakątków świata, a pierwsza z nich – tak samo jak i nasza podróż, dotyczy właśnie Afryki. Książka dostarcza nam mnóstwo informacji na temat danego miejsca, wypełniona jest pięknymi zdjęciami oraz opowiada historię z perspektywy maski – pomysły na prace plastyczneMówiąc o sztuce ludowej Afryki musieliśmy zacząć od afrykańskich masek. Maski afrykańskie mają różne kształty, kolory, wzory i z różnego materiału są tworzone. Jednak nie są one robione w celach dekoracyjnych, pełnią ważną rolę w rytuałach, obrzędach plemion afrykańskich. Są elementem ich kultu religijnego. My jednak skupiliśmy się na ich walorach artystycznych. Mamy dla Was dwa pomysły na stworzenie masek w stylu afrykańskim. Dzieci uwielbiają maski, więc będą miały wiele radości tworząc Potrzebne będą: rolki po papierze, ołówek, nożyczki, brązowa i biała farba, plastelinaNajpierw wycinamy kształt maski z jednej strony rolki oraz otwory na oczy. Następnie malujemy rolkę brązową farbą, a po wyschnięciu doklejamy nos i usta z plasteliny. Na koniec ozdabiamy dowolnymi Potrzebne będą: papierowy talerzyk, brązowa farba, pędzelek, brązowa i biała plastelina, kolorowe tasiemki, kolorowe koraliki, dziurkaczW drugim projekcie maski należy wyciąć w talerzyku otwory na oczy, a następnie pomalować go na brązowo. Po wyschnięciu doklejamy nos i usta i ozdabiamy talerzyk białą plasteliną. Na koniec wycinamy dziurki i przewlekamy przez nie tasiemki zakończone kolorowymi koralikami. Afrykańskie naszyjniki – prace techniczne Sztuka i rękodzieło Afryki to przede wszystkim biżuteria – bransoletki, kolczyki i naszyjniki. Biżuteria stanowi nie tylko dekorację, ale ma także znaczenie symboliczne. Świadczy ona o statusie społecznym i majątkowym, po biżuterii można rozróżnić mężatki od panien. Dzisiaj mamy dla was pomysł na przepiękne naszyjniki i będą: papierowe talerzyki, kolorowe farby, pędzelki, koraliki, słomki, klej, nożyczki, nitkaZ talerzyków wycinamy koła ze środka tak, aby pozostała sama obręcz. Następnie malujemy je w dowolne wzory. Takie naszyjniki można też dodatkowo ozdobić. My wykorzystaliśmy do tego koraliki i zawieszki wykonane z poprzecinanych słomek. Młodszym dzieciom można zaproponować wykonanie zwykłych koralików. Afrykańskie djembe – pomysły DIYMówiąc o sztuce Afryki nie można pominąć muzyki. Każdy z nas kojarzy charakterystyczne, afrykańskie rytmy, bicie na bębnach. Znanym afrykańskim instrumentem jest djembe. My postanowiliśmy stworzyć własne, kreatywnie z dostępnych nam materiałów:).Potrzebne będą: różnego rodzaju pojemniki plastikowe, u nas po jogurcie, wiaderko po serku, plastikowe kubeczki, taśma matująca, taśma malarska, czarny sznurek, kolorowe farby, markery permanentne, pędzelki, nożyczki, balony, koraliki, gumki recepturkiNa zdjęciach widzicie 3 różne wersje naszych bębenków, jednak zasada ich tworzenia jest taka sama, tylko kształty się zmieniają. Ważne jest, aby zarówno w pojemniczku stanowiącym górną, jak i dolną część instrumentu wyciąć otwory. Pudełeczka mające fabryczne wzory obkleiliśmy taśmą maskującą. Następnie dwie części łączymy ze sobą sklejając je taśmą (można także użyć do tego kleju na gorąco). Później odcinamy od balonika końcówkę i nakładamy na górną część instrumentu. Na nasz największy bęben zamiast balonu, użyłam taśmy malarskiej i pasek po pasku zakleiłam otwór, także powstała powierzchnia, wydająca dźwięki przy uderzaniu. Na koniec pozostało udekorowanie instrumentów. Za pomocą farb lub flamastrów można na nich namalować afrykańskie wzory, można też ozdobić je koralikami. Największy nasz bębenek obwiązaliśmy według afrykańskiego oryginału czarnymi chcesz udpostępnić ten pomysł na Pinterest, Google+ lub polecam poniższe zdjęcia :) Zapraszam także na blogi innych uczestników projektu:Podobne
Dowcip #15451. W Afryce żyją Murzyni na słoniach i elefantach. w kategorii: „ Śmieszny humor o Afryce ”. Rzecz się dzieje w Afryce, święta Bożego Narodzenia. Pod murem stoją afrykańskie dzieci, które nie jadły nic od tygodnia. W pewnym momencie zjawia się Święty Mikołaj i pyta:
Jak najlepiej uwrażliwić dziecko na świat? Pokazać mu jak żyją inne dzieci w różnych krajach. Odpowiednio dobrany przykład jest cenną życiową lekcją. Takiej lekcji doświadczyli uczniowie w szkole im. Juliana Ursyna Niemcewicza w Plainfield, NJ. A prowadziła ją dr Joanna Maulbeck, pedagog szkolny i profesor na Concordia College w Bronxville, NY, która przez 2 lata pracowała jako nauczycielka w Afryce. „Poprosiłam panią Joannę, żeby podzieliła się swoimi doświadczeniami, by nasi uczniowie poznali warunki w jakich ich rówieśnicy się uczą, a także zapoznali sie z krajobrazem i kulturą Mali i Południowej Afryki” – mówi dyrektor szkoły Beata Benewiat. – „Dzieci słuchały z ogromnym zainteresowaniem i miały mnóstwo pytań. Chciały wiedzieć, czy dzieci w Afryce chodzą do szkoły w butach, czy mają komputery, czy dzikie zwierzęta chodzą po ulicach. Posypało się mnóstwo pytań ” – dodaje Benewiat. Posłuchajmy dr Maulbeck jak wspomina swoją afrykańską przygodę. „Uczyłam dzieci w zerówce w Mali w latach 2007-2008. Większość czasu spędziłam w Bamako, stolicy kraju. Często odwiedzałam okoliczne wsie, niedaleko Segou, gdzie domy są w wzniesione z gliny albo palmy. Ludzie używają wody z rzeki do picia, gotowania, kąpieli i prania, a także łowią ryby. W nocy ludzie zbierają się przy ognisku i wspólnie jedzą posiłek, który często składał się z ryżu i ryb. Jedliśmy bez widelców i noży, w ciemności i musiałam uważać gdzie wkładałam rękę. Spotkania grupy zawsze były bardzo pokojowe i uderzała mnie ich prostota. Odwiedzałam też wsie w Dogon Country, gdzie domy są na szczytach gór. Jedna z wsi szczególnie mnie zafascynowała, gdzie żyli ludzie, wyznający trzy różne religie. Gdy zapytałam przywódcę plemienia, czy religia była kiedyś przyczyną konfliktu, spojrzał na mnie zdziwiony i odpowiedział- dlaczego miałaby być? Często odwiedzałam kościół zbudowany z gliny, a udekorowany ozdobami choinkowymi, podarowanymi przez turystów. Był też kalendarz po polsku wydrukowany. Pod każdym miesiącem podpis, „Jezy ufam Tobie”, z obrazkiem Chrystusa, który miał szeroko wyciągnięte ręce. Patrząc na ten obraz, miałam niezwykłe odczucia z wielu powodów, to był smak Polski na obcej ziem i symbol miłości Boga we wszystkich zakątkach świat. Uczyłam też w Południowej Afryce, a dokładnie w Cape Town, mieście bardzo rozwiniętym, z pięknymi plażami i najlepszymi na świecie winiarniami. Równocześnie w tym mieście, u podnóża góry, mieszkają ludzie w strasznej biedzie. Domy są zbudowane z odpadów; metali, plastiku, opon i drewna. Pracowałam w sierocińcu, gdzie dzieci nigdy nie były na plaży. Nie zapomnę jak chłopcy, którzy grali w piłę nożną, nie mieli butów. Jeden chłopiec oddał koledze prawego buta, bo ta jego noga była silniejsza, a zostawił sobie lewego do gry”. „Cieszmy się tym co mamy, bo nie każdy to ma. Wierzmy, bo wiara jednoczy” – powiedziała Maulbeck na zakończenie prezentacji w Plainfield. Polonijna szkoła nie tylko uczy języka i kultury polskiej, ale wychowuje młodych ludzi. Jeśli nauczy ich myślenia pod kątem docenienia tego co ważne w życiu, wychowa dzieci na szczęśliwych dorosłych. Afrykańskie słowo ubundu oznacza po polsku – jestem, bo ty jesteś, czyli życie we wspólnocie, silnie wzajemnie się wspierającej. Tego też można nauczyć w polonijnej szkole. Danuta Świątek Zdjęcia: Joanna Maulbeck, archiwum szkoły
Praca w tak młodym wieku jest bardzo obciążająca i wyczerpująca. Coraz częściej dochodzi do wypadków. Co roku kilkanaście młodych osób zostaje rannych podczas pracy. Tymczasem to dzięki niej, dzieci mają szansę na przeżycie następnego dnia. W Afryce aż 41% dzieci w wieku od 5-ciu do 14-stu lat musi pracować na swoje wyżywienie.
Myślę, że nie ma na świecie społeczności bardziej świadomej wartości rodziny, niż społeczność afrykańska. Kiedyś w Angoli mówiło się, że dzieci to największe bogactwo każdego związku, że im więcej dzieci, tym lepiej. Było tak przede wszystkim dlatego, że te rodziny, w których rodziło się wiele dzieci, miały też dużo darmowej siły roboczej. Dzieci od najmłodszych lat pomagały w gospodarstwie, w pracach w polu i przy polowaniach, pasły bydło. W ten sposób liczba dzieci przekładała się wprost na pozycję ekonomiczną rodziny. Z upływem czasu w Angoli wiele się zmieniło. Przemianom ekonomicznym towarzyszyła masowa migracja ludności wiejskiej do miast. Mimo to – w porównaniu ze średnią w Europie czy Ameryce – rodziny w Angoli są nadal bardzo liczne. Dzieci wciąż zajmują bardzo ważne miejsce w rodzinie, choć nie patrzy się już na nie tylko jako na siłę roboczą. Teraz dzieci scalają małżeństwa. Mówi się, że jeśli w domu nie ma dzieci, to znaczy, że Bóg nie pobłogosławił tego związku. Inni mówią, że dom bez dzieci jest smutny i nie ma w nim światła. Brak dzieci to problem, który może prowadzić nawet do rozwodu, bo ktoś, kto nie chce albo nie może mieć dzieci, nie jest dobrym partnerem i nie jest mile widziany w rodzinie. W Angoli nie można wziąć ślubu, a potem nie stworzyć rodziny, czyli nie mieć potomstwa. Rodzina powstaje dopiero wtedy, gdy na świat przychodzą dzieci. W Angoli kobieta rodzi średnio siedmioro dzieci. Rodziny angolskie są bardzo zżyte. Już od małego rodzice uczą dzieci szacunku dla starszych i empatii. Dzieci muszą wiedzieć, że gdy matka i ojciec pracują, trzeba opiekować się młodszym rodzeństwem i w każdy inny sposób pomagać w domu. Szacunek jest więc w rodzinie obustronny – dorośli dbają o dzieci, o ich edukację i wyżywienie, a dzieci odwdzięczają się im, pomagając w domu. W Angoli bardzo poważa się też dziadków – prawie nikt nie wychowuje dzieci sam, zawsze zajmują się nimi również starsze pokolenia. Dużą rolę w wychowaniu dziecka odgrywa matka. To przede wszystkim Angolki zajmują się zapewnieniem godziwych warunków życia swoim dzieciom. Rola mężczyzn w procesie wychowania jest znacznie mniejsza. W Angoli najbardziej kreatywne są właśnie dzieci – to one robią sobie zabawki, wymyślają historie, tańczą przy każdej okazji. Jednak inaczej wygląda życie dzieci na wsi i w mieście. Rzecz jasna, na wsi, tradycja jest silniejsza. Niestety, obszary te nie są już takie same jak dawniej. Wieloletnia wojna domowa, która na szczęście już się zakończyła, odcisnęła swoje piętno właśnie na prowincji. Ja sam jako dziecko nie odczułem na sobie tego konfliktu, ponieważ wychowywałem się w Luandzie, gdzie nie dotarły działania wojenne. Wiele osób szukało wtedy schronienia w angolskiej stolicy. Dziś Angola dynamicznie się zmienia – staje się nowocześniejsza, a ludzie się bogacą. Widać to również w modelu rodziny, jednak przywiązanie do dzieci i do rodzinnych wartości pozostają niezmienne. mgr Pedro Lwitu Bras Kabanje
dzieci afryki - czy ktoŚ usŁyszy? Życie w Afryce jest codzienną walką dla niemalże każdego, ale życie dziecka jest tym bardziej trudnym. Wyobraź sobie, że …jesteś dzieckiem w Afryce, żyjącym w małej szopie, zrobionej z cegieł z błota wypalanych na słońcu, pokrytej starą blachą, która przecieka przy nawet najmniejszym deszczu. W Somalii, Etiopii i Kenii panuje najgorsza od 40 lat susza. Ponad milion ludzi musiało opuścić swoje domy w poszukiwaniu żywności i wody. Dzieciom brakuje jedzenia, opieki medycznej i edukacji. Jeśli świat nie podejmie natychmiastowych działań, w Rogu Afryki niedługo dojdzie do masowych zgonów sytuacji w Rogu Afryki nie widzieliśmy od lat. Skutki suszy i wojny na Ukrainie dramatycznie wpływają na zdrowie i życie dzieci w tej części świata. Głównym zagrożeniem dla najmłodszych jest niedożywienie i brak wody. O realiach w Rogu Afryki opowiada Rania Dagash, Zastępca Dyrektora Regionalnego UNICEF ds. Afryki Wschodniej i około 386 tysięcy dzieci w Somalii potrzebuje natychmiastowej terapii leczenia ciężkiego ostrego niedożywienia. To o 40 tysięcy więcej niż podczas pamiętnej klęski głodu w tym kraju w 2011 r., mówi Rania ciągu zaledwie pięciu miesięcy liczba dzieci dotkniętych niedożywieniem zagrażającym ich życiu wzrosła o ponad 15 procent. W Etiopii, Kenii i Somalii 1,7 mln dzieci cierpi głód i potrzebuje natychmiastowej ostatnie dwa lata aż cztery pory deszczowe nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Źródła wody wyschły, plony były nieudane, a zwierzęta gospodarskie padły. Prognozy sugerują, że kolejna pora deszczowa od października do grudnia również nie będzie obfita w opady. W pierwszym kwartale 2022 roku wszystkie trzy kraje odnotowały większą liczbę niedożywionych dzieci przyjętych na leczenie niż w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku. W Etiopii liczba niedożywionych dzieci przyjętych do szpitali i ośrodków zdrowia wzrosła o 27 procent, w Somalii o 48 procent, a w Kenii aż o 71 zgonów są również niepokojące. Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2022 r., w najbardziej poszkodowanych obszarach Rogu Afryki, trzy razy więcej dzieci zmarło z powodu ciężkiego ostrego niedożywienia niż w całym zeszłym roku, alarmuje Rania jest również brak wody. Od lutego do maja br. podwoiła się liczba gospodarstw domowych pozbawionych bezpiecznego źródła wody – z 5,6 mln do 10,5 na Ukrainie, a głód w Rogu AfrykiWojna na Ukrainie bardzo dotkliwie odcisnęła piętno na dzieciach w Rogu Afryki. Somalia do tej pory importowała aż 92 procent pszenicy z Rosji i Ukrainy. Niestety transport zbóż jest teraz zablokowany. Wojna nakręca globalną spiralę cen żywności i paliw, co oznacza, że wiele osób w Etiopii, Kenii i Somalii nie stać już na zakup podstawowych artykułów spożywczych, które są niezbędne do cen produktów dotyka i nas. Szacujemy, że koszt ratującej życie żywności terapeutycznej, którą UNICEF stosuje w leczeniu dzieci dotkniętych ciężkim ostrym niedożywieniem, wzrośnie o 16 procent w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. To oznacza, że tylko na działania w Rogu Afryki UNICEF będzie potrzebował o 12 milionów dolarów więcej niż przewidywał, mówi Rania w Somalii żyją na pierwszej linii frontu walki ze skutkami zmian klimatu. Nie możemy czekać na samoistne zakończenie suszy. Musimy działać tu i teraz, inaczej w tej części świata setki tysięcy najmłodszych stracą zdrowie i życie. Konieczne jest także wdrożenie długofalowych planów działania, które będą wspierać społeczności w obliczu kolejnych się niestety, że najgorsze jeszcze przed namiWróciłam właśnie z Somalii. W ośrodku zdrowia w przygranicznym mieście Dollow poznałem Ismayel i jej rocznych bliźniaków – Salmana i Libaana. Ismayel jest w ciąży, ale dramatyczne skutki suszy zmusiły ją do pokonania pieszo 120 km do najbliższego szpitala, gdzie jej niedożywione dzieci otrzymały wsparcie. Wielu najmłodszych nie da rady pokonać tak długiego dystansu. Słyszałam o dzieciach chowanych przez rodziców na poboczach dróg, którymi zmierzają w poszukiwaniu pomocy. Są w desperacji. Obawiam się niestety, że najgorsze jeszcze przed nami, mówi ze smutkiem Rania może wesprzeć dzieci w Rogu Afryki przekazując darowiznę UNICEF Polska: Dzieci Afryki, Warszawa. 9673 osoby lubią to · 139 osób mówi o tym · 22 użytkowników tu było. Od 2009 roku DZIAŁAMY NA RZECZ DZIECI I UBOGICH W AFRYCE, Od 2009 roku DZIAŁAMY NA RZECZ DZIECI I UBOGICH W AFRYCE, nasza misja to POMOC i RADOŚĆ DZIECIOM
– Nasi rówieśnicy w Afryce jedzą jako ostatni; u nas w domu tak nie jest – mówią uczestnicy. Misyjne wakacje z Bogiem to propozycja Dzieła Misyjnego Diecezji Tarnowskiej spędzenia wypoczynku w Domu Formacji Misyjnej w Czchowie na Kozieńcu. Oferta uczestnictwa w jednym z siedmiu terminów skierowana jest do uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. Na dwóch turnusach jest nauka języka angielskiego. – Podoba mi się ten angielski, jest inny od tego w szkole. Tutaj uczymy się modlić w tym języku i tego, jak się przeżegnać. Mamy też śpiewać – mówi Julka z Królówki, uczestniczka I turnusu, który trwał 7 dni. Uczestniczyło w nim 46 osób z kilkunastu parafii, z Czarnego Potoku, Kamienicy, Królówki, Błonia, Olesna, Tarnowa, Łętowic, Grabna, Milówki, Wierzchosławic, Iwkowej, Siemiechowa, Koszyc Wielkich, Szczepanowa czy parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu. Moderatorem był ks. Roman Hopej, wikariusz z Tylmanowej, parafii znanej ze swych misyjnych inicjatyw. Uczestnicy Misyjnych wakacji z Bogiem i spotkali się z pochodzącym stąd misjonarzem z Ekwadoru. Poznali też ks. Stanisława Worwę, który opowiadał dzieciom o swojej pracy w Czadzie. Codziennie uczestniczą w Mszy św. i poznają postać jakiegoś świętego lub misjonarza. Dowiadują się sporo o sytuacji dzieci na misjach i tego, jak mogą im pomóc i stawać się misjonarzami w swoim własnym środowisku. Ogarnia ich współczucie na widok dzieci z Afryki pracujących po 15 godzin dziennie, które są chore, niedożywione i zaniedbane. Tam mapa biedy pokrywa się z mapą analfabetyzmu. – Zaskakujące było dla mnie to, że dzieci w Afryce jedzą jako ostatnie, jakby były najmniej ważne w rodzinie. U nas w domu tak nie jest. Mama nakłada wszystkim jedzenie, nikt nie musi zjadać resztek – komentuje Natalia z Królówki. Uczestnicy Misyjnych wakacji z Bogiem zwykle o misjach wiedzą już sporo, często należą do Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci lub angażują się w doroczną akcję Kolędników Misyjnych. Taka forma spędzenia wakacji bardzo im się podoba. – Jestem drugi raz i za rok też przyjadę. Wszystko tu jest fajne – mówi Oliwia z Olesna. – Ja jestem pierwszy raz, do wyjazdu zachęciła mnie siostra, która na religii opowiadała o tych wakacjach. Sporo się dowiadujemy o dzieciach w innych krajach – dodaje Madzia, także z Olesna. « ‹ 1 › » oceń artykuł
.