Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki: Teraz jest Pn kwi 24, 2023 14:29: Strona główna forum » Wiara » » Wiara »

Zawsze miałem pragnienie odmówić tą modlitwę przynajmniej przez cały jeden rok. Pan Bóg daje niesamowite obietnice dla osób, które odmówią ją w ciągu roku. Szczęść Boże, chciałem Wam opowiedzieć jak Nabożeństwo 15 Modlitw Św. Brygidy (Modlitwa Szczęścia) odmieniła moje życie. Jest to 15 modlitw odmawianych w ciągu roku wraz z modlitwą Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, aby uczcić każdą ranę, ile nasz Zbawiciel otrzymał ciosów (5480) podczas swojej bolesnej Męki. Modlitwę tą chciałem już odmawiać w 2011 roku, jednak nigdy nie była ona regularna, nigdy nie była codzienna. Odczuwałem już wtedy głęboki pokój w sercu, stałem się mniej nerwowy, bardziej zacząłem kochać ludzi i doceniać życie. Zawsze miałem pragnienie odmówić ją przynajmniej przez cały jeden rok. Pan Bóg daje niesamowite obietnice dla osób, które odmówią tą modlitwę w ciągu roku: Uwolni 15 dusz ze swej rodziny z czyśćca. 15 sprawiedliwych spośród krewnych zostanie potwierdzonych i zachowanych w łasce. 15 grzeszników spośród krewnych zostanie nawróconych Osoba, która zmówi te modlitwy, osiągnie pewien stopień doskonałości. Już na 15 dni przed śmiercią będzie przeżywała szczery żal za wszystkie popełnione grzechy z świadomością ich ciężkości. Na 15 dni przed śmiercią dam jej Moje najświętsze Ciało, ażeby przez Nie została uwolniona od głodu wiecznego oraz dam jej Moją drogocenną Krew do picia, by na wieki nie doznała dokuczliwego pragnienia. Położę przed nią Mój zwycięski Krzyż jako pomoc i obronę przeciw zasadzkom nieprzyjaciół. Przed jej śmiercią przyjdę do niej z Moją najdroższą i ukochaną Matką. Przyjmę z dobrocią jej duszę i zaprowadzę do wiecznej radości. Zaprowadziwszy ją tam, dam jej kosztować z przedziwnej studni Mojej Boskości, czego nie uczynię tym, którzy nie odmawiali tych czy podobnych modlitw. Trzeba wiedzieć, że choćby ktoś żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy. Obroni go przed zgubnymi pokusami. Zachowa mu pięć zmysłów. Uchroni go przed nagłą śmiercią. Uwolni jego duszę od kar wiecznych. Człowiek ten otrzyma wszystko, o co poprosi Pana Boga i Najświętszą Pannę. Jeśliby ktoś żył zawsze według woli Boga i musiałby umrzeć przedwcześnie, życie jego zostanie przedłużone. Ktokolwiek zmówi te modlitwy, uzyska za każdym razem odpust cząstkowy. Człowiek ten otrzyma zapewnienie, że cieszyć się będzie szczęściem chórów anielskich. Każdy, kto by innych nauczył tych modlitw, nie będzie nigdy pozbawiony radości i zasługi, ale one trwać będą wiecznie. Tam, gdzie odmawia się te modlitwy, Bóg jest obecny swoją łaską. W końcu przyszedł czas, gdzie zacząłem odmawiać tą modlitwę dokładnie roku, wiem, ponieważ zapisałem sobie, warto sobie zapisać i pamiętać o swoim celu. Już w trakcie modlitwy Pan Bóg przemieniał moje serce, byłem bardziej otwarty, rozmawiając o wierze i czułem pokój w sercu. Dowiedziałem się wówczas, że moja mama również odmawiała kiedyś tę modlitwę i upominała, że nie można jej przerywać, jeśli ją odmawiamy. Trzeba modlić się codziennie. Kiedy też podarowała tę modlitwę mojej babci, ona również ją odmawiała. Spowiedź z całego życia Modlitwa odmieniła moje serce, czułem ogromne pragnienie spowiedzi z całego życia. Przygotowałem sobie kilka rachunków sumienia, aby przypomnieć wszystkie swoje grzechy, niektóre z nich nosiłem od dawna, niektóre uważałem, że może nie są grzechem, ponieważ nie byłem ich świadomy jako małe dziecko, ale wiedziałem, że chce je wszystkie wyznać Jezusowi w konfesjonale. Spisałem sobie również te grzechy na czystą kartkę A4 i uwierzcie mi, że zapisałem ją z dwóch stron małym drukiem. Było ich tak dużo, że zastanawiałem się, czy nie umówić się z księdzem na spowiedź generalną na inny dzień. Ale nic, pomyślałem, że pójdę i powiem księdzu, a on zapewne sam zdecyduje. Bałem się bardziej niż zwykle przed spowiedzią, jak ksiądz zareaguje, jak ja to wszystko przeczytam z tej kartki, ile ludzi będzie się na mnie patrzyło, co ja tak długo robię. Przełamałem się i ustawiłem się przy konfesjonale, gdy inni stawali za mną spanikowałem, bo pomyślałem, że nie starczy Mszy Świętej dla innych na spowiedź, jak ja zajmę kolejkę. Ustawiłem się z powrotem z boku i obserwowałem, ile podchodzi osób do spowiedzi. Okazało się, że były chyba tylko dwie osoby, więc od razu za nimi podszedłem do konfesjonału, aby wyznać przed Jezusem swoje grzechy. W trakcie spowiedzi jak czytałem grzechy z kartki, czułem jak do mojego serca wlewa się ciepło, wrzątek byłby nawet lepszym określeniem, który nie sprawiał mi bólu. Wyspowiadałem się, jestem bardzo szczęśliwy, że oddałem życie Jezusowi i wyznałem Mu wszystko. Wspólna modlitwa z żoną i dom Niedługo po tym jak zacząłem odmawiać 15 Modlitw namawiałem również do tego żonę. Może po tygodniu, dwóch tygodniach odmawialiśmy ją już razem. W swojej modlitwie kierowaliśmy do Boga prośby, aby było nam dane wybudować dom (mieszkaliśmy i mieszkamy póki co z rodzicami). W ciągu tego roku Pan Bóg nas wysłuchał i pomógł nam zgromadzić sumę, jaka pozwoliła myśleć o budowie domu. Wybudowaliśmy 230-metrowy dom bez kredytu na działce, którą otrzymaliśmy od rodziców. Jak dla nas jest to ogromny sukces i wiem, że to zasługa Boga. On nam pozwolił zarobić pieniążki i odkładać znaczne sumy i zrealizować ten cel. Jest on w stanie surowym otwartym, czyli bez drzwi i okien, ale niedługo będziemy mieli również okna. Nie ukrywam, że pomogli nam również rodzice (ile oczywiście było ich stać). Nie pochodzimy z bogatych rodzin i nie zawdzięczam tego sukcesu sobie, a Panu Bogu. Każdy, kto się do Niego modli, otrzyma to w odpowiednim czasie, kiedy Pan Bóg o tym zdecyduje pod warunkiem, że nie zagraża to naszemu zbawieniu. Musimy zawsze ufać Bogu, bo tylko On wie, co jest dla nas najlepsze. Zmiana pracy Odkąd odmawiałem tą modlitwę Pan Bóg działał również cuda w moim życiu osobistym. Ułożył sprawy w taki sposób, że z innej pracy odchodził dobry informatyk, a ja otrzymałem propozycję pracy na jego miejsce. Pracy za stawkę podwójnego wynagrodzenia jak dotychczas. Oczywiście odebrałem to jako plan Boży i przed decyzją prosiłem Boga, aby dał mi znak, jeśli miałbym nie zmieniać pracy. Zmieniłem. Pracowałem w nowej pracy rok i 3 miesiące. Była to praca oddalona o 12 km od mojego miejsca zamieszkania, ale wszystko, oczywiście, mi się opłacało. Po roku i 3 miesiącach okazało się, że z innej pracy bliżej mnie odchodzi osoba pełniąca funkcję kierownika i jednocześnie informatyka. Zostałem zaproszony na rozmowę i ponownie zmieniłem pracę ze względów finansowych oraz dlatego, że jest bliżej. Powiedziałem w sercu Bogu, że jeśli nie chce, abym zmieniał tą pracę to, żeby sprawił, że się nie uda (mogło tak być, ponieważ obowiązywało 3-miesięczne rozwiązanie umowy). Pracę zmieniłem, jestem bliżej rodziny i jestem szczęśliwy. To również zasługa Boga. Syn Pewnej niedzieli będąc oczywiście w stanie łaski uświęcającej, poszedłem do komunii. Gdy wróciłem, przypomniałem sobie to, co Pan Jezus mówił mistyczce Caterinie Rivas -Tajemnica Mszy Świętej: cyt: "(...)Pan powiedział: "Słuchaj". Chwilę później usłyszałam modlitwę siedzącej przede mną kobiety, która właśnie przyjęła Komunię św. Jezus powiedział smutnym głosem: "Zanotowałaś jej modlitwę?" Ani razu nie powiedziała, że mnie kocha. Ani razu nie podziękowała mi za dar, jaki jej dałem, zniżając swoją Boskość do jej biednego człowieczeństwa, po to, by przyciągnąć ją do siebie. Ani razu nie powiedziała: »dziękuję Ci, Panie«. To była litania próśb. I tak robią prawie wszyscy, którzy przychodzą mnie przyjąć. Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości zostaję z wami... Ale wy nie zdajecie sobie sprawy z tego, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętajcie, że jestem Żebrakiem miłości w tej wzniosłej godzinie dla duszy". " Podziękowałem Jezusowi i powiedziałem, że Go kocham. Przeszła mnie również myśl, że chciałbym mieć dziecko, taką małą miłość Bożą, która, by była w naszej rodzinie. Ani moi rodzice ani też teściowie nie byli dziadkami, a bardzo chcieli być, bo mówili to często chociażby przy składaniu życzeń świątecznych. Nie zabezpieczaliśmy się, lecz moja żona nie mogła zajść w ciążę. Słyszała też na wizytach u ginekologów, że będzie miała problem z zajściem w ciążę lub utrzymaniem ciąży przez swoje sprawy kobiece. Nie odczuwaliśmy wcześniej z żoną, że chcemy mieć dziecko. Nie staraliśmy się o to specjalnie. W tym momencie po Komunii Świętej pomyślałem również, że jeśli Pan Bóg by chciał podarować nam dziecko, byłbym bardzo szczęśliwy. Nie ma bowiem rzeczy niemożliwych dla Boga jak w Piśmie Świętym jest napisane: "(...)A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». (...)" Pomyślałem, że jeśli jest wola Boga, abyśmy nie mieli dzieci rozumiem to, natomiast jeśli Pan Bóg chce obdarzyć nas potomstwem i okaże się, że będzie to syn nazwę go Gabriel na część Archanioła Gabriela i Chwały Pana Boga. Tak zakończyła się moja rozmowa z Pan Bogiem po Komunii Świętej. Nie mówiłem o tym żonie, nie rozmawialiśmy o dziecku w ostatnim czasie. Gdy dochodził już koniec dnia (około 22:00) moja żona wróciła z pracy (praca w gastronomii) i przyszła do mnie, oznajmiając, że robiła test ciążowy i chyba jest w ciąży. Miałem łzy w oczach. Tak Bóg zdziałał cud w moim życiu. Jeśli byłby syn, już wiedziałem, jakie imię otrzyma. Jestem przeszczęśliwy. Słowa lekarzy, że będzie ciężko donosić ciążę również się nie sprawdziły, bo żona urodziła dwa tygodnie po terminie synka Gabriela. Jest to wspaniały zdrowy chłopczyk, silny i bardzo dobrze się rozwija. Wszystko to zasługa Pana Jezusa, że mnie wysłuchał, pokazał mi namacalny cud w moim życiu, swoją obecność przy nas. Chwała Panu Bogu! Chwała Jezusowi Chrystusowi! Pieśń uwielbienia Boga „Jak wspaniale, że przyszedł Wszechmocny Bóg”. Co za szczęście spotkać wcielonego Boga. Chrystus dni ostatecznych pojawia się i działa. Wyraża prawdę i osądza. Osobiście działa, by ocalić ludzkość. Jest zwyczajny, smuci się i cieszy. Jest praktyczny, śmieje się i przemawia.
Pan przyszedł do Eliasza w lekkim powiewie. Nie w ogromnym wichrze, nie w trzęsieniu ziemi, nie w ogniu, ale w łagodnym i delikatnym podmuchu wiatru. W ten sam sposób Bóg niekiedy wchodzi w nasze życie. Spodziewamy się spektakularnych widowisk, a Pan przychodzi w zwyczajnych znakach naszej codzienności. W Księdze Królewskiej znajdujemy opis spotkania proroka Eliasza z Bogiem. Prorok schronił się na Górę Horeb. „Tam wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: «Co ty tu robisz, Eliaszu?». A on odpowiedział: «Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie». Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!». A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?». Eliasz zaś odpowiedział: «Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie». Wtedy Pan rzekł do niego: «Idź, wracaj twoją drogą ku pustyni Damaszku»” (1 Krl 19, 9-15). Spotkanie z Panem umocniło proroka. Doświadczenie bliskości dodało odwagi i sił, pozwalając na podjęcie zadań, które Bóg mu wyznaczył. Znamienne jest to, w jaki sposób Pan Bóg pozwolił doświadczyć Eliaszowi swojej bliskości. Autor opowiadania mówi o wichurze, trzęsieniu ziemi i ogniu, w których Eliasz spodziewał się spotkać Najwyższego. Są to „klasyczne” znaki Bożej obecności, gdyż ich gwałtowność, potęga i niszczycielska siła, której nie potrafi przeciwstawić się człowiek, budzą szacunek i przerażenie. Stanowią niejako naturalne wyobrażenie tajemnicy i potęgi Boga. W Starym Przymierzu mamy wiele opisów objawień Stwórcy, którym takie znaki towarzyszyły. Wspomnijmy tylko jeden epizod związany z Górą Horeb – nadanie Dekalogu (Pwt 4, 10-11). Kiedy Mojżesz udał się na Górę Horeb i tam przebywał, rozmawiając z Panem, obecności Boga towarzyszyły: trzęsienie ziemi, grzmoty i wichura. Izraelici bali się zbliżyć do tej góry i pełni przerażenia prosili Mojżesza, aby był pośrednikiem między nimi a Wszechmocnym (Wj 20, 18-19). Nic zatem dziwnego, że Eliasz, znając tę historię, spodziewał się spotkać Boga w wichurze i ogniu, w przerażającym trzęsieniu ziemi. Pan jednak objawił się zupełnie inaczej. Przyszedł w łagodnym, przyjemnym powiewie wiatru, w dostojnej i kojącej serce ciszy. Zmęczony ucieczką przed wrogami, udręczony odstępstwem swego narodu, przekonany o swej bezsilności Eliasz doświadczył mistycznego spotkania z Panem, który wyzwala z wszelkiego zamętu. Bóg objawił się, jak obiecał, ale inaczej, niż prorok oczekiwał. Przyszedł nie w gniewie i potędze, ale z miłosierdziem i pociechą. Stał się obecny w milczeniu i słabości, aby uczynić proroka silnym i dzielnym w głoszeniu prawdy. Dzisiaj również Bóg wchodzi w nasze życie, choć nie zawsze tak, jak się tego spodziewamy. Bywa, że oczekujemy Go w nadzwyczajnych znakach, w niecodziennych wydarzeniach i modlitwie pełnej religijnego uniesienia. On jednak przychodzi, kiedy zechce i jak zechce. Łamie stereotypy. Nie dostosowuje się do naszych wyobrażeń. Wyznaczamy Mu godziny spotkania – nie przychodzi. Nie czekamy na Niego – zjawia się i koi nasze serce słodyczą swej bliskości. Tak stało się w Betlejem, gdy narodził się Chrystus. Naród wybrany oczekiwał Mesjasza i wyobrażał sobie, jak będzie wyglądało Jego przyjście. Tymczasem dokonało się ono według zupełnie innego scenariusza. W stajni, ubóstwie, z dala od zgiełku miasteczka, pośrodku zwyczajnej nocy… Tajemnica nocy betlejemskiej i spotkanie Eliasza z Bogiem na Górze Horeb uczą, że każdy czas i okoliczności, nawet najbardziej zwyczajne, mogą być miejscem doświadczenia Bożej obecności. Pamiętajmy o tym, ceniąc sobie zwyczajne chwile modlitwy. Dlaczego prorok Eliasz spodziewał się spotkania z Bogiem w wichurze, ogniu i trzęsieniu ziemi? Czego uczy nas fakt, że Bóg przyszedł do proroka w łagodnym powiewie? Czy dostrzegam wartość zwyczajnych wydarzeń w moim życiu, pozwalając Bogu, by przez nie do mnie przemawiał? Przez kogo lub przez co współcześnie przemawia Bóg?
Jak Bóg przyszedł do mnie. Jak Bóg przyszedł do mnie. Polub Udostępnij Przetłumacz. Więcej. Zgłoś; Pobierz; Umieszczony; Portale społecznościowe
Autor Wiadomość Re: Bóg przyszedł do mnie lokis napisał(a):La vie belle. Ja widze tu pieciu autorow. Czterech wyszukuje w Google; "wzruszajace historie", jeden rozbawiłes mnie tym szczerym wyznaniem Oczywiście pozdrawiam wasz niezwykły przeuroczy team!Post Krzysia rozpatruje w kategorii adwentowej - Prostujcie drogi Panu! Czego i Wam, moim ulubieńcom życzę z głębi się So gru 13, 2014 22:10 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Czasami zastanawiałem się jaką drogą zechce mnie Pan prowadzić, cóż jeszcze planuje uczynić w moim życiu. Kim ja teraz powinienem być po nawróceniu? Niekiedy ogarniała mnie chęć bycia wielkim, może jak Mojżesz, Abraham lub Św. bo przecież Pan mnie chyba w jakimś celu chyba nie jedynym celem uratowania przed śmiercią, było poczęcie kolejnego myślałem, że niedługo zacznę uzdrawiać, może prowadzić całe narody do Chrystusa, może głosić proroctwa. Takie były moje „nie uczesane” myśli. Myśli nie konfrontowane na modlitwie z Bogiem. Jednak pewnego razu postanowiłem się zapytać Pana Jezusa– Kim chcesz abym był ?– Kim miałem, (mam) być w Twoim zamyśle (gdy mnie stwarzałeś)?Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, choć jednocześnie czekałem wystarczająco długo, aby sobie pomyśleć: -Pewnie chciałeś , abym był kimś wielkim, niesamowitym, usłyszawszy ją z niedowierzaniem prosiłem o jej powtórzenie i utwierdzenie. A brzmiała ona:-sługąTak wiec z tą chwilą, choć było to trudne, porzuciłem myśli o byciu kimś nieprzeciętnie niesamowitym w oczach „świata”. Będę lub raczej jestem czasie (dzięki łasce) ucieszyłem się z tej wiadomości i zamysłu Bożego. Być sługą Boga, to coś właśnie wielkiego (choć małego dla świata). Przecież nie raz pragnąłem, aby po przejściu na tamten świat usłyszeć (...) Dobrze sługo wierny, byłeś wierny w niewielu rzeczach .. wejdź do radości i przypomniałem sobie pewne kazanie, które traktowało o tym, że cały świat został urządzony, aby służyć. Gleba, woda służy drzewom, drzewa patką i ludziom, ptaki i zwierzęta służą jako pokarm dla ludzi, ludzie służą ( lub powinni ) sobie nawzajem i Bogu. Bóg Jezus także służy ludziom- umycie nóg apostołom, stała obecność Jezusa w kościele Mistrz zniża się, aby myć nogi człowiekowi. On Bóg przyszedł na świat, aby służyć. Postawa służby jest też pierwszym owocem działania Ducha Świętego w nas. Choć kiedyś myślałem, że najważniejsze (podczas przyjścia Duch Świętego) to uczucie miłości i opieki Boga, bezproblemowa rozkosz, lecz jeśli pójdziemy dalej, dalej pozwolimy się prowadzić Duchowi powiemy: -Mów Panie sługa Twój słucha lub za Maryją„- Oto Ja służebnica Pańska”Moi drodzy, zachęcam wiec do konfrontowania swoich myśli przed Bogiem. Gdyż sami analizując swoje myśli i pragnienia narażamy się na błądzenie w naszych rozważaniach. A mój przykład niech będzie na to _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Pt gru 19, 2014 11:32 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Pomimo "nawrócenia", bardzo ciężko było mi uwierzyć, że pod postacią Najświętszego Sakramentu jest obecny-ukryty Pan Jezus. Moją siłą, wręcz było to niemożliwe. Wiem, księża powtarzali, że Jezus Tam jest i Katechizm o tym traktuje. W kościołach wierni padają na kolana z wdzięcznością, uwielbieniem, dziękczynieniem ja, klęczę nie czując za na Najświętszy Sakrament, modląc się nie odczuwałem takiej miłości jaką okazał mi Jezus podczas swojego przyjścia (ratowania mnie).Jednocześnie wiedziałem, że Pan powiedział mi, że znajdę Go w kościele i stąd szukałem Go także w Najświętszym Sakramencie. Lecz oprócz „błogostanu” „ spoczynku w Duchu” nigdy nie miałem w kościele odczucia Jego wielkiej miłości do na Mszy o uzdrowienia i uwolnienia, podczas Adoracji, kapłan powiedział, że aby ten kto nie wierzy, że pod postacią Najświętszego Sakramentu obecny jest Pan Jezus niech się pomodli słowami – wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwu. Wypowiedziałem w myślach tę krótka podczas przechodzenia z Najświętszym Sakramentem wśród wiernych zgromadzonych w Kościele, co chwila zatrzymywał się i zbliżał się do mnie (tego niedowiarka), zastanawiałem się jak powinienem się zachować, być smutnym jak inni, czy zamyślonym, może wesołym, że Jezus jest blisko, mimo, że mało w to kapłan błogosławił mnie Najświętszym Sakramentem postanowiłem, że będę uśmiechnięty i zadowolony. Będąc na kolanach, po chwili poczułem taką samą Miłość Jezusa do mnie, jaką odczułem kiedyś podczas Jego objawienia. Ta sama bezgraniczna, bezwarunkowa Miłość. Jedyną reakcją ciała i duszy na te Miłość znowu był płacz. Przy spotkaniu tak wielkiej Miłości chyba nie można inaczej zareagować, no... może ja nie potrafię. Płacz i wdzięczność za tę Miłość, za to że Jezus jest. Po prostu inaczej nie można. I w tym samym momencie przyszło, uczucie żalu, niecierpliwości, że się nie jest jeszcze z Jezusem na zawsze w niebie... na wieczność w Tej Miłości..Wiele osób chciałoby, aby Pan Jezus przyszedł do nich "osobowo" jak to uczynił w moim wcześniej opisanym świadectwie. Lecz chce wam zaświadczyć, że Jezusa osobowego, prawdziwego, kochanego, zmartwychwstałego, żywego, spotkamy także w Najświętszym Sakramencie. Jest to ta sama, Niepojęta, Bezwarunkowa, Wszechpotężna którzy nigdy nie doświadczyli Miłości Jezusa Osobowego, nie wierzą w Jego osobową obecność w Najświętszym Sakramencie, zachęcam do stanięcia w tej prawdzie przed sobą samym i do modlitwy - wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwupo przyznaniu się do tego faktu, żadna kara mnie nie spotkała,wręcz przeciwnie....nagroda ...realne przyjście Miłości, Żywego Boga, Jezusa. Moi drodzy musimy szukać Jezusa, a na pewno Jego znajdziemy. Sam nam o tym odczucia żywego Boga, nasza wiara będzie tylko szlachetnym systemem moralno- etycznym. Systemem w którym, będzie nam trudno wytrwać, a niekiedy może stać się to odczucie osobowego Boga, pewność Wielkiej Miłości Jezusa do Ciebie, do mnie, pewność, że Jezus chce mieć nas zawsze i na zawsze blisko... nadaje sens wszystkiemu. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Pt gru 19, 2014 11:33 andej Dołączył(a): Wt sty 07, 2014 13:31Posty: 2648 Re: Bóg przyszedł do mnie Dzięki Ci KRZYFOTOFSYNU za piękne świadectwo. Widać cały czas byłeś otwarty na Boga. Życzę CI wiele szczęścia z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Opieki Boskiej w Nowym 2015 Roku. Pt gru 19, 2014 14:00 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Z okazji Świąt. Życzę wszystkim i sobie, aby Chrystus narodził się w naszych sercach. Zamieszkał i został w nich godnie nie umarł, Jezus żyje. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr gru 24, 2014 10:38 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Opowiadając swoje "rewelacje" o Bogu, czasami ludzie próbują prostować moje myślenie, że "odczucia to nie jest wiara". Myślę, że Pan pragnie, aby każdy z nas poczuł jego miłość, łaskę. Choć niektórzy mówią „Bóg to nie perfumy, aby Jego czuć”.Pewnie jestem taki „niewierny Tomasz”, choć On wcale nie był taki niewierny , bo mimo wszystko, jako pierwszy z Apostołów przyznał „Pan mój i Bóg mój”. I ta właśnie niewiara paradoksalnie przybliżyła go do "wyznania wiary ". Myślę (a raczej jestem przekonany), że Bóg chce robić w naszym życiu cuda i te małe i te większe. Chce być z nami stale, podobnie jak rodzic z małym to za ojciec, który zostawia dziecko, wyjeżdża w dalekie kraje? I mówi :-Nawet do ciebie nie zadzwonię, „prezentów” nie będę tobie przesyłać, nigdy ciebie nie przytulę i nie powiem, że ciebie kocham, ale ty masz mnie kochać, dzwonić do mnie rano i wieczorem no i obowiązkowo w niedzielę, a ja będę tylko słuchał twojego głosu w słuchawce i milczał...jak będziesz to wszytko robił... to kiedyś ho... ho... ho... za 20-30 lat będziemy razem i tobie to wynagrodzę i będzie super. -To wiesz młody, będzie tobie bardzo ciężko ale bądź dzielny,.. będzie kiedyś ekstra.. czekaj i pisz do mnie, a ode mnie na nic nie licz, niczego nie oczekuj i nie waż się o nic prosić...Z całym szacunkiem, to jest ojciec? A nasz Bóg jest przecież Najlepszym Ojcem na świecie _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Wt cze 16, 2015 8:06 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Czasami miałem wiele pytań, wątpliwości, niejasności odnośnie Osoby Boga, Jego sposobie działania w naszym życiu i życiu Nieba, Jego planach itd. Niekiedy (raczej prawie zawsze) po lekturze lub wysłuchaniu czytań z Pisma Świętego niewiele z Nich rozświetlić swój umysł (oprócz słuchania wyjaśnień księży, wykładni Pisma Świętego) odwiedzałem katolickie fora internetowe z nadzieją, że znajdę na nich wiele odpowiedzi na swoje wątpliwości. Posłucham mądrzejszych od tych forach bardzo często widoczne jest „roztrząsanie” zamiarów i planów Boga, analizowanie, a co smutne, udowadnianie racji i przekonywanie do „swoich jedynie słusznych prawd” innych dyskutantów. Pomyślałem, że przecież ja sam często też tak robię. Próbuję odgadnąć, zrozumieć plany Boga. Niekiedy przekonuje innych do swoich racji i jestem nieraz oburzony, że mój rozmówca ich nie przyjmuje i ośmiela się myśleć inaczej niż wiecie, Bóg zawsze przychodzi z pomocą. A tym razem posłużył się księdzem Pawlukiewiczem. W internecie natrafiłem na kazanie w którym ten ksiądz wypowiedział słowa, które można usłyszeć na każdej Mszy i jedzcie. Tak, na każdej Mszy Świętej Bóg nie mówi: analizujcie, próbujcie rozszyfrować, ogarniajcie rzeczywistości Boga rozumem, przekonujcie na siłę innych do swoich racji, wiele -Bierzcie i Mnie z pokorą i wiarą. Jedzcie Mnie z ufnością małego dziecka, a nie z rozumem wielkiego naukowca, teologa, Nie musicie wiele rozumieć. Byle byście z ufnością Mnie to co jest konieczne abyście wiedzieli, wam odsłonię. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Wt cze 16, 2015 8:07 Inny_punkt_widzenia Dołączył(a): N mar 25, 2007 18:09Posty: 3228 Re: Bóg przyszedł do mnie Krzysztofsyn Cytuj:Podobnie prostytutce Pan kazał nie grzeszyć. Idź i nie grzesz więcej. To nie była prośba, nauka, ale rozkaz, aby nie grzeszyła. I nie grzeszyła, bo Pan tak kazał, stało się jak Jezus powiedział. Prośmy Jezusa, aby kazał nam zawsze być przy Nim. Pogubiłeś się już trochę w tym świadectwie krzysztofiesynu , a i Izraelici nie błąkali się po pustyni 40 lat dlatego , że bali się walki , lecz dlatego , że grzeszyli . Podobnie też nie zgadzam się z tobą , by z zaufaniem do Boga skakać w przepaść , bo to wystawianie Pana Boga na próbę , szatan też nie może kusić ku dobremu , jak pisałeś , bo nie ostoi się długo jego królestwo , nie może wystąpić przeciw sobie . Być może słyszałeś kiedyś o tym w Piśmie Świętym ? Ale jeżeli , czytacie Pismo Święte na tych waszych spotkaniach ,, po łepkach , gdzie popadnie ,, to rzeczywiście , można później takie bzdury opowiadać . Do rzeczy : Nie chce mi się wierzyć w to twoje świadectwo , jak ty to nazywasz , to takie trochę naciągane , to tak jakbym słuchał jakiegoś młodego , ambitnego , pełnego energii , i werwy do życia księdza . Wydaje mi się , że na spotkaniach rekolekcyjnych , czy charyzmatycznych można posłuchać znacznie piękniejszych kazań i świadectw . Ale jedno jest ciekawe z tego co opowiadasz , to uczucie gorąca i ta rozmowa z Bogiem , która cię zmieniła , myślę , że temu należało by się bliżej przyjrzeć , czy mógłbyś mi to opisać bardziej szczegółowo , pisałeś , że byłeś wtedy piany , pamiętasz ? Przypomnij to sobie jeszcze raz , opisz mi to . I nie miej do mnie urazy , że ci nie wierzę . Pt cze 19, 2015 12:22 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie krzysztofsyn napisał(a):Teraz, mój bracie/siostro na najbliższej Mszy, nie denerwuj się, że jakaś Pani w kościele śpiewając fałszuje, dziękuj Bogu, że masz dobry słuch i słyszysz ten fałszywy ton. Nie narzekaj, że masz tyle pracy w domu, tyle do zmywania naczyń, tylko dziękuj Bogu, to znaczy, że Twoi bliscy są niedaleko. Nie narzekaj, że masz dużo do prasowania, tylko dziękuj, to znaczy, że masz dla kogo prasować. Nie narzekaj za rachunek za czynsz, tylko dziękuj, znaczy że masz gdzie mieszkać. Nie narzekaj że jesteś bezrobotny, dziękuj Bogu że nie musisz napisał(a):Kolejna łaska – to brak lęku przed śmiercią. Ja też nie boje sie śmierci, no i co z tego?krzysztofsyn napisał(a):Będąc w wieku około 5 lat, przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia: ojciec jak pił, tak pije, bieda – jak była, tak i jest itd. Moja ciotka modliła sie, żeby jej mąż przestał pić, no i przestał, dostał wylewu i nie napisał(a):Jedzcie Mnie z pokorą i wiarą. Jedzcie Mnie z ufnością małego dziecka, a nie z rozumem wielkiego naukowca, teologa, Nie musicie wiele rozumieć. Byle byście z ufnością Mnie to co jest konieczne abyście wiedzieli, wam odsłonię. Wiara jest przyjacielem, rozum jest wrogiem. _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Pn cze 22, 2015 14:36 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1813 Re: Bóg przyszedł do mnie Robek napisał(a):krzysztofsyn napisał(a): Kolejna łaska – to brak lęku przed też nie boje sie śmierci, no i co z tego?Łatwo składać takie odważne deklaracje, gdy nie stoi się na skraju życia i śmierci. Bezpośrednie zetknięcie się ze śmiercią drugiego człowieka, czy nawet kogoś bliskiego zmienia perspektywę. Jest to jedno z najtrudniejszych doświadczeń człowieka, które destrukcyjnie wpływa na jego psychikę. Nieważne jakie jest jego przekonanie na temat życia pośmiertnego, śmierć budzi grozę. Strach przed śmiercią powoduje, że człowiek dba o swoje bezpieczeństwo i w sytuacji zagrożenia szuka wyjścia z opresji. To instynkt samozachowawczy. Każdy boi się śmierci. Umieranie nie jest przyjemne. Jednym z jego symptomów jest właśnie poczucie niepokoju, rozmowy o sprawach ostatecznych. Druga osoba to czuje, nawet jeśli chory nie chce się do tego przyznać. Zdradza go mowa ciała. Robek napisał(a):Moja ciotka modliła sie, żeby jej mąż przestał pić, no i przestał, dostał wylewu i nie modlitwie Ojcze Nasz są słowa "...bądź Wola Twoja...". Nasz pragnienia nieraz są inne niż Wola Boża. Często chcemy układać świat po swojemu, według naszych pragnień, zapominając lub marginalizując Plan Boży. To błąd wielu osób, które widzą tylko jedno właściwe rozwiązanie, a później doznają rozczarowania i są złe, że Bóg miał inny Plan. Robek napisał(a):Wiara jest przyjacielem, rozum jest i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie Wiara bez rozumu prowadzi go do zguby. Jeżeli rozum jest wrogiem wiary, znaczy to tyle, że wiara jest słaba, krucha i chwiejna, budowana na samooszukiwaniu się. Człowiek zamiast szukać nieustannie Prawdy, podążając szlakami wytyczonymi przez Jezusa, zatrzymuje się sądząc, że nie musi już się rozwijać, bo poznał siebie, jest w posiadaniu Prawdy. Owa prawda to tak naprawdę Całun Śmierci. Póki tego nie pojmie, a nie pojmie tego dopóty rozum nie stanie się jego przyjacielem, będzie błądził. Straci kontakt z rzeczywistością, a skutki będą niezwykle bolesne, nie będzie rozumiał, dlaczego inni się od niego odsuwają. Odczyta to tak, aby pasowało do jego wizji Prawdy, a tych, którzy się z nim nie zgodzą, potraktuje jak wrogów. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Pn cze 22, 2015 21:05 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie Mrs_Hadley napisał(a):Łatwo składać takie odważne deklaracje, gdy nie stoi się na skraju życia i śmierci. Bezpośrednie zetknięcie się ze śmiercią drugiego człowieka, czy nawet kogoś bliskiego zmienia perspektywę. Jest to jedno z najtrudniejszych doświadczeń człowieka, które destrukcyjnie wpływa na jego psychikę. Nieważne jakie jest jego przekonanie na temat życia pośmiertnego, śmierć budzi grozę. Strach przed śmiercią powoduje, że człowiek dba o swoje bezpieczeństwo i w sytuacji zagrożenia szuka wyjścia z opresji. To instynkt samozachowawczy. Każdy boi się śmierci. Umieranie nie jest przyjemne. Jednym z jego symptomów jest właśnie poczucie niepokoju, rozmowy o sprawach ostatecznych. Druga osoba to czuje, nawet jeśli chory nie chce się do tego przyznać. Zdradza go mowa ciała. Masz tu troche racji, takie nastawienie do życia jakie ja mam, nie wyszło mi zbytnio na zdrowie, już dwa razy byłem na krawędzi jazda rowerem w nocy bez żadnych świateł i odblasków nie jest najlepszym pomysłem, w szpitalu byłem podobno częściowo przytomny, jakieś drgawki miałem dobrze że lekarz zauważył że moge mieć krwiaka w głowie i mnie zawieźli na prześwietlenie i operacje, inaczej już by był koniec! też ostatnio w celu konserwacji, malowałem beczke od środka, przy takiej robocie to jeden maluje a drugi musi go pilnować, w końcu tymi oparami farby można sie zatruń na śmierć, zemdlałem w tej beczce, leżałem tam przez pół godziny, może nawet godzine, miałem w trakcie tego halucynacje, to było dużo lepsze od alkoholu czy tam czegokolwiek innego Życie to przekleństwo, od samego początku mi sie tu nie podobało, uwolnienie sie od tego wszystkiego mogło by być czymś bardzo ciekawym. _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Pn cze 22, 2015 22:17 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1813 Re: Bóg przyszedł do mnie Robek napisał(a):Życie to przekleństwo, od samego początku mi sie tu nie podobało, uwolnienie sie od tego wszystkiego mogło by być czymś bardzo warto udać się po profesjonalną pomoc?Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, one po prostu mają miejsce w naszym życiu i musimy się z nimi zmierzyć. Pragnienie śmierci jest ucieczką od problemów, ucieczką od myślenia jak rozwiązać problem, czasem również ucieczką od rozwiązań, które są dla nas trudne i nie chcemy z różnych względów ich wdrażać. Zmiany bowiem zawsze są trudne. Jesteśmy przyzwyczajeni do status quo. Jaki jest sens w uciekaniu od problemów? Trud, znój, pot, cierpienie, krew i łzy to coś co jest powszechne, dotyka każdego człowieka. To nieodłączny element człowieczeństwa. Jaki w tym sens? Wierzący pielgrzymuje po świecie zmierzając w jednym kierunku. Nie wszystko rozumie, nieraz gniewa się na Boga, że jego droga pełna jest cierni, ma chwile zwątpienia. Jednak idzie przed siebie, krocząc Bożymi drogami, ufając że Bóg w jego ziemskiej wędrówce zapewni mu to, czego potrzebuje. A dokąd Ty zmierzasz? _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Wt cze 23, 2015 15:10 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Inny_punkt_widzenia. Nie mam urazy, że mi nie wierzysz. Jedni wierzą, drudzy nie i tylko Pan wie dlaczego (ja nie wierzyłem kilkadziesiąt lat) Choć smutek nieraz przychodzi, że ludzie nie wierzą, że Jezus jest, jest cały czas obecny, żyje i nas kocha. Skoro mi nie wierzysz (dzięki za szczerość), odbieram to tak, albo uznajesz mnie za „pomylonego” albo za kłamcę (który chciał zaistnieć w internecie publikując „świadectwo”). Jeśli za umysłowo chorego, a jesteś człowiekiem wierzącym, oczekiwałbym modlitwy za mnie o wytrwałość, siłę, łaskę.. Natomiast jeśli za kłamcę ..no z takim to się w ogóle nie dyskutuje (i dopytuje o szczegóły), chyba że tylko po to, aby udowodnić i wykazać przed innymi czytającymi, jego nikczemne kłamstwo i ewentualnie ostrzec kolejnych nie sądzisz, że pisząc moje wymyślone świadectwo, mając chęć aby inni mi uwierzyli, ale wspominając w nim, że byłem pijany, to strzał w moją stopę, gol do własnej bramki, coś co może zdyskwalifikować „na starcie”. Lecz zauważ, mimo to, mając tego świadomość, nie pominąłem tego faktu, tylko ze względu na to, aby ono było prawdzie przedstawione, było dokumentem, a nie miłą i ciekawą historią /bez „słabych” punktów/ . Zastanów że opowiadam bzdury..że co wy tam czytacie po łebkach. Szybki jesteś w osądzaniu. Ja czasem też, ale walczę z tym. Tak, uważam że Jezu Ufam Tobie, właśnie to znaczy. Ufam Tobie, nie sobie. Twój plan na moje życie jest ważniejszy niż mój i świadomie godzę się go wypełnić, jaki by nie był. Tak, to szaleństwo (dla świata) uwierzyć w Boży plan, a nie swój. Uwierzyć Bogu, nie sobie. Piszesz, że całkowite zaufanie Bogu to wystawianie Jego na próbę. No cóż. Nie zgodzę się z tym. Z całego serca zaufaj Bogu nie polegaj na swoim rozsądku... (Kp Wierzyc, to znaczy zawierzyć, służyć. A nie tylko wierzyć czyli uznać za prawdę, że taki byt jak Bóg istnieje (bo tak to i szatan wierzy, a nawet wie).Tak, masz rację można posłuchać znacznie piękniejszych kazań i świadectw. Chwała o szczegóły. Nigdzie nie pisałem, że było mi gorąco, co najwyżej dziwiłem się że powinno mi być, a nie jest. Z chęcią Tobie napiszę szczegóły (jak będę potrafił), ale o co konkretnie chcesz wiedzieć ? _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr cze 24, 2015 11:17 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Pisząc, że zły kusi do dobrego miałem na myśli, że pokusy (zło) przedstawia jako dobro. I tym często nas może zwieść. Aby się przed tym uchronić, przed przystąpieniem do jakichkolwiek działań powinniśmy pytać się Ducha Świętego, czy to co zamierzamy zrobić jest dobre i oczekiwane przez Niego. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr cze 24, 2015 11:33 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie Mrs_Hadley napisał(a):Może warto udać się po profesjonalną pomoc? Mam iść do psychologa który wmówi mi że życie jest wspaniałe? Mrs_Hadley napisał(a):A dokąd Ty zmierzasz?Do śmierci. krzysztofsyn napisał(a):Inny_punkt_widzenia. Nie mam urazy, że mi nie wierzysz. Jedni wierzą, drudzy nie i tylko Pan wie dlaczego (ja nie wierzyłem kilkadziesiąt lat) Choć smutek nieraz przychodzi, że ludzie nie wierzą, że Jezus jest, jest cały czas obecny, żyje i nas kocha. Ja ci wieże, serio Jak byś kiedy rozmawiał z Bogiem, to spytaj sie, jakie ja mam perspektywy, chodzi mi o życie rodzinne i zawodowe, jak wygląda u mnie kwestia zbawienia, czy też potępienia? _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Śr cze 24, 2015 15:17 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników

Ponadto Jezus przyszedł po to by też dawać, by dzielić się miłością Ojca, nauczać o Nim. Pragnął od gospodarzy, po prostu wewnętrznej dyspozycji, otwartości i słuchania, by mógł podarować im to z czym do nich przyszedł. Sam Bóg przychodzi do człowieka, do Ciebie, nie po to by brać, ale by obdarowywać, a nawet podarować

Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz, wiedziałem, że nie chcę żyć. Było około godz. 23. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle… W drodze powrotnej tak uczyniłem, wrzuciłem do auta, choć chęci udawania się na rekolekcje wtedy nie posiadałem. Po kilku dniach Pan kazał zapisać się na rekolekcje. Zapisałem się, bo już wiedziałem, że i tak nie da mi spokoju (za co dziś dziękuję Bogu). Było cudownie. Adoracja, Eucharystia, spoczynek w Duchu Świętym, oczyszczający śmiech, dar języków, dziękczynienie. Kościół katolicki stał się dla mnie żywym kościołem, w którym zawsze obecny jest Bóg z Jego darami. Jeśli myślicie, że przez moje doświadczenia Boga przestałem grzeszyć, to się mylicie. Może grzechów jest trochę mniej, ale jak się trafią, nie czekam ze spowiedzią, nie staram się na nie patrzeć i rozpamiętywać, pewnie będę grzeszył do końca życia. Teraz, jak mam zgrzeszyć, widzę Jego ogromną miłość do mnie i właśnie dlatego, że mnie tak kocha, to ja nie chcę grzeszyć. Mam dla kogo nie grzeszyć. Ważne jest dla mnie teraz to, że kocham Jezusa. Jestem grzesznikiem, ale dla Jezusa chcę zrobić wszystko, chcę być z Nim na wieki w niebie, On tak nas kocha. Jeśli upadnę, prędko pójdę do konfesjonału z prośbą: Ojcze przepraszam, chcę wrócić, wybacz, chce się poprawić. Wiem, że jest to dopiero początek drogi. Ale drogi najpiękniejszej na świecie, bo wiem - gdziekolwiek bym nie poszedł, cokolwiek bym nie zrobił, JEZUS zawsze będzie mnie kochał miłością bezgraniczną. Jezus daje też czasem poczuć mi, że jest ze mną, są to chwile szczególnie radosne. Ostatnio wieczorem słuchałem kazań (aplikacja w telefonie). Rano alarm ustawiony w komórce budzi mnie do pracy. Budzę się rano, zaspany, a tu zaskoczenie, gdy przy wyłączaniu alarmu w telefonie włączyło się kazanie i padły tylko te słowa: - Ty jesteś mój syn umiłowany. Szczęście wlało się do mojego serca i uśmiech zagościł na mojej twarzy na kolejne dni. Teraz te słowa są ze mną na co dzień (nawet jak robię sobie śniadanie, to mówię: Dzięki Ci, Panie, teraz Twój syn umiłowany będzie jadł kanapkę). Pozwolę sobie na parę rad dla was, kochani. Nie piszę ich dlatego, że jestem mądrzejszy od was, ale po prostu dlatego, że jeśli bym te rady wcześniej usłyszał, na pewno moja droga do Boga byłaby krótsza. Wiem, że do każdej osoby tak Jezus mówi: „Ty jesteś mój syn (córka) umiłowany”. Aby to usłyszeć, trzeba tylko - i aż - oddać swoje życie Jezusowi. Jeśli nie słyszysz Jezusa, Jego głosu, zachęcam, pomódl się krótko: „Panie chcę słyszeć Twój głos”. Jeśli nie czujesz Jego miłości, wydaje Ci się, że Go nie ma, pomódl się krótko: „Panie daj mi poczuć, jak mnie kochasz. Pokaż mi proszę”. Jezus tylko na to czeka, choć na jedną, szczerą, krótką modlitwę. Oczywiście jeśli modlitwa nie zadziała, to kolejny i kolejny dzień módl się tak samo. Pan Jezus nieraz chce sprawdzić, „jak bardzo chcesz”. Jeśli chodzisz do kościoła, bądź w nim naprawdę myślami i duszą, a nie tylko ciałem. Myśl tam tylko o Bogu, nie o sobie (ja też myślałem kiedyś o sobie, co potrzebuję, co mi Bóg mógłby dać, jeśli nie dał, ponawiałem modlitwy na następnej Mszy. Ja byłem najważniejszy nie Bóg). Nieraz kościół jest pełen ludzi, a dla Boga (ze słowami w sercu „bądź wola Twoja”) przyszło może tak naprawdę 5 - 6 osób. Komunia daje życie wieczne w niebie, wszyscy to wiemy. Dlaczego nie chodzisz co niedziela do Komunii? Hmm… Nie traktujmy Boga w naszych modlitwach jak supermarketu, darmowego sklepu, daj mi to, daj mi tamto, nie przekonujmy Boga, że opłaca Mu się coś nam dać. Nie traktujmy Boga jako kogoś trochę mądrzejszego od nas, kogoś, komu trzeba „wyklarować” nasze prośby. Ref. Jak wielki jest Bóg wysławiaj Go, e7. jak wielki jest Bóg świat ujrzy to, C D G. jak wielki jest nasz Bóg, 2. On czas w swej dłoni ma, od wieków na wieki trwa, początkiem końcem On /2x. Jedyny w Trójcy Bog, Ojciec, Syn i Duch. 1 2018-04-24 08:35:31 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Temat: czy przyszedl do mnie Bog?witam. w wielkim co sie stalo i jak to zinterpretowac... otoz ostatnimi czasy czulam wielka ouste w srodku, brak sensu i taki wewnetrzny strach i niepokoj... trwalo to dlugo raz sie nasilalo a raz nie... od okolo soboty zaczelam czytac w internecie o Bogu, zyciu po smierci itp... poprostu szukalam sensu. wczoraj w poludnie chce nawrocic sie do Boga ze on musi istniec... duzo czytalam w internecie i z Janem Pawlem 2 i papiezem Franciszkiem przed snem... filmiki z papiezami to nagle poczulam spokoj. jakby opuscil mnoe ten lek ktory mi towaezyszyl przez tak dlugi czas... powiedzialam wtedy 'Boze ufam tobie, przyjdz do mnie'. potem przed zasnieciem zmowilam Ojcze Nasz i zasnelam. w nocy snilo mi sie chlopak zabral mnie do hiszpani. szlismy plaza i byla to najpieknoejsza plaza jaka w zyciu widzialam.... bylo na niej malo ludzi i bardzo dziwilo mnie to i mojego chlopaka ze zazwyczaj takie piekne plaze sa tak zaludnione wszedzie opalaja sie ludzie ze nogi postawic... po spacerze na plazy pojechalismy do motelu w ktorym mielismy spac i jak wyszlismy z samochodu to stal ksiadz i przywitalismy nim i dal mi taka czapke dalam mu buziaki 3 i poszlam do motelu. w motelu ludzie mowili ze powinnam dac mu jakis pieniazek za czapke wiec znalazlam euro w portfely i poszlam mu dac ale juz go nie znalazlam... sen sie tez skonczyl... jak to interpretowac.. czy przyszedl do nnie Bog ? czy poprostu za duzo tego dnia czytalam? tak plaza w kazdym razie bylam niesamowita ... 2 Odpowiedź przez Medulla 2018-04-24 08:40:10 Medulla Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-04-22 Posty: 89 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Tak, przyszedł do Ciebie Bóg. Zostałaś świętą. Możesz się cieszyć. "Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła." Carl Gustav Jung 3 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 08:41:03 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Medulla napisał/a:Tak, przyszedł do Ciebie Bóg. Zostałaś świętą. Możesz się to zart? 4 Odpowiedź przez balin 2018-04-24 09:08:30 balin Ban na dubel konta Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-05-11 Posty: 4,041 Odp: czy przyszedl do mnie Bog?A gdzie Bóg? 5 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 09:32:19 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? balin napisał/a:A gdzie Bóg?pod postacia ksiedza? 6 Odpowiedź przez Summerka 2018-04-24 09:33:20 Ostatnio edytowany przez Summerka (2018-04-24 09:45:28) Summerka Gość Netkobiet Odp: czy przyszedl do mnie Bog? magdalenamagdalena napisał/a:witam. w wielkim co sie stalo i jak to zinterpretowac... otoz ostatnimi czasy czulam wielka ouste w srodku, brak sensu i taki wewnetrzny strach i niepokoj... trwalo to dlugo raz sie nasilalo a raz nie... od okolo soboty zaczelam czytac w internecie o Bogu, zyciu po smierci itp... poprostu szukalam sensu. wczoraj w poludnie chce nawrocic sie do Boga ze on musi istniec... duzo czytalam w internecie i z Janem Pawlem 2 i papiezem Franciszkiem przed snem... filmiki z papiezami to nagle poczulam spokoj. jakby opuscil mnoe ten lek ktory mi towaezyszyl przez tak dlugi czas... powiedzialam wtedy 'Boze ufam tobie, przyjdz do mnie'. potem przed zasnieciem zmowilam Ojcze Nasz i zasnelam. w nocy snilo mi sie chlopak zabral mnie do hiszpani. szlismy plaza i byla to najpieknoejsza plaza jaka w zyciu widzialam.... bylo na niej malo ludzi i bardzo dziwilo mnie to i mojego chlopaka ze zazwyczaj takie piekne plaze sa tak zaludnione wszedzie opalaja sie ludzie ze nogi postawic... po spacerze na plazy pojechalismy do motelu w ktorym mielismy spac i jak wyszlismy z samochodu to stal ksiadz i przywitalismy nim i dal mi taka czapke dalam mu buziaki 3 i poszlam do motelu. w motelu ludzie mowili ze powinnam dac mu jakis pieniazek za czapke wiec znalazlam euro w portfely i poszlam mu dac ale juz go nie znalazlam... sen sie tez skonczyl... jak to interpretowac.. czy przyszedl do nnie Bog ? czy poprostu za duzo tego dnia czytalam? tak plaza w kazdym razie bylam niesamowita ...Modlitwa poparta głęboka wiarą przynosi odczuwałaś przez dłuższy czas wewnętrzny niepokój a modlitwa ci pomogła, to się módl. Z czego ten niepokój wynika? Może nad tym się skup?Wołasz Boga; on często schodzi po kryjomuI puka do drzwi twoich, aleś rzadko w MickiewiczPS Jeśli miałabym interpretować twój sen, to świadczy o tym, że się pogubiłaś. Niby odczuwasz szczęście a masz przeczucie jakbyś musiała za nie zapłacić, a tego nie zrobiłaś we właściwy sposób. 7 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 09:42:41 Ostatnio edytowany przez magdalenamagdalena (2018-04-24 09:47:42) magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Summerka napisał/a:magdalenamagdalena napisał/a:witam. w wielkim co sie stalo i jak to zinterpretowac... otoz ostatnimi czasy czulam wielka ouste w srodku, brak sensu i taki wewnetrzny strach i niepokoj... trwalo to dlugo raz sie nasilalo a raz nie... od okolo soboty zaczelam czytac w internecie o Bogu, zyciu po smierci itp... poprostu szukalam sensu. wczoraj w poludnie chce nawrocic sie do Boga ze on musi istniec... duzo czytalam w internecie i z Janem Pawlem 2 i papiezem Franciszkiem przed snem... filmiki z papiezami to nagle poczulam spokoj. jakby opuscil mnoe ten lek ktory mi towaezyszyl przez tak dlugi czas... powiedzialam wtedy 'Boze ufam tobie, przyjdz do mnie'. potem przed zasnieciem zmowilam Ojcze Nasz i zasnelam. w nocy snilo mi sie chlopak zabral mnie do hiszpani. szlismy plaza i byla to najpieknoejsza plaza jaka w zyciu widzialam.... bylo na niej malo ludzi i bardzo dziwilo mnie to i mojego chlopaka ze zazwyczaj takie piekne plaze sa tak zaludnione wszedzie opalaja sie ludzie ze nogi postawic... po spacerze na plazy pojechalismy do motelu w ktorym mielismy spac i jak wyszlismy z samochodu to stal ksiadz i przywitalismy nim i dal mi taka czapke dalam mu buziaki 3 i poszlam do motelu. w motelu ludzie mowili ze powinnam dac mu jakis pieniazek za czapke wiec znalazlam euro w portfely i poszlam mu dac ale juz go nie znalazlam... sen sie tez skonczyl... jak to interpretowac.. czy przyszedl do nnie Bog ? czy poprostu za duzo tego dnia czytalam? tak plaza w kazdym razie bylam niesamowita ...Modlitwa poparta głęboka wiarą przynosi odczuwałaś przez dłuższy czas wewnętrzny niepokój a modlitwa ci pomogła, to się módl. Z czego ten niepokój wynika? Może nad tym się skup?Wołasz Boga; on często schodzi po kryjomuPS Jeśli miałabym interpretować twój sen, to świadczy o tym, że się pogubiłaś. Niby odczuwasz szczęście a masz przeczucie jakbyś musiała za nie zapłacić, a tego nie zrobiłaś we właściwy sposób. I puka do drzwi twoich, aleś rzadko w MickiewiczJestem chipochondryczka... wiecznie zadreczam sie o swoje zdrowie i ile pozyje jeszcze. codziennie mysle o smierci swojej bliskich zalobach i nicosci po smierci... wczorajsza modlitwa pomogla... potem mialam ten sen wstalam rano spokojniejszaEdit: Summerka a czy sama wierzysz w Boga?Czy wierzysz, ze ten znak to byl od niego znak? 8 Odpowiedź przez Summerka 2018-04-24 09:49:18 Summerka Gość Netkobiet Odp: czy przyszedl do mnie Bog? magdalenamagdalena napisał/a:Jestem chipochondryczka... wiecznie zadreczam sie o swoje zdrowie i ile pozyje jeszcze. codziennie mysle o smierci swojej bliskich zalobach i nicosci po smierci... wczorajsza modlitwa pomogla... potem mialam ten sen wstalam rano spokojniejszaSama widzisz, odpowiedź jest w tobie samej. Nie szkoda czasu na zadręczanie się takimi myślami? Może lepiej zająć się realnym życiem? ( A i tak uważam, ze to nie jest właściwa przyczyna, może spotkało cię jakieś wydarzenie, które wycisnęło piętno i nie umiesz sobie dać z nim rady) 9 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 09:56:43 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Summerka napisał/a:magdalenamagdalena napisał/a:Jestem chipochondryczka... wiecznie zadreczam sie o swoje zdrowie i ile pozyje jeszcze. codziennie mysle o smierci swojej bliskich zalobach i nicosci po smierci... wczorajsza modlitwa pomogla... potem mialam ten sen wstalam rano spokojniejszaSama widzisz, odpowiedź jest w tobie samej. Nie szkoda czasu na zadręczanie się takimi myślami? Może lepiej zająć się realnym życiem? ( A i tak uważam, ze to nie jest właściwa przyczyna, może spotkało cię jakieś wydarzenie, które wycisnęło piętno i nie umiesz sobie dać z nim rady)zaczelo sie kiedy moj tata zachorowal i nie wiedzieli co mu jest okazalo sie ze cukrzyca.. ma powiklania pocukrzycowe nie czuje koniuszkow palcow u rak i stop. musze z nim chodzic po lekarzach bo mieszkamy za gramica po angielsku a mama tylko troche... moje siostry nie nim za bardzo chodzic i mi pomagac bo ojciec cale zycie pil i nam dokuczal ... 10 Odpowiedź przez Summerka 2018-04-24 10:00:42 Ostatnio edytowany przez Summerka (2018-04-24 10:06:20) Summerka Gość Netkobiet Odp: czy przyszedl do mnie Bog? napisał/a:Summerka a czy sama wierzysz w Boga?Czy wierzysz, ze ten znak to byl od niego znak?Rozpoczęłaś poszukiwania i znalazłaś je w modlitwie. Sen jest tylko odbiciem stanu umysłu, nie szukaj w nim sensu. Jako osoba wierząca nie przypisuję specjalnych wartości snom. Realne życie jest dużo ważniejsze, choć nie ukrywam, że lubię sny interpretować:)Jeśli szukasz znaków, to ich nie znajdziesz albo inaczej będziesz myślała, że to są jakieś znaki. Poczytaj ci są do czegoś potrzebne, do czego?Edit: rozumiem trochę twoje przeżycia, sama rok temu opiekowałam się taką osobą, nie tak bliską jak ojciec, ale też długo nie mogłam dojść do siebie. 11 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 10:04:39 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Summerka napisał/a: napisał/a:Summerka a czy sama wierzysz w Boga?Czy wierzysz, ze ten znak to byl od niego znak?Rozpoczęłaś poszukiwania i znalazłaś je w modlitwie. Sen jest tylko odbiciem stanu umysłu, nie szukaj w nim sensu. Jako osoba wierząca nie przypisuję specjalnych wartości snom. Realne życie jest dużo ważniejsze, choć nie ukrywam, że lubię sny interpretować:)Jeśli szukasz znaków, to ich nie znajdziesz albo inaczej będziesz myślała, że to są jakieś znaki. Poczytaj ci są do czegoś potrzebne, do czego?zeby tak w 100% ueierzyc w Boga... czuje sie taka pusta duchowo... nie ciesza mnie juz nowe buty spodnie czy nowy samochod chce innych wartosci... chcialabym duchowo sie jakos rozwinac 12 Odpowiedź przez Summerka 2018-04-24 10:08:10 Ostatnio edytowany przez Summerka (2018-04-24 10:10:02) Summerka Gość Netkobiet Odp: czy przyszedl do mnie Bog? magdalenamagdalena napisał/a:zeby tak w 100% ueierzyc w Boga... czuje sie taka pusta duchowo... nie ciesza mnie juz nowe buty spodnie czy nowy samochod chce innych wartosci... chcialabym duchowo sie jakos rozwinacTo normalne, że teraz cię nic nie cieszy. Potrzeba czasu na zregenerowanie sił. 13 Odpowiedź przez magdalenamagdalena 2018-04-24 10:31:07 magdalenamagdalena O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-01-22 Posty: 66 Odp: czy przyszedl do mnie Bog?Wiem, ale zal mi czesto ojca widze jak sie meczy z ta choroba... szkoda mi tez ze moje siostry nie pomagaly mi za bardzo jak je prosilam i mowily ze mama powinna sie nic opiekowac i z nim po lekarzach chodzic bo jak cale zycie pil i nam dokuczal to mama od niego nie odeszla i to bym jej wybor i teraz ona powinna sie z nim meczyc... do tego doszly moje przemyslenia na temat zycia ze co za sens jak potem wszystko sie konczy... potem zaczelam sie bac smierci przerazala mnie tak jak wczoraj sie pomodlilam to bylo mi lepiej. Dzisiaj pojde do kosciola sie pomodlic... Dzieki summerka. Lubie te forum... podziwiac czasami jakie madre osoby tu sa... takie madre zyciowo... sama tez chcialabym taka byc. 14 Odpowiedź przez gojka102 2018-04-24 11:23:55 gojka102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 8,605 Wiek: 30+(dokładnie nie pamiętam:)) Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Jesli wierzysz w boga to tak możesz ten sen tłumaczyć. Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptakLecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam 15 Odpowiedź przez poziomy 2018-04-25 21:13:22 poziomy Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-10-31 Posty: 57 Odp: czy przyszedl do mnie Bog? wiele rodzajów wrażliwości w człowieku. jeden z nich domagał się załagodzenia. to chyba często spotykane uczucia, pustka, przygnębienie i brak sensu. moim zdaniem szkodliwym długofalowym działaniom trzeba przeciwstawiać inne pozytywne równoważące długofalowe działania. mam tu na myśli to, że dobrze by było dla Ciebie by świat, który do tej pory nie przynosił Ci głębokiego poczucia sensu zastąpić światem w którym ten sens istnieje. potrzeba wiary w Boga to już bardzo dużo, w zasadzie nie trzeba więcej na początek by wybudować na tym w pełni szczęśliwe mądre życie. co myślisz o tym magdalenamagdalena by poszukać jakiejś społeczności religijnej, która podtrzyma Twój płomyk ? może rozmowa z kimś wierzącym ? inną rzeczą na którą chciałbym zwrócić Twoją uwagę jest to byś nie oczekiwała specjalnych znaków dla siebie byś mogła uwierzyć w 100 %. to jest bardzo nie bezpieczne bo co wtedy gdy tych znaków nie będzie ? buduj swoją wiarę tak byś nie potrzebowała niczego więcej niż to co zostało dane nam wszystkim. jeżeli tak łagodząco podziałał na Ciebie przykład papieży jak cudownie będzie musiał zadziałać przykład kogoś znacznie większego. zachęcam Cię podobnie jak Summerka do czytania Pisma Świętego a zwłaszcza analizowania nauk Chrystusa. 16 Odpowiedź przez I_see_beyond 7176 2018-04-26 02:21:02 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2018-04-26 02:28:36) I_see_beyond 7176 Gość Netkobiet Odp: czy przyszedl do mnie Bog? Mam dylemat, co powiedzieć, kiedy słyszę takie historie (trochę trollowy wątek, ale może się mylę ). Jeśli jest się człowiekiem wierzącym, to oczywiście można takie doświadczenia interpretować jako kontakt duchowy. Może niektórzy doznają takich objawień, tego absolutnie nie wyśmiewam czy kwestionuję, ale miewam wątpliwości, czy tak się rzeczywiście dzieje (jak widać sama człowiekiem głębokiej wiary nie jestem, ale nie odrzucam istnienia świata duchowego). Myślę, że kiedy człowiek bardzo cierpi (mam na myśli szczególnie wewnętrzne cierpienie), to wtedy jego mózg tak działa, że widzi i słyszy różne rzeczy, doszukuje się ukrytego znaczenia w przypadkowych zdarzeniach, snach, itd.. To może być stres wynikający z traumatycznych doświadczeń (tak jak u autorki). Osobną kwestią są oczywiście choroby Jeśli ty, autorko, trollem jednak nie jesteś, a znajdujesz ukojenie w modlitwie i religii, to idź tą drogą.
Spotkał mnie dziś Pan /D G D. i radość ogromną w sercu mam /G D A D. Z tej radości chcę śpiewać i klaskać w dłonie swe /G D G D A D. Więc wszyscy razem chwalmy Go /G D G D. Za to że trzyma nas ręką Swą / 2x /G D A G.
FAQ • Regulamin • Szukaj • Zaloguj Zarejestruj Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Cz lip 28, 2022 3:15 pm Strona główna forum » Dyskusje międzychrześcijańskie (tylko dla chrześcijan) » Świadectwa Strefa czasowa: UTC + 2 Bóg przyszedł do mnie Moderatorzy: PeterW, Jockey Strona 1 z 12 [ Posty: 173 ] Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 12 Następna strona Poprzedni | Następny Bóg przyszedł do mnie Autor Wiadomość Zagadywacz Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pmPosty: 124 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Bóg przyszedł do mnie Syn umiłowanyChciałbym podzielić się z wami moim świadectwem. Jak to Bóg przyszedł do mnie. Urodziłem się w rodzinie uważanej za katolicką. Otrzymałem wszystkie sakramenty. Od dzieciństwa Bóg był mi przedstawiany jako sędzia, który karze za nasze złe uczynki, a za dobre wynagradza. Budził we mnie bardziej lęk, aniżeli miłość, bo nigdy od Niego nic dobrego nie dostałem (tak mi się wtenczas wydawało), a życie moje nie było zbyt szczęśliwe. Raczej zawsze próbowałem się przed Nim chować, a nie szukać Go. Często bałem się Boga spotkać, aby przypadkiem czegoś mi nie kazał albo czegoś nie zabronił. Bo wiadomo, jak mi coś będzie kazał zrobić, to będzie się to wiązało z jakimś wyrzeczeniem, dyskomfortem, a wtedy raczej pogorszy mi się w życiu, a nie polepszy. Odkąd pamiętam, mój ojciec nadużywał alkoholu. Często z tego powodu wybuchały w domu kłótnie, awantury. Będąc w wieku około 5 lat, przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia: ojciec jak pił, tak pije, bieda – jak była, tak i jest itd. Wniosek przyszedł szybko: Bóg mnie nie słucha. Bóg nie spełnia próśb, Bóg się mną nie interesuje, Bogu też na mnie nie zależy. Bóg jeśli jest, to mało go obchodzę. Muszę sobie radzić w życiu sam i nikogo nie potrzebuję. Komunię Świętą i sakrament bierzmowania przyjąłem bez wiary, bez wewnętrznej potrzeby oraz wiedzy, o co tak naprawdę chodzi w przyjmowaniu sakramentów. Inni je przyjmowali, to ja też, właśnie żeby nie być innym. Lecz moje serce wcale do Boga się nie zbliżyło, a przynajmniej tego nie odczułem, i zdanie o Nim pozostało podobne jak w dzieciństwie. Jeśli chodziłem do kościoła, to pod przymusem katechety, mamy, nakazu, bojaźni przed karą Bożą, a nie z własnego wyboru. W kościele czasem byłem (dla tradycji), ale na Mszy Świętej raczej myślami, duchowo nieobecny. Sąsiedzi uważali nas za katolicką rodzinę. Tak mijały lata bez Boga, bez spowiedzi. Ożeniłem się, mamy dwójkę dzieci. Pracując zawodowo, układało się nam wspaniale, ale do czasu. Spotkałem kiedyś człowieka z innej kultury, który zapytał się mnie, czy wierzę w Jezusa i czy jestem katolikiem. Trochę zaskoczony pytaniem, trochę przestraszony, na dwa pytania odpowiedziałem negatywnie – zaparłem się Boga. Po chwili pomyślałem, ale „ze mnie żenada”, nawet nie przyznałem się, że jestem ochrzczony, po Komunii, bierzmowany, mam ślub kościelny. I od tej chwili, od tamtego momentu z perspektywy czasu dostrzegam, że Jezus wziął się za mnie. Wspaniałą pracę, którą miałem od kilku lat (prestiżową, dobrze płatną i nie męczącą), straciłem w jednej chwili (podczas nieobecności urlopowej). W gospodarstwie domowym zaczęło nam brakować pieniędzy. Aby żyć na dotychczasowym poziomie, postanowiłem rozpocząć własną działalność gospodarczą, zaciągnąłem ogromny kredyt, którego nie mogliśmy spłacić z dochodów firmy. Po czasie pieniądze się skończyły, obrót w firmie był marny, ogromny dług został. Nie widziałem wyjścia z sytuacji, nawet małego światełka. Pewnego wieczoru kupiłem alkohol, aby się upić. Miałem nadzieję, że smutki może staną się lżejsze do zniesienia. W domu byłem wtedy sam, drzwi były zamknięte. Po upiciu się, w mojej głowie pojawiały się myśli koszmarnie złe. Zły duch zaczął mi przypominać wszystkie tragiczne momenty w moim życiu. Jakby patykiem rozdrapywał zagojone, zapomniane rany. Przypominał sytuacje z mojego życia, aby pokazać, jaki jestem: do niczego, nie kochany, wyśmiewany, nie potrafiący wyżywić rodziny, niechciany, nic dobrze nie potrafiący zrobić, bez talentów, jedno wielkie dno, nie zasługujące na czyjąkolwiek miłość lub szacunek. I ja w głębi serca przyznawałem temu rację. Powodowało to ogromny ból, ból mojej duszy, taki ból, że jedyną ucieczką od niego wydawała się śmierć, a właściwie pewność, że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Zacząłem robić wyrzuty Bogu, bez nadziei, że mi odpowie. – Dlaczego moje życie jest takie popaprane? Nie takie, jak mają inni, nie takie jakbym chciał, zawsze pod górę. Nie było odpowiedzi. Po około godzinie takich rozmyślań i płaczu byłem zdecydowany. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz. Wiedziałem, że nie chcę żyć. Miałem 38 lat (tyle, ile ten człowiek, przy sadzawce Betesda). Była sobota około godziny 23:00. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle – Wszechogarniający pokój... Jest mi tak bezpiecznie, niczego się nie boję. Potężny ocean Miłości ogarniał moją duszę i wlewał się do niej. Światłość niepojęta, wszędzie, biała, tak ogromna, że powinna razić, a nie raziła, parzyć, a nie było mi wcale gorąco. Było mi tak dobrze. W życiu nie było mi tak dobrze. Wiedziałem już, moja dusza wiedziała (mimo, że byłem przed sekundą pijany, dusza moja była trzeźwa): To Ty jesteś, Jezu, (stwierdzenie ze zdziwieniem). Istniejesz naprawdę. Pewność, radość. Myślałem, że Ciebie nie ma, może żyłeś kiedyś, ale nie dziś. Nie wierzyłem w Twoje istnienie tu i teraz, wiesz przecież. Już dusza moja wie i pragnie poznawać Ciebie w każdej sekundzie więcej i więcej, chcę o Tobie wiedzieć jak najwięcej, być jak najbliżej Ciebie, w Tobie, poznawać Ciebie. Tu padły słowa, których nie zapomnę do końca życia i jeszcze dłużej. Były to słowa Jezusa: KOCHAM CIĘ (ciepły, męski, spokojny głos). Wielka fala miłości spłynęła na mnie. Poznałem ogrom miłości Boga do mnie. Miłość zalała całą moją duszę. Rozpłakałem się. Łzy wylewały się ze mnie strumieniami (to nie był zwykły płacz, ale rzeki łez). Jezus dał mi zobaczyć swoją duszę. Widzę, stojąc przed Tobą, Jezu, jak nędzna jest dusza moja, jak mała, czarna, skulona, jakby mokra, spleśniała cuchnąca szmata, którą nawet dotknąć przez rękawiczkę bym się brzydził – powiedziałem. Zapytałem Jezusa. – Mnie? Za co mnie możesz kochać? Nędzny, marny jestem, Ty wiesz, jaki jestem. Nie jestem godzien Twojej miłości. Nie jestem godzien uderzenie, strumień miłości bezinteresownej, pełnej akceptacji, bezwarunkowej, za nic, od zawsze i na zawsze. Zobaczyłem małe nierozerwalne strumienie (miłości, opieki) wychodzące ze światła Jezusa do każdego człowieka i poczułem, że Bóg sam opiekuje się każdym człowiekiem i każdego bezgranicznie zna i kocha. Po odczuciu bezwarunkowej wielkiej miłości moje nastawienie do mojej osoby się zmieniło. – Skoro jesteś i mnie kochasz tak wielką miłością i jest mi tak dobrze z Tobą..., to ja już nie chcę sam sobie odbierać życia, nie ma już we mnie takiej woli (jakby nigdy nie było), ale chcę być z Tobą na zawsze, zawsze przy Tobie, zabierz mnie z wiedziałem, że On jest, jest Miłością i najlepiej przecież się zajmie moją rodziną, nie odczuwałem żadnego lęku, żalu, że zostawię bliskich na ziemi. Wręcz przeciwnie cieszyłem się, że Bóg się o nich zatroszczy w najlepszy dla nich sposób. Była chęć odejścia, ale motyw był już inny, nie chciałem odchodzić z tego świata, bo mi tak źle, ale chciałem odejść, bo jest mi tak dobrze z Jezusem. A może nie tyle odejść z tego świata, co wrócić do Ojca, do domu. Bo tam jest mój dom, moje miejsce. Nie jestem z tego świata. Jezus (myśl do mojej duszy. Z Bogiem można rozmawiać bez słów):– Znajdziesz mnie w Kościele i w Moim słowie, nie zostawię cię sierotą, jestem zawsze przy tobie. Teraz wiesz, że Ja jestem zawsze przy tobie i zawsze cię kochałem, kocham i będę kochał.– Ale w kościele mam Cię szukać? Zapytałem. Ci księża są tacy... no, wiesz jacy... nie lubię ich, denerwują mnie, zawiodłem się na nich. Jezus: Choćby wszyscy kapłani na świecie cię zawiedli, wiedz, że Ja Jestem najwyższym kapłanem, a Ja nigdy nie zawodzę. Za kapłanów się módl, bo są ukochanymi duszami Moimi. Wiedz, że mają więcej pokus niż Ty.– Panie, widzę swoją duszę i wiem, jaka jest. Ale stojąc przed Tobą w oceanie Twojego pokoju, miłości i światła, ja, nędznik, chcę być z Tobą na wieki. Prowadź mnie do siebie, do wieczności z Tobą. Nie puszczę Ciebie, będę się trzymał... Twojej nogi. Jakbyś chciał pójść gdzieś beze mnie, nie puszczę Cię, choćby cierpienia moje na ziemi były ogromne, muszę być zawsze z Tobą na wieki, muszę, chcę, pragnę. Jezus nie powiedział mi, że mnie nie zabierze, ale dał mi odczuć, jaki będzie mój największy smutek zaraz przed wejściem do nieba. Poczułem, że będzie to smutek powodowany tym, że tak mało istnień ludzkich doprowadziłem do Boga i na tak mało zaistnień ludzi, dzieci, na tym świecie wyraziłem zgodę. Że moja radość nie będzie pełna, jeśli w niebie nie znajdzie się więcej dusz, które mógłbym przyprowadzić do Pana. Radość nie jest pełna, jeśli nie mamy się nią z kim podzielić. Chciałem, aby jak najwięcej dusz cieszyło się ze mną pobytem w niebie. Spotkanie się zakończyło tak nagle jak się rozpoczęło. Nie wiem, ile trwało? Może sekundę, może dwie godziny. Podczas przyjścia Jezusa, wiem, to dziwne, ale nie było półtora roku urodził mi się synNastępnego dnia rano, gdy wyszedłem na ulicę, patrzyłem na twarze ludzi. Próbowałem w ich spojrzeniach dostrzec informacje, że do nich też przyszedł kiedyś Jezus, bo przecież nie jestem wyjątkowy, skoro był i u mnie, to i u nich na pewno. Miałem przekonanie, że do nich też przychodzi, tylko nie mówią o tym fakcie. Chciałem krzyczeć na ulicy z radości, że Jezus jest. Lecz odwagi mi zabrakło. Wahadełko, które miałem z czasów młodzieńczych i niekiedy z niego korzystałem, wyrzuciłem do kanału ściekowego, czułem, że tam jego miejsce. Zacząłem nosić krzyż na piersi, chodzić do kościoła w niedziele i niekiedy w dni powszednie, szukać Jezusa, szukać rozmowy z Nim, tyle chciałem, żeby mi powiedział, wyjaśnił. Z wielkim strachem poszedłem do spowiedzi, ale była ona bardzo krótka i płytka. O wizycie Jezusa w moim domu i w duszy kapłanowi nawet nie wspomniałem. Znowu strach, że uzna mnie za wariata. Wysłuchałem gdzieś w internecie fragmentów „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Większość niedzielnych Mszy (przez 4 lata) ofiarowałem za dusze czyśćcowe i prosiłem świętą Faustynę o obecność przy mnie na Mszach Świętych, gdyż bluźnierstwa w mojej głowie i rozproszenia podczas nabożeństw były bardzo silne. Prosiłem dusze czyśćcowe o modlitwę za około 4 latach od opisanych powyżej zdarzeń, podczas Mszy Świętej chciałem coś ofiarować Bogu, Jezusowi (czułem, że tak mało daje od siebie Komuś, kogo kocham). Zacząłem szukać w myślach, co ja mam takiego najcenniejszego, cóż bym mógł ofiarować. Pierwsza myśl – nic nie mam. Za chwilę przyszła odpowiedź. Życie. Wolną wolę. W głowie pojawiała się myśl ze słowami: życie chcesz oddać? Wolną wolę? Spójrz na świętych, jak oni skończyli, w biedzie, zabici, zagłodzeni w celi, odrzuceni, nie rozumiani przez innych, jeden ukrzyżowany głową w dół. Większości się dobrze nie powodziło. Tego chcesz? Wtedy to właśnie powiedziałem szybko, nie rozmyślając nad złym głosem. – Panie, po ludzku to nic nie mam (sławy, bogactwa, urody, wiedzy, umiejętności, talentu, pobożności), ale to, co mam, to oddaję Tobie. Życie i wolną wolę. Niech się dzieje w moim życiu wola Twoja; co chcesz, to rób. Mam umrzeć dziś – dobra. Mam być kaleką – dobra. Mam zwariować albo być uznany za wariata – dobra. Mam być żebrakiem – dobra. Zgadzam się na wszystko. Niech się dzieje wola Twoja. Niech Twój plan, nie mój, względem mojej osoby się realizuje, bezwarunkowo. Oczywiście, daj, Panie, siłę, abym Twoim planom podołał, nigdy nie zwątpił, z Tobą wszystko mogę. Uświadomiłem sobie, że właściwie pierwszy raz prawdziwie się pomodliłem: ... bądź wola Twoja. Od pojawienia się Jezusa w moim życiu klepałem pacierz rano i wieczorem, nie zastanawiając się, co właściwie mówię. Oddanie życia i woli było jak skok w przepaść. Lęk odczuwałem, ale wiedziałem, że jak „skoczę” bez żadnych zabezpieczeń, czyli moich pomysłów na życie, On mnie złapie. On ma dla mnie swój plan, a ja jestem gotów go wypełnić, byle bym tylko był z Nim w niebie. Kilka dni później prosiłem Ducha Świętego o dobrą spowiedź. Był czas przed Wielkanocą. Czułem, że dotychczasowe spowiedzi były nijakie, z marszu, na szybko, pobieżne, bez wiary, że w konfesjonale jest Jezus. Chciałem się wyspowiadać z całego życia. Podczas spowiedzi płakałem, wymieniłem parę grzechów, ale też wyznałem, że zgrzeszyłem łamiąc wszystkie przykazania Boże (nie byłem w stanie przypomnieć sobie szczegółowo moich wszystkich grzechów), nawet zabiłem, tak zabiłem Boga, Jezusa, swoimi grzechami, moje grzechy przybiły Go do krzyża, chcę wrócić do Boga, prosić o wybaczenie. Słysząc słowa Jezusa w ustach kapłana, że mi odpuszcza, po rozgrzeszeniu, rozpłakałem się jeszcze się na dobre. Wychodząc z kościoła zobaczyłem, że coś się zmieniło na świecie. Kocham wszystkich ludzi. Kocham siebie, kocham trawę, kocham drzewa, każdy liść na drzewie był bardziej zielony, kontury kształtów bardziej zarysowane, cały świat był wyraźniejszy, nasycony pełnią barw. W każdym z tych liści widziałem dzieło Boga. Chciałem tańczyć, śpiewać, skakać. Biec do ludzi ze słowami: Jezus mnie kocha. Nogi stały się lżejsze, jakby unosiłem się 10 cm nad ziemią. Wiedziałem, Bóg wybaczył mi wszystkie grzechy, jest ze mną. Jestem bez grzechu. Pomyślałem: Panie Boże, może już w moim życiu nie będzie drugiej takiej wyjątkowej, bezgrzesznej chwili, pewnie zaraz mnie zabierzesz do siebie, bo jak nie teraz, to kiedy? Z naprzeciwka zobaczyłem nadjeżdżający samochód. Pomyślałem, zaraz auto skręci na chodnik, na mnie, i ...Pan mnie zabierze. Ma szansę mnie zbawić dla nieba. Niestety, przejechało koło mnie, normalnie, ulicą. Uświadomiłem sobie, że skoro teraz mnie nie zabrał, a moment, aby trafić do nieba wydawał się idealny, to On wierzy we mnie, ma nadzieje, wie, że do nieba pójdę, ale jeszcze nie w tym czasie. Choć myśl – Panie Boże, ale ryzykujesz; a jak nie będzie takiej drugiej chwili, hmm...? – w głowie była. Wiedziałem, że plan Boży względem mojej osoby i mojego pobytu na ziemi jeszcze się nie zakończył i że ja sam siebie nie zbawię przez moją bezgrzeszność, ale dzięki Jego miłosierdziu. Przyszedłem do domu i powiedziałem, że Jezus będzie z nami mieszkał. Domownicy uznali to za jakiś dobry żart. Ale ja naprawdę chciałem, aby z nami mieszkał. W tym dniu przyszło morze łask, o które nawet nie prosiłem. Wierzcie mi, nie prosiłem. Nawet o łaskach, które mógłby mi dać, nie myślałem. Zostałem uwolniony od gier komputerowych. Do tej chwili potrafiłem zaniedbywać rodzinę, siedząc godzinami przed komputerem. Prosiłem dzieci, aby chowały mi płyty z grami, abym nie grał od razu jak przyjdę z pracy. Sam nie potrafiłem się opanować. Nieraz grałem do 2-3 w nocy. Otrzymałem łaskę uwolnienia od internetu. Kiedyś przeglądałem godzinami strony, nawet te, które mnie nie interesowały. Bóg zmienił zniewalający internet na służący do wyszukiwania Jego słowa, nauki Kościoła, żywotów świętych. Otoczyłem się przedmiotami przypominającymi mi o Bogu, aby w roztargnieniu dnia o Nim nie zapominać: obrazki, cytaty z Pisma Świętego, aplikacja z Biblią w telefonie, wyświetlacz z wizerunkiem Jezusa itp. Dar składania rąk do modlitwy na znak: Czyń, Panie, ze mną, co chcesz. Twoja wola niech się dzieje. Ze smutkiem patrzę, jak mało osób składa ręce podczas Mszy Świętej (także kapłanów), modlę się za nie, aby oddały życie Jezusowi całkowicie i bezwarunkowo. Podczas większości Mszy świętych nie śpiewałem wraz z ludźmi, jakoś nie chciało mi się, trochę się wstydziłem. Pan Jezus powiedział do mnie w myślach podczas jednej z nich „ jak myślisz, o co się modlą ludzie niemi i nie słyszący, co mi obiecują jeśli ich uzdrowię, jak będą dziękowali? Pomyślałem, modlą się o sprawny słuch, o możliwość mówienia. I w podzięce obiecują Tobie, że będą wychwalali Boga śpiewem na każdej Mszy świętej, Boże. I zaraz dane było mi zrozumienie. Ja mówię, ja słyszę, mam to wszystko od Boga i Jemu za to nie dziękuję, nie wychwalam go śpiewem na Mszy, nie używam tego daru. Od tej chwili śpiewam. Taka wydawałaby się drobna rzecz, a jest dla Boga ważna i miła. Podobnie jest z darem chodzenia, mamy nogi, a Bogu za nie dziękujemy. Każdego ranka przecież stawiamy nogę na podłodze jak wstajemy z łóżka. Czasem nie chce nam się iść, na spacer, do kościoła, procesję, pielgrzymkę. Człowiek uzdrowiony z kalectwa pewnie rano wielbiłby Boga, że może chodzić, po uzdrowieniu biegłby na Mszę. A my mam te wszystkie dary, są dla nas tak oczywiste, że aż nie zauważalne i zanie nie dziękujemy. Nie dziękujemy za wiele oczywistych, wydawałoby się nam rzeczy. Teraz, mój bracie/siostro na najbliższej Mszy, nie denerwuj się, że jakaś Pani w kościele śpiewając fałszuje, dziękuj Bogu, że masz dobry słuch i słyszysz ten fałszywy ton. Nie narzekaj, że masz tyle pracy w domu, tyle do zmywania naczyń, tylko dziękuj Bogu, to znaczy, że Twoi bliscy są niedaleko. Nie narzekaj, że masz dużo do prasowania, tylko dziękuj, to znaczy, że masz dla kogo prasować. Nie narzekaj za rachunek za czynsz, tylko dziękuj, znaczy że masz gdzie mieszkać. Zastanów się czasem, które myśli są Tobie bliższe, daru czy braku. Dla człowieka, który chce być blisko Boga wszystko będzie darem (nawet choroba) za który należy dziękować. Natomiast osoba będąca daleko od Niego, będzie stale narzekać, że coś jej brakuje (zdrowia, pieniędzy, urody, talentu, szczęścia). Pojawiła się także u mnie, wola mówienia prawdy i troska o wypowiadane słowa, aby nie pojawiło się pośród nich kłamstwo. Chrześcijaństwo przestaje być nudne, nijakie, jeśli zaczniemy mówić prawdę, prawdę z miłością do drugiego człowieka. Spróbujcie, zobaczycie, co wtedy się dzieje: zły się wścieka, ludzie zaczynają cię obrażać, wyzywać od nawiedzonych wariatów, katoli, itd. Zostałem też uwolniony od pornografii, od chęci posiadania rzeczy, kupowania, uwolniony od marzeń o posiadaniu czegoś materialnego, w ogóle uwolniony od samych marzeń, jako takich. Pojawił się niesamowity głód słowa Bożego. Do dziś trudno mi przeżyć jeden dzień bez Pisma Świętego i rekolekcji, kazań wysłuchanych w internecie. Tęsknota za Jezusem. Chęć wykonywania każdej czynności z Jezusem. Nawet małej, typu – przekopanie ogródka. Przypominanie odczucia Jego miłości i tęsknota za Nim. Dar częstej spowiedzi. Częsta spowiedź zapobiega zatwardziałości serca. Widać swoje grzechy. Przed nawróceniem nie byłem u prawdziwej spowiedzi jakieś 30 lat i uważałem, że ja nie mam grzechów, najwyżej drobne wady, ale inni mają gorsze. Pojawiło się wyczulenie na złe utwory muzyczne, teledyski, piosenki zawierające teksty okultystyczne, bluźniercze (mimo, że są śpiewane w niezrozumiałych dla mnie językach, to czuję, że niosą złe treści). Bardzo zaczęły mi się podobać piosenki religijne. Otrzymałem dar modlitwy. Modlitwa stała się dziękowaniem, a nie proszeniem. Bóg wie, co mi potrzeba i to otrzymam. Wystarczy tylko dziękować i Go kochać, prosić o miłosierdzie. Jeśli moja modlitwa jest prosząca, to raczej za innych niż za siebie. Kolejna łaska – to brak lęku przed śmiercią. A właściwie, to ja już do Ciebie, Panie, chcę, chcę bardzo. Oczywiście, proszę Boga, że jak zejdę z tego świata to tylko dla nieba. Poinformowałem rodzinę, aby w chwili mojej śmierci się cieszyli. Bo to powinna być radość, że ktoś po tylu latach na ziemi wreszcie wraca do domu. Domu mi raz Pan usłyszeć słowa demona, a brzmiały one: Zniszczę cię, świnio. Jak tak o mnie myśli, to chwała Panu, gorzej jak by mnie miał za przyjaciela i kolegę. Bóg i demon, to nie ta liga. Bóg jest nieporównywalnie większy, a ja jestem Jego dzieckiem. Mam najsilniejszego Tatę na świecie i ty mi Pan, też łaskę nie nawracania kogoś na siłę, słowem. Kiedyś starałem się na nawracać „na siłę” innych (znajomych, rodzinę), myślałem, że tak trzeba. Kazać im chodzić do kościoła, kazać nie grzeszyć itd. Lecz tak w głębi serca, chciałem, aby mnie słuchali. Było to raczej: Ja wiem, że tak będzie dla nich lepiej, jak zrobią tak, jak ja mówię. A skąd ja wiem, że właśnie w tym momencie ich nawrócenie będzie dla nich dobre? Może mają coś jeszcze przeżyć, może Pan Bóg chce ich nawrócić w innym momencie. Nie jestem Bogiem i nie wiem, kiedy dla innych przyjdzie moment łaski nawrócenia: może za sekundę, może w godzinę śmierci, może już są zbawieni? Mogę się za innych modlić, za innych ofiarować się Bogu i swoim cichym przykładem mojego życia opowiadać tę historię, dawać świadectwo Jezusa i Jego miłości. A ilu się dzięki temu ludzi zbliży do Boga, dowiem się w niebie. Kiedyś to moja pycha chciała, abym to ja nawracał i abym to ja widział, ile to osób dzięki mnie się nawróciło. No i wtedy mógłbym powiedzieć Bogu: Widzisz, Panie, ilu to nawróciłem. Chwała mi, nie naliczyłem łask kilkanaście, a pewno było dużo więcej, o których istnieniu niedługo się przekonam. Do chwili tej spowiedzi słowo: „łaska” było dla mnie niezrozumiałe, martwe, wymyślone przez Kościół. Zresztą, łaska kojarzyła mi się negatywnie: dostać coś z łaski, zrobić komuś łaskę… To ja z łaski nic nie chciałem dostawać, chciałem na to sobie zasłużyć, zapracować. Teraz już wiem, czym jest łaska. Wiem, że jak Jezus daje, to daje to, co człowiekowi potrzeba i zawsze daje w nadmiarze. Jezus nie potrafi dawać mało!!! Dał za dużo wina, za dużo rozmnożył chleba, za dużo ryb. A przecież mógłby wyliczyć co do kromki, aby nie zostało ułomków. Tyle wina w wielkich stągwiach „po brzegi” aż się pewnie wylewało. Ryb mógł dać trochę mniej, aby się sieci nie rwały. Podobnie zrobił ze mną. Mógł dać tylko jedną łaskę, jedno uwolnienie, a cud Jego działania też bym zobaczył. Przez kilka dni czułem przeogromną obecność, miłość Ducha Świętego, obecność Boga we mnie, do takiego stopnia, że po paru dniach pomyślałem. – Panie już dość, dość, stonuj miłość do mnie, nie mogę się skupić, pracować, myśleć o niczym innym, jak tylko o Tobie. Takie głupie słowa do Boga powiedziałem. Bóg, oczywiście, stonował odczucie Jego miłości do mnie w jednej sekundzie. A co dziwne, gdy to zrobił, zaraz zacząłem tęsknić do odczuwania tej miłości. Kilka dni później wyraźny głos w myślach moich powiedział mi: – Idź, przeproś księdza, z którego się wyśmiewałeś. – Panie, o tym też wiesz? Zapytałem. Nie, nie pójdę. Jest mi wstyd iść do niego. Przecież on nie wie, że się z niego naśmiewałem i drwiłem. Nie było go przy tym.– Idź, przeproś księdza. Kilkakrotnie Pan powiedział. Nie dawał mi spokoju. Głos ten słyszałem nawet w łazience. I tam właśnie znowu się zapierałem, że nie pójdę, nie chcę, nie umiem, słaby jestem, wstyd mi iść do prawie nieznajomego księdza i go przepraszać. Jezus bez słów, w myślach, w mojej głowie powiedział.– Jakbyś wiedział, jak mi było wstyd, wisząc na krzyżu. Myślisz, że byłem ubrany? Otóż nie, byłem całkiem nagi. Wstydziłem się, ale zrobiłem to dla ciebie. Wtedy powiedziałem: – Dobrze, jutro pójdę. Pomyślałem, tak mnie kochasz, że zrobię to dla Ciebie. Pomyślałem: czymże jest mój wstyd wobec dnia w pracy pojawiała się uporczywa Boża myśl: – Zadzwoń do księdza, sprawdź czy jest na parafii. Wzbraniałem się trochę, bo co ja mu powiem, jak zacznę rozmowę?– Zadzwoń do księdza, sprawdź, czy jest na parafii. Nieustannie brzmiało w mojej głowie. Odszukałem numer w internecie. Dzwonię, nikt nie odbiera. Uff… w myślach powiedziałem. – Sam widzisz, Jezu, chciałeś, dzwoniłem, nikt nie odbiera; zrobiłem, co – Wsiądź w auto i jedź do niego.– Co w auto? Przecież księdza nie ma na parafii.– Wsiądź w auto i jedź do niego. Z niedowierzaniem w taką upartość Jezusa sprawdziłem na mapach w internecie, jak tam trafić i ruszyłem z myślą, że szkoda paliwa na takie wycieczki, bo paliwo takie drogie. Podczas jazdy samochodem Pan powiedział.– Pamiętasz, z jaką łatwością kupiłeś ten samochód, bez żadnych wyrzeczeń, oszczędzania. – Tak, faktycznie jakoś łatwo przyszedł, a tani nie był – przyznałem.– To Ja to spowodowałem, abyś właśnie w tej chwili miał czym jechać do tego księdza, samochód ci zostawię potem do twojej dyspozycji. Teraz jedź. Pomyślałem, że nawet nie podziękowałem Panu za to auto. Myślałem, że to ja sam sobie je kupiłem, bez Jego jakiegokolwiek udziału. Jadąc miałem myśl, zrobię, co mi Jezus mówi, ale przecież pewno i tak księdza nie zastanę i zaraz wrócę i po kłopocie. Kilkadziesiąt metrów przed domem księdza był – Idź do kościoła.– Ale jak, Panie, kościół zamknięty, jest 10 rano. Podjechałem pod kościół. – Widzisz, Jezu, zamknięte, a nie mówiłem.– Drzwi są przymknięte, ale naciśnij klamkę – drzwi się otworzyły. W kościele było pusto. Zobaczyłem w głębi zsuniętego na kolana, modlącego się kapłana, do którego miałem przyjechać. Modlił się przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Uklęknąłem w ostatniej ławce z nadzieją, że ksiądz zaraz skończy się modlić i będę mógł z nim porozmawiać. Prosiłem Maryję o odwagę do rozmowy. Czytałem napis na obrazie na okrągło: Jezu, ufam Tobie. Jezu, ufam Tobie... Mijały minuty. Spytałem się Jezusa: – Jak mam zacząć rozmowę?– Powiedz prawdę, że Ja cię przysłałem. Pomyślałem drwiąco: tak powiem na wstępie nieznajomemu księdzu, że rozmawiam z Jezusem, to na pewno mnie wysłucha. Przydałoby się jakieś zagadanie o pogodzie, o zdrowiu, potem jakieś przejście na właściwy temat itp. A za chwilę pomyślałem, że skoro kapłan modli się do Jezusa i jest z Nim w „kontakcie”, to na pewno Jezus zaraz mu powie, że tu czekam i czym prędzej zakończy modlitwę i do mnie przyjdzie, znając już całą moją kolejne dziesiątki minut.– Panie, on tyle się modli, już prawie godzinę, nie mam tyle czasu. Chciałeś, dzwoniłem, potem przyjechałem, a teraz czekam. Pójdę już sobie, przyjadę kiedy indziej, jak będzie mniej zajęty, nie będę mu przeszkadzał, muszę wracać do pracy. Jezus: – Czekasz już prawie godzinę? Ile Ja na Ciebie czekałem? Zrobiło mi się głupio. – Wiem, Panie, czekałeś 38 lat. Dziękuję i przepraszam. Czekam dalej. Po około godzinie ksiądz zakończył modlitwy(choć nie jestem pewien, czy to czasem nie było 38 minut). Podszedłem z uśmiechem i drżeniem do księdza. – Chciałbym z księdzem porozmawiać.– A w jakiej sprawie?– Jezus mnie przysłał. Odpowiedziałem radośnie. Nastała niezręczna cisza. Ksiądz mi się bliżej przypatrzył, na buty, na nogi, ubiór. Popatrzył w oczy.– Czy Jezus, to się okaże. – odpowiedział.– Jezus, ja wiem, że to On. Odparłem z pewnością i trochę obruszony. Oczekiwałem, że gdy tylko ksiądz mnie ujrzy i powiem, że przychodzę z polecenia Pana Jezusa, rozłoży ręce i będzie zachwycony moją osobą, prawie jakby ujrzał Boga, i że kto to do niego nie przyszedł – gość, do którego mówi sam Jezus, i w ogóle chwała mi. Ksiądz powiedział, że skoro Jezus mnie przysłał, to on zobaczy w kalendarzu, kiedy ma wolny termin na rozmowę, a że kalendarz ma w domu więc poszliśmy razem. Dopadło mnie kolejne rozczarowanie i wyrzuty, w myślach sobie powtarzałem: Jak to? To ja dzwonię, przyjeżdżam, , czekam na niego godzinę, chcę już teraz rozmawiać, pokazać swoje skrywane myśli, a on sprawdzi w kalendarzu?Ksiądz ustalił termin spotkania na... za tydzień. Gdy przyszedł termin spotkania pojechałem już bez lęku czy niechęci. Z własnej woli. Opowiedziałem mu moją historię. A gdy chciałem go prosić o przebaczenie za obmawianie jego osoby, jeszcze nie skończyłem zdania, a on już kiwnął głową, że wybacza. Poprosił mnie, abym wstąpił do jakiejś wspólnoty, bo sam sobie ze swoimi przeżyciami mogę nie poradzić, a zły tak łatwo nie ustępuje, muszę być blisko innych katolików, księży, Kościoła. Na koniec rozmowy zaproponował, abym zabrał z jego kościoła wizytówkę strony o spotkaniach ewangelizacyjnych. W drodze powrotnej tak uczyniłem. Wizytówkę wrzuciłem do auta, choć chęci udawania się na jakiekolwiek rekolekcje wtedy nie miałem. Po kilku dniach Pan kazał zapisać się na rekolekcje. Zapisałem się, bo już wiedziałem, że i tak nie da mi spokoju (za co dziś dziękuję Bogu). Było cudownie. Adoracja, Eucharystia, spoczynek w Duchu Świętym, oczyszczający śmiech, dar języków, dziękczynienie. Kościół katolicki stał się dla mnie żywym Kościołem, w którym zawsze obecny jest Bóg z Jego wiem, czy zauważyłeś/aś, że otrzymałem morze łask, nie w chwili cudu i objawienia się Jezusa, ale dopiero po spowiedzi (po 4 latach), dopiero kiedy ja do Niego przyszedłem, do konfesjonału. Do Jezusa musisz przyjść. Podobnie jak większość ludzi uzdrowionych, opisywanych w Biblii. Ludzie przychodzili do Niego, Jezus kazał im podejść, pokazać swoje zranienia, choroby. Chyba też, nie zauważyłeś/aś, że przed przyjściem Jezusa do mnie, ukazaniem się, nakrzyczałem na Niego, obwiniłem za moje życie, miałem same pretensje. I wtedy, pierwszy raz, w gniewie, żalu prawdziwie się przed Nim otworzyłem, pokazałem swoje krwawiące serce. Ktoś powie, jak to, tak do Boga można mówić, przecież Bóg jest święty, jest dobrocią, miłością? Powiem więcej, że nie tylko można, ale trzeba. Bóg sobie z naszymi słowami poradzi i będzie mu miło, że wreszcie się przednim otworzyłeś i powiedziałeś co myślisz, że wreszcie powiedziałeś do Niego prawdą serca. Bóg Ciebie zna. Wie, że głęboko w sercu nieraz nosisz skrywaną niechęć do Niego, jakiś żal, wyrzut np. że dziecko Tobie choruje (dlaczego Boże Ty jesteś Święty mogłeś temu zapobiec), albo ojciec Cię skrzywdził w dzieciństwie (gdzie byłeś wtedy Boże), albo że jesteś zamknięty, lękliwy, chory (dlaczego tego nie zmienisz, Wszechmogący), albo że urodziłeś się w biednej rodzinie (a mogłeś w jakiejś bogatej np. Szwajcarii), lub że świat źle urządził, tyle w nim zła. Oczywiście, tego otwarcie Bogu nie powiesz, bo myślisz, że się Bóg obrazi, że nie wypada. Ale jak się zdecydujesz, tak otworzyć i powiesz, a nawet wykrzyczysz Bogu co myślisz, co Cię boli, to On stwierdzi, ku Twojemu zdziwieniu „dziecko pierwszy raz szczerze, zemną rozmawiasz. Tyle lat na to czekałem. Czekałem na Ciebie, na jedno uderzenie Twojego serca do Mnie, na szczerość, a nie na to co powinieneś mówić, co wypadałoby Mi powiedzieć. Ty jesteś ważna/ważny, Twoje serce, a nie tylko regułki modlitewne, wiersze na Moją cześć, przedstawienia”. Zobacz jak Mojeżesz kłócił się z Panem Bogiem, jak nie chciał iść do Faraona, jak się zapierał. Zobacz jak bił się z Bogiem Jakubem (Izreal), aby Bóg mu pobłogosławił. Zobacz Jeremiasza, co mówił, jak miał dość służby dla Pana Boga. Bóg, wcale się za to na nich nie obraził. Bóg poradzi sobie z Twoim gniewem, natomiast to, że nie przychodzisz do Niego na szczerą rozmowę sprawia Jemu smutek, bo oddala Cię od myślisz, że przez moje doświadczenia Boga przestałem grzeszyć, to się mylisz. Ale teraz w oczekiwaniu na spowiedź grzech nie może mnie zamknąć tak, abym nie mógł czynić dobra. Może grzechów jest trochę mniej, ale jak się trafią, nie odwlekam teraz spowiedzi, nie staram się patrzeć na grzechy i rozpamiętywać, pewnie będę grzeszył do końca życia. Z tą różnicą, że teraz, jak mam zgrzeszyć, widzę Jego ogromną miłość do mnie i właśnie dlatego, że mnie tak kocha, to ja nie chcę grzeszyć. Teraz mam dla Kogo nie grzeszyć. Chcę być świętym. A świętym się nie jest tylko dlatego, że się nie grzeszy, ale dlatego, że się często przystępuje do sakramentu pojednania. Oczywiście, nie jest to zachęta do grzeszenia (nie czekaj, aż będziesz święty, bezgrzeszny i dopiero wtedy pomyślisz, że się nadajesz dla Boga. On nas zbawił, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami – jak mówi Biblia). Ważne jest dla mnie teraz to, że kocham Jezusa. Jestem grzesznikiem, ale dla Jezusa chcę zrobić wszystko, chcę być z Nim na wieki, w niebie, On tak nas kocha... Jeśli upadnę, prędko pójdę do konfesjonału z prośbą: Ojcze, przepraszam, chcę wrócić, wybacz, chcę się że jest to dopiero początek drogi. Ale drogi najpiękniejszej na świecie, bo wiem, że gdziekolwiek bym nie poszedł, cokolwiek bym nie zrobił, JEZUS zawsze będzie mnie kochał miłością bezgraniczną, za myślisz, że dzięki powyższym wydarzeniom zły duch przestał mnie kusić, to też jesteś w błędzie. Teraz pokusy dopiero się zaczęły, a przez lata nie odczuwałem jego obecności. Nieraz w moich myślach, zły chciał i chce, abym przestał głosić to świadectwo, chce mnie zatrzymać, nie chce on abym szedł dalej, abym głosił miłość i miłosierdzie Jezusa. Wiem, że jak tylko się zatrzymam, zaraz dopadnie mnie grzech (podobnie jak Dawida, który nie wyruszył na wojnę). Po napisaniu tego świadectwa, pragnę wypełniać dalej nowe zadania, które postawi na mojej drodze Jezus. Bóg jest z nami, któż przeciwko Nam. Jezus daje też czasem poczuć mi, że jest ze mną. Są to chwile szczególnie radosne. Ostatnio wieczorem słuchałem kazań (aplikacja w telefonie). Rano alarm ustawiony w komórce budzi mnie do pracy. Budzę się zaspany, a tu zaskoczenie, gdy przy wyłączaniu alarmu w telefonie włączyło się kazanie i padły tylko te słowa:– Tyś jest mój syn umiłowany. Szczęście wlało się do mojego serca i uśmiech zagościł na mojej twarzy na kolejne dni. Teraz te słowa, są ze mną na co dzień. Nawet jak robię sobie śniadanie to mówię: Dzięki Ci, Panie, teraz Twój syn umiłowany będzie jadł kanapkę. Chcę być z moim Ojcem w razem prosiłem Boga w myślach, aby nadał mi „nowe imię”, zmienił imię, które powinien nadać chłopcu jego ziemski tata, gdy chłopiec staje się mężczyzną. Mnie, niestety, nie nadał. Minęło parę dni. O modlitwie zapomniałem. Niedzielny ranek. Dzwonek do drzwi. W drzwiach dwie kobiety. A jedna się pyta.– Czy w tym domu jest ktoś, kto nie ma imienia? Poczujcie smak sytuacji. Nikt normalny, odwiedzając obcy dom, takiego pytania nigdy nie zadaje. Żona zaskoczona takim pytaniem, odpowiedziała, że nie mamy czasu, bo idziemy do kościoła. A w mojej głowie później się pojawiło: O Boże, jesteśmy tym, jakie są nasze czynności, rozmowy, myśli, czym się zajmujemy. Kościół jest apostolski, ja idę do kościoła, ja mam na imię Christos (Chrystus) i phero (nieść). Oznacza: niosący (w sobie), wyznający Chrystusa. Ja jednak miałem imię. Boże imię. W moim imieniu jest mój Pan, a ja w nim. Tata lubi tak z zaskoczenia i niespodziewanie nas obdarowywać. Fajnie. Będę niósł sobie na parę rad, mój umiłowany w Chrystusie bracie/ piszę ich, bo jestem mądrzejszy od Ciebie, ale po prostu, jeśli bym ja te rady wcześniej usłyszał, na pewno moja droga do Boga byłaby krótsza. Wiem, że do każdej osoby tak Jezus mówi: Tyś jest mój syn (córka) umiłowany. Aby to usłyszeć pomoże tylko i aż oddanie swojego życia Jezusowi. Jeśli nie słyszysz Jezusa, Jego głosu, zachęcam, pomódl się krótko każdego dnia, ale wytrwale: Panie, chcę słyszeć Twój głos”. Jeśli nie czułeś nigdy Jego miłości, wydaje Ci się, że Jego nie ma. Pomódl się krótko: Panie, daj mi poczuć, jak mnie kochasz. Pokaż mi, proszę. Jezus tylko na to czeka, choć na jedną szczerą krótką modlitwę. Oczywiście, jeśli modlitwa nie „zadziała”, to kolejny i kolejny dzień módl się tak samo. Pan Jezus nieraz chce sprawdzić, czy tego chcesz na pewno i jak bardzo chodzimy do kościoła z myślą,” widzisz Jezu przyszedłem do Ciebie. Cieszysz się? Poświęciłem swój czas dla Ciebie”. Otóż, moi drodzy, Bogu nie jesteśmy do szczęścia potrzebni. Bóg jest pełnią szczęścia, oglądając swojego Syna w obecności i miłości Ducha Świętego jest w pełni szczęśliwy. Myślimy, jak to przecież Jezus umarł za mnie, dla mnie, na krzyżu? Otóż wszystko, co Jezus uczynił, uczynił przede wszystkim, aby świat zobaczył jak Syn kocha Ojca. To nasza pycha nam podpowiada, że to dla mnie, że mi, że ja jestem najważniejszy w tym kościele. Przychodzimy do kościoła, aby nasycić się miłością (zaczerpnąć, przytulić się do niej) jaką Syn ma do Ojca, a Ojciec do Syna. Dopiero kiedy uświadomimy sobie, że najważniejszą relacją na Mszy świętej, nie jest relacja wierni-Bóg, ale relacja na ołtarzu Jezus -Bóg Ojciec, jak Syn ofiarowuje siebie Ojcu, będziemy mogli właściwie zrozumieć swoje miejsce w kościele. Pamiętaj, nie świętość nas przyprowadza do Kościoła, ale grzeszność, nasza bieda. Często można usłyszeć: Jesteś taki święty, bo chodzisz do kościoła. Nie, nie jesteś święty. To nasze grzechy i świadomość, że jesteśmy słabi, marni, że od Boga wszystko zależy, że pragniemy nasycić się Jego miłością, tam nas zaprowadzają. Jeśli chodzisz do kościoła, bądź w nim naprawdę myślami i duszą, a nie tylko ciałem. Myśl tam tylko o Bogu, nie o sobie. Ja też myślałem kiedyś o sobie: czego potrzebuję, co mi Bóg mógłby dać, a jeśli nie dał, ponawiałem modlitwy na następnej Mszy. Ja byłem najważniejszy, nie Bóg. Nieraz kościół jest pełen ludzi, a dla Boga (ze słowami w sercu: bądź wola Twoja) przyszło może tak naprawdę 5, 6 osób. Dużo osób przychodzi raczej z: bądź wola moja, czyli zrób to, co ja chcę, jestem tu po to, abyś spełnił moje prośby. Komunia daje życie wieczne w niebie, wszyscy to wiemy. Dlaczego nie chodzisz co niedziela do Komunii? Hmm… Może to być twoja ostatnia niedziela. Nawet nie wiesz, ile dusz czyśćcowych, chciałoby przyjść na tę jedną sekundę na ziemię. Jeśli będziesz pamiętał o tych duszach, przyjmij czasem za nie tę Komunię. Radość ich i pomoc w modlitwach do Boga będzie przeogromna. Nie traktujmy Boga w naszych modlitwach jak supermarketu, darmowego sklepu, daj mi to, daj mi tamto; nie przekonujmy Boga, że opłaca Mu się coś nam dać. Nie traktujmy Boga jako kogoś trochę mądrzejszego od nas, kogoś komu trzeba wyklarować nasze prośby. Zanim o coś poprosisz, będziesz narzekał na swój los, popatrz na krzyż. Popatrz, jak cierpiał, jak umierał Bóg. Często wycofasz się ze swojego narzekania. Jeśli Bóg jest Twoim Bogiem, zaufaj Mu do końca i oddaj Jemu swoje życie. Skocz z góry w nieznaną przepaść bez zabezpieczających lin i nie myśl, co będzie, że może Go tam nie ma, a On cię złapie i poprowadzi do siebie. Jeśli myślisz, że się dla Boga nie nadajesz, to właśnie się nadajesz bardzo (zob. Szymon = Święty Piotr, Szaweł = Pan dał mi zrozumieć trochę czym jest miłość. Miłość to nie uczucie, a decyzja, że będę Ciebie kochał, połączona z otwartością, odpowiedzialnością i służbą. Często myślałem, że miłość to wtedy jak mi jest przyjemnie, jestem szczęśliwie zakochany, jest fajnie. Nic bardziej mylnego, ani przyjemnie, ani miło, nie było Jezusowi na krzyżu, a miał i ma największą na świecie miłość do nas i swojego Ojca. Jeśli jesteś chrześcijaninem, pamiętaj, że miłość to pragnienie nieba dla drugiego człowieka, a nie miłe uczucie zakochania i fascynacji. Starajmy się z każdym dniem być bardziej podobni do Chrystusa, służmy swoim życiem innym ludziom. Cokolwiek uczyniliście drugiemu człowiekowi Mnie uczyniliście. Powiedział Jezus. Nie, tak jakbyście Mnie uczynili, ale Mnie, czyli bezpośrednio że szatan kusi często do dobrego. Tak nie pomyliłem się, do dobrego. Cóż było złego w tym, że kusił mnie, aby mnie się w życiu dobrze powodziło, abym nie chciał być świętym, bo to trudna droga? Cóż było złego, że Jezusa kusił, aby zamienił kamienie w chleb? Przecież głodni wtedy żyjący, by się najedli. Cóż jest złego, że mąż pragnie kochać, zostawia żonę, bo znalazł nową miłość, a Jezus kazał miłować? Cóż jest złego w piciu dużej ilości wina, alkoholu, przecież, Pan sam wodę w wino zamienił? Cóż jest złego w tym, że szatan mówi Tobie, że jesteś silny, mądry, pracowity, sam o siebie najlepiej się zatroszczysz, a na modlitwy i kościół przyjdzie czas na starość? Kusi niezauważenie, do dobrego, na przykład, że rodzina jest najważniejsza, i sporo katolików daje się na to nabrać, mówiąc, tak rodzina jest najważniejsza, no przecież to jest dobre. Zapominając, że Bóg jest najważniejszy. Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym do dobrego używając słowa „tolerancja”. Dla katolika, albo coś jest złe, albo dobre. Jeśli dobre trzeba się przyłączyć i popierać działanie, rozpowszechniać, a jeśli złe, zamieniać je w dobro. Tolerancja, to zamaskowane „nic mnie nie obchodzisz, „róbta co chceta”, wcale mnie nie interesujesz, to Twoje życie ”, a to nie jest też, że zły przychodzi najczęściej w postaci „naszych” myśli ( i w tej postaci jest dosyć trudno go zdemaskować), Ty myślisz, że to Ty myślisz, a to on w Twojej głowie myśli za arsenał kuszenia ma różnoraki, może przyjść w postaci osobowej, ale wtedy wie, że jest na straconej pozycji, bo będziesz się więcej modlił, zasięgniesz porady egzorcysty itp. Może też przyjść w postaci anioła światłości, lub postaciami świętych. Ważne wtedy jest rozeznanie np. podczas modlitwy, rozmowy z księdzem, no i oczywiście po „owocach”, jakie to spotkanie planuje Twój upadek, nie tylko w obecnej chwili, abyś teraz zatracił się w grzechu. On planuje Twój upadek i swoje zwycięstwo za kilka, kilkadziesiąt lat. Na przykład dzisiaj tylko drink dla towarzystwa (cóż złego?), a widzi Ciebie za trzydzieści lat, opuszczonego, złodzieja, pijącego denaturat w parku. Dzisiaj tylko jeden papieros, a za 40 lat Twój przedwczesny zgon. Dzisiaj tylko jedna kłótnia z żoną, a dziecko to słyszy, przeżywa i zaniesie nieświadomie to złe doświadczenie, ból, nawyk, do swojej przyszłej rodziny. Dzisiaj aborcja, bo trudna sytuacja materialna, a depresja wywołana tym faktem, brak chęci do życia dopadnie Cię za 20 lat. Ważne jest, abyś pamiętał, że on bardzo często, myśli w głowie za Ciebie, a Ty myślisz, że to są Twoje myśli. Czasem można też rozpoznać, że kłótnią, rozmową, kieruje zły, szczególnie jeśli używasz słów : zawsze, nigdy, zrobiłem wszystko np. Ja zawsze chciałam dla Ciebie dobra (to jest kłamstwo). Ty nigdy nie chciałeś mojego dobra (skąd wiesz?, to jest kłamstwo). Zrobiłem dla Ciebie wszystko (nikt nigdy z nas, nie zrobił dla drugiego człowieka wszystkiego). Wiedz, że wtedy szatan kieruje rozmową. Często takie myśli, czy pokusę można odgonić wzywając imienia Jezus, powtarzając Jezu Kocham Cię, Jezu Kocham Twoje Serce, Jezu zmiłuj się nade mną itp. Wtedy zły spostrzeże, że kiedykolwiek by Cię nie kusił, Ty zawsze wzywasz imienia Pana i jesteś bliżej Boga. A kuszenie wywołuje odwrotny skutek niż zamierzony przez niego, bo im więcej Ciebie kusi Ty się więcej modlisz, i odstąpi, aż do że musisz zetrzeć się ze złem, ze strachem (strach, kłamstwo i wstyd są klasycznymi pociskami złego) walczyć, a nie uciekać. Chrześcijaństwo nie jest to schronienie się w przytulnym, bezpiecznym kościele, wspólnocie. Chrześcijaństwo jest nieustanna walką, ruchem do przodu, a Biblia księga wojenną. Izraelici mieli bardzo nie daleko do Ziemi Obiecanej, ale przestraszyli się walki, zwątpili, że Bóg im pomoże. I 40 lat kręcili się w koło góry, na w naszym życiu powtarzają się te same grzechy, bo być może nie stoczyliśmy walki, wystraszyliśmy się, nie wyruszyliśmy na wojnę w imię Boga Zastępów. I dlatego „kręcimy się w kółko”, nic się nie polepsza Nasza sytuacja duchowa. Bóg jest naszym wodzem, generałem, a my żołnierzami walczącymi w imię Pana i dla Jego chwały. Musimy być blisko Niego, aby mieć stały kontakt z wodzem, a On nas poprowadzi do boju i zapewni sobie, może kiedyś się czegoś wystraszyłeś, może czułeś, że się powinieneś odezwać w obronie Boga, ale stchórzyłeś, może miałeś przeprowadzić z kimś trudną rozmowę, ale ogarnął Cię lęk, może miałeś podnieść upitego człowieka leżącego na ulicy, ale było Ci wstyd. Bóg pewnie spowoduje, że podobna sytuacja się zdarzy w Twoim życiu kolejny raz, wtedy walcz. Bo inaczej będziesz się kręcił w koło„góry” ze swoimi grzechami, jak Izraelici. Odwaga to nie wtedy, kiedy się nie boisz i coś robisz, ale wtedy kiedy się boisz, ale robisz to, co do Ciebie należy. Jezus się bał, bardzo się bał, męki, śmierci, widoku jak jego własne, ukochane dzieci, przybijają Go do krzyża. Nie wstydził się bać, ale poszedł na wojnę z całym piekłem, dla Ojca, dla naszego zbawienia. Jeśli masz podjąć jakąś decyzję, a nie wiesz, którą drogę wybrać, nie rozmyślaj, nie analizuj, poproś Ducha Świętego o odpowiedź, a On Cię poprowadzi. Często nie wiemy, o co i jak się modlić. Jeśli nie czujesz łaski modlenia się w Duchu Świętym językami (wtedy modlisz się w dziwnym nieznanym Tobie języku, nie rozumiesz słów i sensu modlitwy), poproś Maryję, aby pomodliła się przed Bożym tronem za Ciebie. Ona wie, czego Ci potrzeba i o co ma się modlić. Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku (Księga przysłów 3, 5).Pamiętajmy, że Jezus jest nie tylko w niebie, ale i tu i teraz przy Tobie. Poszedł do nieba, ale i jest tu. Choć ta sytuacja jest trudna dla mnie do rozumnego wyjaśnienia, dlatego nie wyjaśniam jej, tylko przyjmuje, że tak jest, bo jest. Zastanów się czasem, że BÓG też JEST CZŁOWIEKIEM. Zmartwychwstałym, uwielbionym Bogiem, ale też Człowiekiem. Stał się człowiekiem i nigdy nim nie przestał być. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!” (5, 20). W każdym położeniu dziękujcie Bogu (1 Tes 5, 18). Za wszystko zawsze dziękujcie Bogu. Czy dziękujesz też za to, co po ludzku wydaje się Tobie niechciane w Twoim życiu?Od jakiegoś czasu Jezus chce, abym dawał świadectwo (oczywiście, też się opierałem, że nie potrafię, nie chcę, nie umiem, nie mam odwagi) i po co, przecież tyle jest filmów w internecie, kazań, audycji itp. Niedawno w kościele otrzymałem odpowiedź, jakby ktoś mi w głowie powiedział - A pomyślałeś choćby o ludziach nie słyszących. Ludziach do których nie przemawia film, ale pismo, ludziach starszych? I znowu Pan dał mi lekcję, jak blisko moje myśli biegną. Bóg powiedział, że moje doświadczenie Boga nie zostało dane tylko dla mnie, opisałem je dla wszystkich, jak kazał Pan. Na pewno to nie koniec mojej drogi świadczenia o Jezusie, bo wiem, że Pan chce, abym głosił że Jest, wychwalał Jego miłość więcej i więcej, abym szedł dalej w imię Boga Zastępów .Kiedyś przepraszałem Jezusa, że rozmawiam z Nim jak z kolegą, tatą, przyjacielem. Myślałem, że to niestosowne, nie wypada, bo Bóg jest przecież wielki, potężny (i to prawda), a ja, mały człowiek, zadaję Jemu jeszcze pytania. Poczułem Jego uśmiech i że taka właśnie powinna być teraz moja relacja. Nie bój się Boga (często zły wciska nam tę myśl). Bóg jest Miłością. Kocha bez względu na to, co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś. Choćbyś był największym grzesznikiem na ziemi. Na miłość Boga nie musisz zasłużyć!!! Wbijmy to sobie do naszych głów. Bóg jest wszechmogący, ale pewnych rzeczy nie może, np. nie może nie kochać, przestać kochać zapytałem się Pana Jezusa: – Dlaczego mój ojciec pił? Przecież się modliłem, by przestał.– Modlitwy były słyszane, nie były wysłuchane, bo Bóg dał człowiekowi wolną wolę i zabrać jej nie może, bo sam Bóg się tego że gdyby tata przestał pić dzięki moim modlitwom, byłoby to równoznaczne z odebraniem jemu jego wolnej woli, a to stać się nie mogło. Zrozumiałem, że przyczyną picia był brak miłości ludzkiej względem jego osoby, osób dorosłych, otoczenia. Ludzie nie nauczyli go miłości, nie pokazali mu miłości, nie pomogli we właściwy sposób. Tak wiec, jeśli ktoś pije, my też jesteśmy temu winni, a tak łatwo umywamy ręce (jak Piłat). Dzięki mojemu tacie poczułem, że każde zło Bóg przemienia w dobro. W tej sytuacji takie doświadczenie potrzebne było także mi w dalszym życiu. Dzięki niemu, nie potępiam alkoholików, a widzę w nich ludzi, którym inni ludzie nie okazali miłości w dostateczny sposób, także ja. Wiem, że są tak samo kochani przez Boga jak ja. Wiem, że czasu spędzonego przez rodzica z dzieckiem nie da się niczym zastąpić. Wiem, że dzieci pragną ojcowskiej opieki, przytulenia. Wiem, że ojciec wychowuje, uczy dziecko przykładem, miłością, jak Chrystus, a nie karaniem i „twardą ręką”. Wiem, że jeśli ojciec się nawróci pociągnie do Chrystusa większość rodziny. Wiem, że dla dziecka ważny jest widok klęczącego, modlącego się silnego ojca, wtedy dziecko nabiera pewności, że skoro kochany, silny ojciec klęczy przed Bogiem, to Bóg musi być jeszcze silniejszy i lepszy od ziemskiego ojca. Wiem, że ziemski ojciec powinien dla swojego dziecka robić czasem „cuda”, rzeczy z których dziecko będzie dumne, szczęśliwe, zachwycone, wiedząc że tata zrobił coś niemożliwego dla niego. Widzi, że tata go kocha. Wtedy z większa łatwością i pewnością uwierzy, że Bóg robi prawdziwe cuda, jeszcze większe niż potrafił tata. Wiem, że człowiek bez Boga sam sobie nie poradzi. Wiem, że ojciec jest bardzo ważny dla dziecka i cokolwiek by się w rodzinie nie działo, nie może dziecka zostawić, odejść, zapomnieć. Wiem, że mnie kochał, jak umiał. Wiem, że bez niego i mnie na świecie by nie było( było by zawsze jedno wolne, puste miejsce we wszechświecie, moje miejsce). Nie byłoby też tego świadectwa, które czytasz. I dziękuję teraz Bogu za mojego ziemskiego ojca i że jestem na świecie razem z wami, i że będziemy razem żyli wiecznie. Pytajcie się Pana, a wam też odpowie. On Jest Prawdą. Masz kłopoty z ojcem, matką? Zapytaj się np.: Panie, powiedz mi, dlaczego mój ojciec jest taki? Masz kłopoty ze zdrowiem? Powiedz: Panie, proszę, wyjaśnij, dlaczego tak jest? I w ciszy wysłuchaj odpowiedzi. Bo kogo masz się pytać, jak nie kochającego Boga, który Cię stworzył, o Ciebie się troszczy, oddał życie, abyś Ty żył. Od Niego wszystko zależy i On wszystko wie!!! Przy czekaniu na odpowiedź słuchaj, co mówią ludzie. Bóg często mówi przez ludzi. Mógłby inaczej, ale akurat taki sposób sobie wymyślił i często nie robi w naszym życiu spektakularnych cudów, aby nas nie „kupić”, właśnie za te cuda. Mógłby przecież dziś spowodować, że o godzinie 14:00 w kościele pieniądze z pod sufitu lecą na posadzkę, i co? Kościoły byłyby pełne, jestem pewien. Każdy by dziękował i prosił o jeszcze. Mógłby też sprowadzić kataklizm na Twoje miasto, nieuleczalną chorobę. I co? Kościoły byłyby pełne ludzi proszących o ratunek. Bóg chce, abyś przyszedł do Niego w wolności swojej. Nie dla tego, że Ci coś dał. Nie ze strachu. Pomyślałby: Przyszliście, bo wam zapłaciłem, a to nie jest miłość. Pamiętaj. Jesteś dla Boga ważny!!! Dla Boga nie ma dzieci niechcianych (choćby ziemscy rodzice nawet Ciebie kiedyś nie planowali, nie chcieli, zostawili). Każdy jest chciany i kochany. Oddał swojego Syna na śmierć, abyś Ty mógł żyć wiecznie w niebie. Pamiętaj. Bóg nie każe!!! Najwyżej spełni Twoje prośby i modlitwy, ale nie chce karać. Bóg błaga ludzi, aby nie szli do piekła. Choć to szokujące, ludzie sami wybierają piekło, nie chcą Boga, Jego miłości, miłosierdzia. Podobnie jak dziecku za karę przez 10 minut nie da się zjeść ciastka, bo było niegrzeczne, a po minięciu kary mówi się, masz już, zjedz, nie gniewam się na ciebie, kocham cię, a ono mówi: „nie chcę”, mimo że chce bardzo, ale woli cierpieć, bo duma, pycha, złość mu nie pozwala się o co prosisz Boga, bo przecież Ty jako człowiek nie wiesz czy to, o co prosisz, będzie w przyszłości dla Ciebie dobre (choć wydaje Ci się, że wiesz). A jeśli będzie złe? Odbierzesz to jako Boską karę? A przecież sam o to prosiłeś. Bóg z wielkiej miłości do nas czasem nie spełnia naszych próśb, bo widzi ich konsekwencje w przyszłości. Wyobraź sobie, co by było gdyby Bóg spełniał wszystkie nasze prośby, które do Niego zanosiliśmy. Gdzie byśmy teraz byli? Jeśli w ogóle byśmy jeszcze żyli. Może bylibyśmy na własnej wyspie w ciepłych krajach, obrzydliwie bogaci, zepsuci, nie cieszący się z niczego, nikogo nie potrzebujący (kościoła także), duchowe karły. Boga tylko potrzebujący, aby nam błogosławił i dał zdrowie i długie życie w dostatku, a do innych spraw niech się nie że w głębi serca nieraz skrywamy myśl, że Bóg nie jest tak do końca dla nas dobry, choć tego głośno nie mówimy i obwiniamy Go za wiele rzeczy. Bóg czasem nie daje czegoś, o co prosimy dla naszego dobra. My się buntujemy, bo nie widzimy skutków, jakie mogą nastąpić. Podobnie jak dwuletnie dziecko, które matka prowadzi na pobieranie krwi, jest złe na mamę, że przyprowadziła je tu, że je kłują, boli, krew ściągają. Ale matka wie, że bez badań krwi nie będzie można wyleczyć je z poważnej choroby (choć pobieranie krwi nie jest przyjemne), na którą dziecko może umrzeć. To jest wyraz miłości, troski, opieki matki nad dzieckiem. Dziecko o tym nie wie i wydaje się jemu, że mama robi źle. Jeśli nie przebaczyłeś komuś: sobie, drugiemu człowiekowi czy też Bogu, uważaj na słowa: odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom, bo Bóg może wysłuchać modlitwy... I wtedy masz co opisałem, wydarzyło się naprawdę. Nich cię Bóg syn umiłowany _________________ Pt lip 04, 2014 4:14 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Niech Bóg będzie uwielbiony za łaski jakie Ci dał. A teraz, zejdźmy na ziemię. I bądź łaskawy uważnie przeczytać, co mam Ci do uważnie, jak ja przeczytałem Twoje tak pisze? Otóż byłem w sytuacji podobnej do Ciebie Krzysztofie i piszę to co piszę, żeby Cię ostrzec:"Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem". Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni." Łk 11, 24-25 Teraz być może jesteś bardzo gorliwy i wręcz płoniesz. Natomiast zaklinam Cie uważaj by światło, które jest w Tobie nie stało się ciemnością. I mnie się Chrystus objawił. Pokazał mi Miłość i rozkosz ponad wszelkie ludzkie wyobrażenie przyjemność tak ogromną, że niemal mnie zabiła, ach jak wtedy pragnąłem odejść do Niego. Moc siła i wiedza ponad jakiekolwiek ludzkie zrozumienie. I coś ukrytego... Coś czego wtedy nie rozumiałem. To był gniew. Za to, czego miałem się dopuścić. Cichy i subtelnie dnia przyszedł czas próby, straciłem wszystko na czym mi zależało, wszystko co kochałem. A Bóg... Po prostu milczał, jak nigdy wcześniej zwyczajnie milczał. Odszedł i ulotnił się. Wystawił mnie na próbę, żeby sprawdzić czy naprawdę go kocham, tak jak co się działo potem, gdy spojrzę na to z dzisiejszej perspektywy to nie mogę uwierzyć, że zło, którego się dopuściłem było rzeczywiście moim "dziełem". Kilka osób omal nie straciło przeze mnie życia, rodzinę doprowadziłem do ruiny, wyłem niczym potępieniec z bólu, rozpaczy i nienawiści. Napady szału i wściekłości, ataki na ludzi, zwierzęta, rzeczy nawet. I w tym Bóg wysłuchał mojej prośby, a prosiłem Go:"Boże doświadczyłem już nieba, a teraz pozwól mi doświadczyć piekła"I tak też się czułem. Nienawiść do Boga i ludzi wzmagała się z każdym dniem, doznałem obłędu i przeszkody we wszystkim co czyniłem. Kiedy nastał poranek modliłem się by już był wieczór, a kiedy nastał wieczór modliłem się żeby nastał poranek. Tym mękom nie było końca. Dnie zamieniały się tygodnie, tygodnie w miesiące, a miesiące w lata. Zacząłem się uspokajać, kiedy omal nie straciłem życia z tak kochałem Boga i byłem gotowy zrobić dla Niego wszystko. Ktoś może powiedzieć: wcale nie byłeś, skoro od Niego odszedłeś. Owszem byłem. I sam Chrystus wie to czas temu, chyba miesiąc czy może dwa przed dniem dzisiejszym przemówił do mnie demon. Przemówił pięknym, melodyjnym, kobiecym głosem: Kiedy zdechniesz...Chciał mi chyba powiedzieć, że zabierze mnie do siebie, czego nie chcę i nie zamierzam się wybierać do gehenny. Uważaj Krzysztofie, bo może być tak, że całe Twoje życie się zawali niczym domek z kart, a Twoja wiara i miłość do Boga rozwieją się jak dym z papierosa. Ostrzegam Cię, żebyś wiedział, że tak może się stać. Hiob wytrzymał swoją próbę, ja swojej nie wrażenie, że Chrystus powiedział do mnie: "Myślałeś, że cię tak zostawię? Ja nie odpuszczę." Modliłem się, płakałem, ale grzech ciągle we mnie kwitnie, a wyrwać tego plugastwa z korzeniami ze swojej duszy nie umiem. Zaiste jestem jego niewolnikiem, jak sam chciałem Cię dołować, tylko ostrzec. W tamtym czasie diabeł atakował mnie z taką furią, że jest to niewypowiedziane w moich myślach, rękoma innych ludzi, dostał jakiejś wścieklizny i naprawdę nie rozumiem o co mu chodziło, że się tak na mnie uwziął. Nie widziałem w sobie niczego, co by go mogło tak rozwścieczyć, choć obecnie chyba wiem o co mu chodziło... Szatan jest strasznie zawzięty, powiedziałbym nawet że każdym razie był to bardzo, bardzo ciężki czas dla mnie. Nie szło tego wytrzymać. Być może kiedyś się dowiem, po co to wszystko, a Tobie mówię - uważaj i stąpaj ostrożnie. Mnie zdradzili nawet najbliżsi. Także bądź ostrożny "Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!" Mt 10, 16Cóż, cieszę się, że Cię Pan do siebie pociągnął. Bądź tak dobry i proś go bym się z nim spotkał w Niebie. A ja ze swojej strony poproszę go, by nie zsyłał na Ciebie najcięższych prób. Pt lip 04, 2014 7:36 pm krzysztof+++ Zagadywacz Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pmPosty: 124 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Re: Bóg przyszedł do mnie Dzięki za post. Ale nie rozumiem "by światło w tobie nie stało się ciemnością"? Światło nie może być tylko we mnie, jest ono dla ludzi, nie dla mnie, nie mam nic dla siebie, nawet światła. Wszytko co mam (czas, wiarę, nadzieję, nie pochodzi ode mnie) chce oddać drugiemu człowiekowi. Miłość rozdana, pączkuje, powiększa się. I taki jest w skrócie sens życia. Miłość. Pragnienie nieba dla drugiego człowieka. Jak zauważyłeś, już wtedy Jezus mógł mnie zabrać do nieba, ale Pan pokazał mi, zobaczyłem, że ja chce być najpełniej radosny w niebie, chce wypełnić Jego wolę, ważne jest dla mnie to, aby więcej ludzi się cieszyło zemną pobytem w Niebie (nie egoistycznie, w niebie ja sam i Bóg)I dlatego ze względu na moją szczerą rezygnację z nieba, z siebie, w tamtej chwili, oraz miłość do Boga i ludzi, którą Jezus we mnie wyzwolił, pokazał, jestem jeszcze tutaj (także ze względu na Ciebie skoro czytałeś to świadectwo). Inaczej mówiąc powiedziałem Panie chce być z Tobą już, teraz, i Ty to wiesz ( a skoro widziałeś Jezusa wiesz, że jest to najpiękniejsze uczucie na świecie i z niczym nie może się równać i trudno z niego zrezygnować, oddalić w czasie) ale skoro jeszcze mogę coś dla Ciebie zrobić, przydać się, to dobra, zostaję, kocham że będzie trudno, no cóż "Pan mój i Bóg mój" Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Swoją droga dlaczego my zawsze myślimy, że jak oddamy życie Jezusowi to nam zaraz coś się stanie, zawali, będzie gorzej, pochorujemy się (to robota złego). Czy swoje dziecko, które się do nas przytula,wchodzi na kolana, zrzucamy i bijemy patelnią, aby zobaczyć czy nas naprawdę kocha i ile wytrzyma.... jest Miłością. Zobaczmy ilu było królów, wodzów, ludzi wielkich, którym się dobrze powodziło, a Bóg był z nimi. Natomiast rozumiem i wiem, że są ludzie którzy myślą, że kochają Boga, ponieważ nikogo nie kochają. Myślą, że są tacy samotni, niechciani, biedni, nieszczęśliwi i tak sobie pójdą do kościółka popłaczą przed krzyżem, pomyślą Jezus taki biedny i ja taki biedny. Jezus odrzucony i ja taki odrzucony. Tak Jezus było odrzucony, a taka ludzka postawa to egoizm. Tak kochasz Boga, jak kochasz ludzi. Nie można kochać Boga nie kochając ludzi, siebie. Ktoś powie jak to tak kochać siebie ? Tak kocham siebie, jestem piękny, bo jestem jego stworzeniem, jego dzieckiem. A jak On mnie stworzył, w raju, to aż sobie usiadł w niedziele i się na mnie patrzył zachwycony i nic więcej tego dnia nie się za wszystkich ludzi, aby byli w Niebie. I jeśli sami piekła nie wybierzemy, to tam nie Cię Bóg Błogosławi. _________________ Cz lip 10, 2014 4:55 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Niech błogosławi też Ciebie, wszystkiego dobrego. Cz lip 10, 2014 7:45 pm maniac13 Milczek Dołączył(a): Cz lip 10, 2014 10:16 pmPosty: 2 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Bóg jest zawsze z nami, tylko nie każdy tego chce, bądz nie potrafi albo boi sie prosić o pomoc drógiego, bądz też w swoim czasie przyjdzie do nas i wzmocni nas nasza wiarę i pokaże że tylko za jego miłością możemy być blisko niego, że musimy za nim podążać jako jego owieczki, Za Jezusem głosząc jego słowo jak Apostołowie, niewiele osób w kościele stosuje się do tego co mówi Nam Jezus że musimy głosić słowo Boże że musimy pokazywać jak wielkie jest jego miłosierdzie i jaką miłością nas daży, przychodzimy do kościoła ale czy my jako lud Boży na codzień praktykujemy jego słowo, czy uczymy się kochać bliźniego. Mam 21 lat już prawie i przeżyłem bardzo dużo mimo młodego wieku, modliłem się do szatana, nawiedzał mnie szatan, miałem sny w których widziałem jak moja dusza zapada sie w mrok, jak Antychryst dostaje pełną moc od Szatana, gdy chciał mnie opętać, bo odszedłem od Boga od Jezusa gdyż wtedy myślałem że go nie ma, wiem ze nie jestem dobrym człowiekiem dlatego na swoim przykładzie próbuje pomagać innym, naszą rolą jest pomagać innym dażyć innych miłością opiekować się słabszymi, zrozumiałem to z czasem, nim zrozumiałem co jest tak naprawdę ważne, byłem głupim nastolatkiem i dzieckiem, które było aroganckie, jako dziecko bałem się chciałem sie powiesic za to ze nikt mnie nie lubi, że moje życie jest bezsensu że nie mam po co żyć, lecz z perspektywy czasu zrozumiałem wiele ze każdy człowiek ma indywidualny cel w życiu, są ludzie wybrani którzy będą musieli się poświęcić i życ w Bólu i cierpieniu lecz ich wiara sie nie zachwieje bo Jezus będzie obok czuwał, miałem sny w których widziałem jak ludzie będą cierpieć, mam wszystko przed oczami codziennie ze nastaną dni w ktorych bede sam lecz będę wiedział co mam robić, nie myślę o sobie jak o niezwykłym człowieku myśle że każdy z nas musi wycierpieć aby zrozumieć to że mamy kogoś kto zawsze jest przy nas, a Nasz Ojciec w Niebie zawsze o nas dba gdy tylko o to prosimy mając czyste serce, badzmy sprawiedliwi i nie osądzajmy nikogo swoją miarą zostawmy osąd Jezusowi i Bogu bo my nie jesteśmy godni osądzania innych, dożyjemy czasów gdzie Bóg pokaże nam ze dobre owoce naszej pracy odrzucenie gniewu pychy i oszustwa wleje w nas taką miłość która tu na ziemi jest nieoceniona i niezmierzona, Ufajmy Bogu i niech Jezus w swojej miłości Błogosławi ludzi i uwolni ich z pod jarzma ucisku Szatana, który teraz będzie oczerniał Jego w najochydniejszej postaci, każdy z nas jest cenny dla Jezusa i on każdego Kocha tak samo, bądzmy wierni Jemu do Końca, ja jako młody człowiek już dorosły pod względem wieku zamierzam walczyć, abyśmy my jako lud Boży mogli żyć pełnią życia, niech Bóg oświetla nasze serca bo w nim jest najszczersza prawda i miłość, nie jestem najlepszym człowiekiem bo dużo nagrzeszyłem, chciałbym właśnie aby każdy rozumiał to co Bóg i Jezus chce nam przekazać, aby każdy wiedział że miłość jest środkiem na wszystko, dzieki niej możemy dokonać wielu rzeczy, a Bóg zawsze będzie przy nas. Mam na imię Przemek i wierzę że każdy z nas będzie żył w pokoju razem z Bogiem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Cz lip 10, 2014 11:19 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie PrzemekŚwięte słowa Przemku. Oby więcej było ludzi takich jak Ty. Szerzmy więc wzajemną miłość wokół siebie. Wybaczajmy, aby i nam Bóg wybaczył. Bądźmy wyrozumiali i łaskawi dla tych, co nam urągają tak jak Bóg okazuje nam wyrozumiałość i łaskę. Pamiętajmy o potrzebujących, słabych i opuszczonych, tak jak Bóg pamięta o wzajemnych sporów, bo nie prowadzi to do miłości, a tylko do rozdwojenia. Przemku, Krzysztofie, pomodlę się za wami i Wy pomódlcie się za mnie. Abyśmy wszyscy mogli usłyszeć:"Dobrze, sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię. Wejdź do radości twojego pana" Pn lip 14, 2014 10:15 pm Przewrazliwiona Dyskutant Dołączył(a): So wrz 26, 2009 9:05 pmPosty: 302 Re: Bóg przyszedł do mnie hmhmm napisał(a):Hiob wytrzymał swoją próbę, ja swojej nie tam: "Wystarczy ci mojej łaski" 2 Kor 12,9 poza tym "Każdy dostaje tyle ile potrafi unieść"@krzysztof+++: wow, dzięki za opisanie tego wszystkiego!!! _________________"Jakżeż mogę rozumieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni?" Dz 8, 30-31 Cz lip 17, 2014 11:41 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Przewrazliwiona napisał(a):poza tym "Każdy dostaje tyle ile potrafi unieść"Ewentualnie tyle, żeby tego nie przeżyć, jak np męczennicy. Pt lip 18, 2014 3:48 am krzysztof+++ Zagadywacz Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pmPosty: 124 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Re: Bóg przyszedł do mnie Moi drodzy, celem życia na ziemi nie jest żyć w spokoju i dostatku i pokładać w nim ufność. Świat jest dobry (Bóg widział, że było dobre) ale nie dobry dlatego, że jest bezpieczny (można złamać rękę, pochorować się, okradną cię itd. Dobry, aby zostać świętym. Tyle jest możliwości na tym świecie, aby czynić dobro dla drugiego człowieka, pomagać, wybaczać, tyle zmagań, tyle okazji do poświęceń. Musimy pamiętać (o czym często kapłani nie mówią, zapominają lub myślą, że wierni o tym wiedzą), że my już nie żyjemy. Zostaliśmy utopieni, tak utopieni dla świata, w chrzcielnicy. Utopieni dla tego świata i jego wartości, ludźmi już po swojej śmierci. Dziś kościół potrafi to wytłumaczyć teologicznie, ale pierwsi chrześcijanie mówili” nie potrafimy wam tego wytłumaczyć, że my już nie żyjemy dla świata tylko dla Chrystusa, i szli odważnie na śmierć. Męczeństwo jest darem. Fakt darem, o który trudno się mi jeszcze modlić i go wyczekiwać. A jeszcze trudniej życzyć komuś np. mówić, życzę Tobie daru męczeństwa. Ale jest łaską zaszczytem być godnym cierpieć dla Chrystusa.(nie bójcie się tych, którzy ciało zabijają „ to nic takiego przydarza się ” ale bójcie się tego który ducha prowadzi na zatracenie. _________________ Pt lip 18, 2014 8:52 am hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Nie chcę wam tu podnosić ciśnienia, ale kiedy przychodzą poważne próby i pokusy, to wszystko już nie wygląda tak cukierkowo. I moim zdaniem każdy chrześcijanin powinien się na to przygotować, czy chociaż mieć świadomość, że coś takiego może nastąpić. Szczególnie ten, co chce się "umarliśmy" czy żyjemy dalej jesteśmy grzesznymi ludźmi. To co wcześniej napisałem do Krzysztofa, to nie po to, żeby przestał się uświęcać. Dobrze robi. Napisałem to, żeby wiedział, że jak się uświęci jeszcze bardziej, to całe piekło na niego wylegnie. A szczególnie jeśli zacznie zdobywać dusze dla Chrystusa. Żeby się nie zdziwił jak mu zaczną po domu latać przedmioty same z siebie (dosłownie latać), albo wszyscy go znienawidzą, włącznie z chrześcijanami. Czy też wpadnie w głęboką i bolesną chorobę czy w końcu materialną to nie jest jakiś tam sobie chłopek roztropek. To był anioł boży, widział Pana twarzą w twarz. Nasza inteligencja są w porównaniu z jego inteligencją robaka i tak nas też traktuje, jak zacząć na przykład podsuwać bluźnierstwa i obrzydliwe obrazy, naprawdę obrzydliwe, a nie jakieś tam sobie seksualne, nie o takich mówię, ale nie tak sobie. Nie, nie. Godzina po godzinie, od rana do wieczora, przy każdej okazji i tak przez na przykład kilka miesięcy. Także nie wyobrażajcie sobie czasem, że świętość to takie sobie Bóg? Może wtedy zacząć udawać, że Go nie ma. Tak jakby się odsunął, tak to może wyglądać. To są naprawdę ciężkie próby i słowa w rodzaju "wystarczy ci mojej łaski" nikogo w nich nie pocieszą, zapewniam daj się zwieść jeśli coś takiego na Ciebie przyjdzie Krzysztofie, bo będzie się wydawać, że Bóg Cię opuścił. On jest cały czas, cały czas daje łaskę, nawet jeśli się tego nie czuje. Pt lip 18, 2014 2:11 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie Cuda, czy inne rzeczy nadzwyczajne też się mogą zacząć dziać. Bo przecież dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Żebyś się Krzysztofie nie zdziwił jak na przykład zaczniesz być w kilku miejscach na raz, czy wskrzeszać zmarłych, choć czy tak będzie, nie najlżejszych należy uspokajanie rozwścieczonych ludzi samym tylko spojrzeniem. Autentycznie dochodzi do takich rzeczy jak pisze psalmista i nie sposób tego inaczej wytłumaczyć jak bożą opieką:"bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień. Będziesz stąpał po wężach i żmijach, a lwa i smoka będziesz mógł podeptać"Ps 91, 11-13Tutaj znowu trzeba i tak uważać, żeby nie wpaść w pychę. Czasami dochodzi do tego, że człowiekowi jest tak dobrze, że nie przestaje się uśmiechać, różne rzeczy mają czy inaczej świętość to bardzo ciężki kawałek chleba. A chcąc zostać świętym trzeba być przygotowanym na najgorsze. Pt lip 18, 2014 2:22 pm PeterW Czuwa nad wszystkim Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pmPosty: 6503 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Re: Bóg przyszedł do mnie krzysztof+++ Jako adwokat diabła powiem tak:Gdyby nie wtrącenie w tekście że masz dzieci, to pomyślałbym, że to wypracowanie kleryckie.. A poza tym wiesz.. Taki dowcip mi się nasunął: Co znaczy że mówisz do Boga? - znaczy to że się modlisz. A co oznacza jeśli Bóg do Ciebie przemawia? Znaczy że jesteś szalony (sorki za złośliwości )No cóż.. w pełni popieram co hmhmm napisał. Jedno mnie niepokoi tak poza tym.. widzę tu jedno zagrożenie - żebyś się nie wbił w pychę - że rozmawiasz z Bogiem i masz wielką misję nauczania. _________________"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55 Pt lip 18, 2014 2:39 pm krzysztof+++ Zagadywacz Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pmPosty: 124 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Re: Bóg przyszedł do mnie Czy mam misję nauczania...może, (raczej to się uczę od was, bo dopiero wierzę a właściwie wiem, że Jezus jest od 5 lat ) choć nikomu nie każę robić tego co piszę. Ot dobre rady (wiem, wiem radami piekło i tak dalej), których ja nigdy wcześniej (za młodu) nie słyszałem lub nie chciałem słyszeć. Że słyszałem Boga i jestem wariatem...tak słyszałem, tak chce być wariatem i nie leczcie mnie ! chcę słyszeć Go codziennie (choć nie słyszę). Chce być wariatem i klękać przed białym chlebkiem i dla Niego tracić czas, podczas adoracji. Tak, o to, aby nie wpaść pychę, modlę się. Mam nadzieje, gdyby to się stało,a ja sam się nie zorientuje, moja wspólnota mi o tym powie. Ataki złego przerabiam od 5 lat wcześniej wydawało się, że go nie ma, nie istnieje. Z nim jak z odciskiem na mojej stopie, wiem, że jest i czasem boli. Atak jest też często sygnałem, że idę w dobrą stronę, gorzej jak by ich nie było. Więcej o nim i atakach nie chce pisać..... bo szkoda na kudłatego naszego czasu. _________________ Pt lip 18, 2014 3:33 pm krzysztof+++ Zagadywacz Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pmPosty: 124 Płeć: mężczyzna wyznanie: katolik Re: Bóg przyszedł do mnie do hmhmm a właściwie to skąd wiesz o uspokajaniu samym wzrokiem rozwścieczonych, nie przychylnych ludzi ? zaobserwowałem to u siebie od paru dni (i jeszcze nikomu o tym nie mówiłem, ale jeszcze nie rozeznałem czy to od złego czy Dobrego. Choć bez modlitwy wydaje się, że od Dobrego. _________________ Pt lip 18, 2014 3:39 pm hmhmm Niesamowity Gaduła Dołączył(a): N maja 11, 2014 2:01 amPosty: 1870 Płeć: mężczyzna wyznanie: wierzę w Jezusa ale nie uznaję Trójcy i/lub Biblii Re: Bóg przyszedł do mnie krzysztof+++ napisał(a):do hmhmm a właściwie to skąd wiesz o uspokajaniu samym wzrokiem rozwścieczonych, nie przychylnych ludzi ? zaobserwowałem to u siebie od paru dni (i jeszcze nikomu o tym nie mówiłem, ale jeszcze nie rozeznałem czy to od złego czy Dobrego. Choć bez modlitwy wydaje się, że od sam to robiłem. Jeden z tych nieprzychylnych ludzi łapiąc mnie za kurtkę spojrzał mi w oczy i wyglądał, jakby skamieniał hahahaha Kolega się niestety odezwał do niego, ten mnie puścił i kolega dostał w twarz :/ Zdaje się, że za mnie, auć hahaha Aaach, wybaczcie Pisałem Ci przecież, że i mnie objawił się Chrystus Fajnie Choć obecnie jestem od Niego dalej niż byłem kiedyś. I ja nie nazywam Cię wariatem Na bliskość Boga po prostu tak się reaguje. Dostaje się szczęście i radość, których nie sposób w sobie zatrzymać i chce się o tym mówić całemu pokora to prawda, a nie masochizm, nie zakładam, że się nad sobą znęcasz, ale ja po pewnym czasie tak zacząłem traktować pokorę, czego nikomu nie polecam. Pt lip 18, 2014 4:41 pm Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Strona 1 z 12 [ Posty: 173 ] Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 12 Następna strona Strona główna forum » Dyskusje międzychrześcijańskie (tylko dla chrześcijan) » Świadectwa Strefa czasowa: UTC + 2 Kto przegląda forum Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postów Szukaj: Skocz do: Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - Kontakt i o nas | Wspomoz nas | Reklama | Ksiega Gosci Copyright (C) Salwatorianie 2000-2019 Ten próg miłości ojcowskiej przekroczy Bóg Ojciec w ofierze swego Jednorodzonego Syna. Po drugie, w Jezusie miłość Boża jest konkretna. Człowiek domaga się znaków, dowodów miłości, by uwierzyć, zawierzyć miłości drugiej osoby. Jezus nie jest dowodem Bożej miłości – On jest samą miłością Boga do człowieka i do świata. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz, wiedziałem, że nie chcę żyć. Było około godz. 23. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle… Urodziłem się w rodzinie uważanej za katolicką. Otrzymałem wszystkie sakramenty. Od dzieciństwa Bóg był mi przedstawiany jako sędzia, który karze za nasze złe uczynki a za dobre wynagradza. Budził we mnie bardziej lęk aniżeli miłość, bo nigdy od Niego nic dobrego nie dostałem (tak mi się wtenczas wydawało), a życie moje nie było szczęśliwe. Raczej zawsze próbowałem się przed Nim chować, a nie Go szukać. Często bałem się Go spotkać, aby przypadkiem czegoś mi nie kazał, albo czegoś nie zabronił. Bo wiadomo - jak mi coś będzie kazał, to będzie się wiązało z jakimś wyrzeczeniem, dyskomfortem, to raczej pogorszy mi się w życiu, a nie polepszy. Odkąd pamiętam, mój ojciec nadużywał alkoholu. Często z tego powodu wybuchały w domu kłótnie, awantury. Będąc w wieku około 5 lat przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem Go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia moja sytuacja w rodzinie, ojciec jak pił tak pije, bieda jak była tak i jest itd. Wniosek przyszedł szybko (...). Bóg mnie nie słucha. Bóg nie spełnia próśb. Bóg się mną nie interesuje, Bogu też na mnie nie zależy. Bóg jeśli jest, to mało Go obchodzę. Muszę sobie radzić w życiu sam i nikogo nie potrzebuję. Sakramenty Komunii świętej oraz bierzmowania przyjąłem bez wiary, bez wewnętrznej potrzeby oraz wiedzy, o co tak naprawdę w przyjmowaniu sakramentów chodzi. Inni je przyjmowali, to ja też, właśnie żeby nie być innym. Lecz moje serce wcale do Boga się nie zbliżyło a przynajmniej tego nie odczułem i zdanie o Nim pozostało podobne jak w dzieciństwie. Jeśli chodziłem do kościoła, to pod przymusem ze strony katechety, mamy, nakazu, bojaźni przed karą Bożą, a nie z własnego wyboru. W kościele czasem byłem (dla tradycji), ale na Mszy świętej raczej myślami, duchowo, nieobecny. Sąsiedzi uważali nas za katolicką rodzinę. Tak mijały lata bez Boga, bez spowiedzi. Ożeniłem się mamy dwójkę dzieci. Pracując zawodowo, układało się nam wspaniale, ale do czasu. Spotkałem kiedyś człowieka z innej kultury, który zapytał mnie, czy wierzę w Jezusa i czy jestem katolikiem. Trochę zaskoczony pytaniem, trochę przestraszony, na dwa pytania odpowiedziałem negatywnie (czyt. zaparłem się Boga). Po chwili pomyślałem: „ale ze mnie żenada” - nawet nie przyznałem się, że jestem ochrzczony, po Komunii, bierzmowany, ślub kościelny. I od tej chwili, od tamtego momentu, z perspektywy czasu dostrzegam, że Jezus wziął się za robotę. Wspaniałą pracę, którą miałem od kilku lat (czyt. dobrze płatną i nie męczącą), straciłem w chwilę (podczas nieobecności urlopowej). W gospodarstwie domowym zaczęło nam brakować pieniędzy, aby żyć na dotychczasowym poziomie, więc zaciągnąłem ogromny kredyt, którego nie mogliśmy spłacić. Po czasie pieniądze się skończyły. Nie widziałem wyjścia z sytuacji, nawet małego światełka. Pewnego wieczoru kupiłem alkohol, aby się upić. Miałem nadzieję, że smutki może staną się lżejsze do zniesienia. W domu byłem wtedy sam. Po upiciu się, myśli w mojej głowie stały się koszmarnie złe (ktoś „mi myślał”, czyt. zły duch). Zły zaczął mi przypominać wszystkie tragiczne momenty w moim życiu. Jakby patykiem rozdrapywał zagojone, zapomniane rany. Przypominał sytuacje z mojego życia, aby pokazać, jaki jestem do niczego, niekochany, wyśmiewany, nie potrafiący wyżywić rodziny, niechciany, nic dobrze nie potrafiący zrobić, bez talentów, jedno wielkie dno, nie zasługujące na czyjąkolwiek miłość lub szacunek. I ja w głębi serca przyznawałem temu rację. Powodowało to ogromny ból, ból mojej duszy, taki ból, że jedyną ucieczką od niego wydawała się śmierć, a właściwie pewność, że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Zacząłem robić wyrzuty Bogu bez nadziei, że mi odpowie: - Dlaczego moje życie jest takie popaprane? Nie takie, jak mają inni, nie takie, jakbym chciał? Nie było odpowiedzi. Po około godzinie takich rozmyślań i płaczu byłem zdecydowany. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz, wiedziałem, że nie chcę żyć. Było około godz. 23. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle… Wszechogarniający Pokój… /jest mi tak bezpiecznie, niczego się nie boję/ Potężny ocean Miłości, ogarniający duszę moją i wlewający się do niej. Światłość niepojęta, wszędzie, biała, tak ogromna, że powinna razić, a nie razi, parzyć, a nie jest mi wcale gorąco. Jest mi tak dobrze. W życiu nie było mi tak dobrze. Wiedziałem już. Moja dusza wiedziała (mimo, że byłem przed sekundą pijany, dusza moja była trzeźwa). To Ty jesteś, Jezu (stwierdzenie ze zdziwieniem). Istniejesz naprawdę (pewność, radość). Myślałem, że Ciebie nie ma, może żyłeś kiedyś, ale nie dziś. Nie wierzyłem w Twoje istnienie tu i teraz, wiesz przecież. Już dusza moja wie i pragnie poznawać Ciebie w każdej sekundzie więcej i więcej, chcę o Tobie wiedzieć jak najwięcej, być jak najbliżej Ciebie, w Tobie, poznawać Ciebie. Tu padły słowa, których nie zapomnę do końca życia i jeszcze dłużej. Jezus (słowa): Kocham Cię (ciepły męski spokojny głos). Wielka fala miłości. Poznałem ogrom miłości Boga do mnie. Miłość zalała całą moją duszę. Rozpłakałem się. Łzy nie chcą przestać płynąć, wylewają się ze mnie strumieniami (to nie był zwykły płacz, ale rzeki łez). Jezus dał mi zobaczyć swoją duszę. - Widzę, stojąc przed Tobą, Jezu, jak nędzna jest dusza moja, mała, czarna, skulona, jakby mokra, spleśniała, cuchnąca szmata, którą nawet dotknąć przez rękawiczkę bym się brzydził - powiedziałem. Zapytałem: - Mnie? Za co mnie możesz kochać? Nędzny, marny jestem, Ty wiesz, jaki jestem. Nie jestem godzien Twojej jestem godzien kochania. Poczułem uderzenie - strumień miłości bezinteresownej, pełnej akceptacji, bezwarunkowej, za nic, od zawsze i na zawsze. Zobaczyłem małe nierozerwalne strumienie (miłości, opieki) wychodzące ze światła Jezusa do każdego człowieka i poczułem, że Bóg sam opiekuje się każdym człowiekiem i każdego bezgranicznie zna i kocha. Po odczuciu bezwarunkowej wielkiej miłości, moje nastawienie do mojej osoby się zmieniło. - Skoro jesteś i mnie kochasz tak wielką miłością i jest mi tak dobrze z Tobą... to ja już nie chcę sam, sobie odbierać życia, nie ma już we mnie takiej woli (jakby nigdy nie było), ale chcę być z Tobą na zawsze, zawsze przy Tobie, zabierz mnie ze sobą. Już wiedziałem, że On jest, jest Miłością i najlepiej przecież się zajmie moją rodziną, nie odczuwałem żadnego lęku, żalu, że zostawię bliskich na ziemi. Wręcz przeciwnie, cieszyłem się, że Bóg się o nich zatroszczy w najlepszy dla nich sposób. Była chęć odejścia, ale motyw był już inny, nie chciałem odchodzić z tego świata, bo mi tak źle, ale chciałem odejść, bo jest mi tak dobrze z Jezusem. A może nie tyle odejść z tego świata, co wrócić do Ojca, do domu. Bo tam jest mój dom, moje miejsce. Nie jestem z tego świata. Jezus (myśl do mojej duszy. Z Bogiem można rozmawiać bez słów): - Znajdziesz mnie w Kościele i w Moim Słowie, nie zostawię Cię sierotą, jestem zawsze przy tobie. Teraz wiesz, że Ja jestem zawsze przy tobie i zawsze cię kochałem, kocham i będę kochał. - Ale w kościele mam Cię szukać? - zapytałem. - Ci księża są tacy... no wiesz, jacy... nie lubię ich, denerwują mnie, zawiodłem się na nich. Jezus: Choćby wszyscy kapłani na świecie Cię zawiedli, wiedz, że Ja Jestem Najwyższym Kapłanem, a Ja nigdy nie zawodzę. Za kapłanów się módl, bo są ukochanymi duszami Moimi. Wiedz, że mają dwa razy więcej pokus niż Ty. - Panie widzę swoją duszę i wiem jaka jest. Ale stojąc przed Tobą w Oceanie Twojego Pokoju, Miłości i Światła, ja, nędznik, kocham Cię i chcę być z Tobą na wieki. Prowadź mnie do siebie, do wieczności z Tobą. Nie puszczę Ciebie, będę się trzymał… Twojej nogi. Jakbyś chciał pójść gdzieś beze mnie, nie puszczę Cię, choćby cierpienia moje na ziemi były ogromne, muszę być zawsze z Tobą na wieki, muszę, chcę, pragnę. Jezus nie powiedział mi, że mnie nie zabierze, ale dał mi odczuć, jaki będzie mój największy smutek zaraz przed wejściem do nieba. Poczułem, że będzie to smutek powodowany tym, że tak mało istnień ludzkich doprowadziłem do Boga i na tak mało zaistnień ludzi, dzieci, na tym świecie wyraziłem zgodę. Że moja radość nie będzie pełna, jeśli w niebie nie znajdzie się więcej dusz, które mógłbym przyprowadzić do Pana. Radość nie jest pełna, jeśli nie mamy się nią z kim podzielić. Chciałem, aby jak najwięcej dusz cieszyło się ze mną pobytem w niebie. Spotkanie się zakończyło tak nagle, jak się rozpoczęło. Nie wiem, ile trwało, może sekundę, może dwie godziny. Podczas przyjścia Jezusa - wiem, to dziwne - ale nie było czasu. (Po półtora roku urodził mi się syn.) Następnego dnia rano, gdy wyszedłem na ulicę, patrzyłem na twarze ludzi. Próbowałem w ich spojrzeniach dostrzec informacje, że do nich też przyszedł kiedyś Jezus, bo przecież nie jestem wyjątkowy, skoro był i u mnie, to i u nich na pewno też. Miałem przekonanie, że do nich też przychodzi, tylko nie mówią o tym fakcie. Chciałem krzyczeć na ulicy z radości, że Jezus jest. Lecz odwagi mi zabrakło. Wahadełko, które miałem z czasów młodzieńczych, wyrzuciłem do kanału ściekowego, czułem że tam jego miejsce. Zacząłem nosić krzyż na piersi, chodzić do kościoła w niedziele i niekiedy w dni powszednie, szukać Jezusa, szukać rozmowy z Nim, tyle chciałem, żeby mi powiedział, wyjaśnił. Z wielkim strachem poszedłem do spowiedzi, ale była ona bardzo krótka i płytka. O wizycie Jezusa w moim domu i duszy kapłanowi nawet nie wspomniałem. Znowu strach, że uzna mnie za wariata. Wysłuchałem gdzieś w internecie fragmentów „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Każdą niedzielną Mszę (przez 4 lata) ofiarowałem za dusze czyśćcowe i prosiłem świętą Faustynę o obecność przy mnie na każdej Mszy Świętej, gdyż bluźnierstwa w mojej głowie i rozproszenia podczas nabożeństw były bardzo silne. Prosiłem dusze czyśćcowe o modlitwę za mnie. Po około 4 latach od opisanych powyżej zdarzeń, podczas Mszy świętej chciałem coś ofiarować Bogu, Jezusowi. Zacząłem szukać w myślach - co ja mam takiego najcenniejszego, cóż bym mógł ofiarować. Pierwsza myśl: nic nie mam. Za chwilę przyszła odpowiedź: Życie. Wolną wolę. Przyszła myśl do mojej głowy ze słowami: Życie chcesz oddać śmieciu? Wolną wolę? Spójrz na świętych, jak oni skończyli, w biedzie, zabici, zagłodzeni w celi, odrzuceni, nie rozumiani przez innych, jeden ukrzyżowany głową w dół. Tego chcesz? Wtedy to właśnie powiedziałem szybko, nie rozmyślając nad złym głosem: - Panie, po ludzku to nic nie mam (sławy, bogactwa, urody, umiejętności, talentu. pobożności), ale to, co mam, to oddaję Tobie (ręce, nogi, oczy, słuch). Niech się dzieje w moim życiu wola Twoja, co chcesz, to rób. Mam umrzeć dziś - dobra. Mam być kaleką - dobra. Mam zwariować albo być uznany za wariata - dobra. Mam być żebrakiem – dobra, zgadzam się na wszystko. Niech się dzieje wola Twoja. Niech Twój plan, nie mój, względem mojej osoby się realizuje, bezwarunkowo. Oczywiście daj, Panie, siłę, abym Twoim planom podołał, nigdy nie zwątpił, z Tobą wszystko mogę. Uświadomiłem sobie, że właściwie pierwszy raz się prawdziwie pomodliłem „bądź wola Twoja (od pojawienia się Jezusa w moim życiu klepałem pacierz rano i wieczorem, nie zastanawiając się, co właściwie mówię). Oddanie życia i woli było jak skok w przepaść. Lęk odczuwałem. Ale wiedziałem, że jak „skoczę”, bez żadnych zabezpieczeń, czyli moich pomysłów na życie, On mnie złapie. On ma dla mnie swój plan, a ja jestem gotów go wypełnić (byle bym tylko był z Nim w niebie). Kilka dni później prosiłem Ducha Świętego o dobrą spowiedź, był czas przed Wielkanocą. Czułem, że dotychczasowe spowiedzi były nijakie, z marszu, na szybko, pobieżne, bez wiary, że w konfesjonale jest Jezus. Chciałem się wyspowiadać z całego życia. Podczas spowiedzi wymieniłem parę grzechów, ale też wyznałem, że zgrzeszyłem, łamiąc wszystkie przykazania Boże (z racji na kilkudziesięcioletnią nierzetelną moją spowiedź, nie byłem w stanie przypomnieć sobie moich wszystkich grzechów), nawet zabiłem, tak zabiłem Boga, Jezusa, swoimi grzechami, moje grzechy przybiły go do krzyża, chcę wrócić do Boga, prosić o wybaczenie. Po rozgrzeszeniu, rozpłakałem się jak wariat. Zaczęło się na dobre. Wychodząc z kościoła zobaczyłem, że coś się zmieniło na świecie. Kocham wszystkich ludzi, kocham siebie, kocham trawę, każdy liść na drzewie był bardziej zielony, kontury kształtów bardziej zarysowane. W każdym z tych liści widziałem dzieło Boga. Chciałem tańczyć, śpiewać, skakać. Biec do ludzi ze słowami: „Jezus mnie i Ciebie kocha”. Nogi stały się lżejsze, jakbym unosił się 10 cm nad ziemią. Przyszedłem do domu i powiedziałem, że Jezus będzie z nami mieszkał. Domownicy pomyśleli, że w głowie mi się pomieszało. W tym dniu przyszło morze łask, o które nawet nie prosiłem: - Uwolnienie od gier komputerowych. Do tej chwili potrafiłem zaniedbywać rodzinę, siedząc przed komputerem. Prosiłem dzieci, aby chowały mi pyty, jak przyjdę z pracy, abym nie grał. Nieraz grałem do 2-3 w nocy. - Uwolnienie od internetu. Kiedyś przeglądałem godzinami strony, nawet te, które mnie nie interesowały. - Dar składania rąk do modlitwy na znak „czyń Panie ze mną co chcesz. Twoja wola niech się dzieje”. Ze smutkiem patrzę, jak mało osób składa ręce podczas Mszy Świętej (także kapłanów), modlę się za nie, aby oddały życie Jezusowi całkowicie i bezwarunkowo. - Wola mówienia prawdy. Chrześcijaństwo przestaje być nudne, nijakie, jeśli zaczniemy mówić prawdę. Spróbujcie, wtedy się dzieje, zły się wścieka, ludzie zaczynają cię obrażać, wyzywać itd. - Uwolnienie od pornografii. - Uwolnienie od chęci posiadania rzeczy. Kupowania. Marzeń o posiadaniu czegoś materialnego. - Niesamowity głód Słowa Bożego. Do dziś trudno przeżyć jeden dzień bez Pisma Świętego i rekolekcji, kazań wysłuchanych w internecie. Bóg zmienił zniewalający internet na służący do wyszukiwania Jego Słowa, nauki Kościoła, żywotów świętych. Otoczyłem się przedmiotami przypominającymi mi o Bogu, aby w roztargnieniu dnia o Nim nie zapominać: obrazki, cytaty z Pisma Świętego, aplikacja z Biblią w telefonie, wyświetlacz z wizerunkiem Jezusa itp. - Tęsknota za Jezusem. Chęć wykonywania każdej czynności z Jezusem. Nawet małej, typu przekopanie ogródka. - Dar częstej spowiedzi. - Przestały mi się podobać piosenki niereligijne. - Dar modlitwy. Modlitwa stała się dziękowaniem, a nie proszeniem. Bóg wie, co mi potrzeba, i to otrzymam. Wystarczy tylko dziękować i Go kochać, prosić o miłosierdzie. Jeśli moja modlitwa jest prosząca, to raczej za innych niż za siebie. - Brak lęku przed śmiercią. A właściwie to ja już do Ciebie, Panie, chcę, chcę bardzo (oczywiście proszę Boga, że zejdę z tego świata to tylko dla nieba). Dał mi raz usłyszeć słowa szatana, a brzmiały one „zniszczę cię świnio” (jak tak o mnie myśli, to chwała Panu, gorzej jakby mnie miał za przyjaciela i kolegę). Kiedyś naliczyłem łask 17, a pewno było dużo więcej, o których istnieniu się niedługo przekonam. Do chwili tej spowiedzi słowo „łaska” było dla mnie niezrozumiałe, martwe, wymyślone przez Kościół. Teraz już wiem, czym jest. Wiem, że jak Jezus daje, to daje to, co potrzeba i zawsze w nadmiarze. Przez kilka dni czułem przeogromną obecność Ducha Świętego, obecność Boga we mnie, do takiego stopnia, że po paru dniach pomyślałem: - Panie, już dość, stonuj miłość do mnie, nie mogę się skupić, pracować, myśleć o niczym innym, jak tylko o Tobie (takie głupie słowa do Boga powiedziałem). Bóg oczywiście z miłości do mnie stonował odczucie Jego bliskości po paru sekundach. A co dziwne, gdy to zrobił, zaraz zacząłem do odczuwania tej miłości tęsknić. Kilka dni później. Wyraźny głos w myślach moich powiedział mi: - Idź, przeproś księdza, z którego się wyśmiewałeś. - Panie, o tym też wiesz? - zapytałem. – Nie, nie pójdę. Wstyd mi jest iść do niego. Przecież on nie wie, że się z niego naśmiewałem i drwiłem. Nie było go przy tym. - Idź, przeproś księdza - kilkakrotnie Pan powiedział. Nie dał mi spokoju. Glos ten słyszałem nawet w łazience. I tam właśnie znowu się zapierałem, że nie pójdę, nie chcę, nie umiem, słaby jestem, wstyd mi iść do prawie nieznajomego księdza i go przepraszać. Jezus bez słów, w myślach w mojej głowie, powiedział: - Jakbyś wiedział, jak mi było wstyd, wisząc na krzyżu. Myślisz, że byłem ubrany? Otóż nie, byłem całkiem nagi. Wstydziłem się, ale zrobiłem to dla Ciebie. Wtedy powiedziałem: - Dobrze, jutro pójdę. Następnego dnia w pracy uporczywa, Boża myśl: „zadzwoń do księdza, sprawdź, czy jest na parafii”. Wzbraniałem się trochę, bo co ja mu powiem, jak zacznę rozmowę? - Zadzwoń do księdza, czy jest na parafii - nie ustawało w mojej głowie Odszukałem numer w internecie. Dzwonię, nikt nie odbiera. - Uff . W myślach powiedziałem: - Sam widzisz, Jezu, chciałeś, dzwoniłem, nikt nie odbiera, zrobiłem co chciałeś. Jezus: - Wsiądź w auto i jedź do niego. Co? W auto? Przecież księdza nie ma na parafii! - Wsiądź w auto i jedź do niego. Z niedowierzaniem w taki upór Jezusa sprawdziłem na mapach w internecie, jak tam trafić i ruszyłem. Jadąc, miałem myśl: zrobię, co mi Jezus mówi, ale przecież pewno i tak księdza nie zastanę i zaraz wrócę, i po kłopocie. Kilkadziesiąt metrów przed domem księdza był kościół. Jezus: - Idź do kościoła. - Ale jak, Panie? Kościół zamknięty, jest 10 rano. - Drzwi są przymknięte, ale naciśnij klamkę. Nacisnąłem, drzwi się otworzyły. Kościół był pusty. Zobaczyłem w głębi modlącego się kapłana, do którego przyjechałem. Modlił się przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Uklęknąłem w ostatniej ławce z nadzieją, że ksiądz zaraz skończy się modlić i będę mógł z nim porozmawiać. Prosiłem Maryję o odwagę do rozmowy. Mijały minuty. Spytałem Jezusa: - Jak mam zacząć rozmowę? - Powiedz prawdę, że Ja cię przysłałem. Pomyślałem drwiąco: Tak, powiem na wstępie nieznajomemu księdzu, że rozmawiam z Jezusem, to na pewno mnie wysłucha. A za chwilę pomyślałem, że skoro kapłan modli się do Jezusa, to na pewno Jezus zaraz mu powie, że tu czekam i czym prędzej zakończy modlitwę i do mnie przyjdzie, znając już moją historię. Mijały kolejne dziesiątki minut. - Panie, on tyle się modli, już prawie godzinę, nie mam tyle czasu, chciałeś - dzwoniłem, potem przyjechałem, a teraz czekam, pójdę już sobie, przyjadę kiedy indziej, jak będzie mniej zajęty. Jezus: - Czekasz już prawie godzinę? Ile Ja na Ciebie czekałem? Zrobiło mi się głupio. Wiem, Panie, czekałeś 38 lat. Przepraszam. Czekam dalej. Po około godzinie ksiądz zakończył modlitwy. Podszedłem z uśmiechem i drżeniem do księdza. - Chciałbym z księdzem porozmawiać. - A w jakiej sprawie? - Jezus mnie przysłał - odpowiedziałem radośnie. Nastała niezręczna cisza. Ksiądz mi się bliżej przypatrzył. Na buty, nogi, ubiór. Popatrzył w oczy: - Czy Jezus, to się okaże – odpowiedział. - Jezus, ja wiem, że to On - odparłem z pewnością i trochę obruszony. Oczekiwałem, że gdy tylko ksiądz mnie ujrzy i powiem, że przychodzę z polecenia Pana, rozłoży ręce i będzie zachwycony moją osobą, i że kto to do niego nie przyszedł, gość, do którego mówi sam Jezus i w ogóle chwała mi. Ksiądz powiedział, że skoro Jezus, to on zobaczy w kalendarzu, kiedy ma wolny termin na rozmowę, a że kalendarz ma w domu, więc poszliśmy razem. Dopadło mnie kolejne rozczarowanie i wyrzuty, w myślach sobie powtarzałem: - Jak to? To ja przyjeżdżam, dzwonię, czekam na niego godzinę, a on sprawdzi w kalendarzu? Ksiądz ustalił termin spotkania: za tydzień. Gdy przyszedł termin spotkania, pojechałem już bez lęku czy niechęci. Opowiedziałem mu moją historię. A gdy chciałem go prosić o przebaczenie za obmawianie go, jeszcze nie skończyłem zdania, a on już kiwnął głową, że wybacza. Poprosił mnie, abym wstąpił do jakiejś wspólnoty, bo sam sobie ze swoimi przeżyciami mogę nie poradzić, muszę być blisko innych katolików, księży. Na koniec rozmowy zaproponował, abym zabrał z kościoła wizytówkę strony o spotkaniach ewangelizacyjnych. W drodze powrotnej tak uczyniłem, wrzuciłem do auta, choć chęci udawania się na rekolekcje wtedy nie posiadałem. Po kilku dniach Pan kazał zapisać się na rekolekcje. Zapisałem się, bo już wiedziałem, że i tak nie da mi spokoju (za co dziś dziękuję Bogu). Było cudownie. Adoracja, Eucharystia, spoczynek w Duchu Świętym, oczyszczający śmiech, dar języków, dziękczynienie. Kościół katolicki stał się dla mnie żywym kościołem, w którym zawsze obecny jest Bóg z Jego darami. Jeśli myślicie, że przez moje doświadczenia Boga przestałem grzeszyć, to się mylicie. Może grzechów jest trochę mniej, ale jak się trafią, nie czekam ze spowiedzią, nie staram się na nie patrzeć i rozpamiętywać, pewnie będę grzeszył do końca życia. Teraz, jak mam zgrzeszyć, widzę Jego ogromną miłość do mnie i właśnie dlatego, że mnie tak kocha, to ja nie chcę grzeszyć. Mam dla kogo nie grzeszyć. Ważne jest dla mnie teraz to, że kocham Jezusa. Jestem grzesznikiem, ale dla Jezusa chcę zrobić wszystko, chcę być z Nim na wieki w niebie, On tak nas kocha. Jeśli upadnę, prędko pójdę do konfesjonału z prośbą: Ojcze przepraszam, chcę wrócić, wybacz, chce się poprawić. Wiem, że jest to dopiero początek drogi. Ale drogi najpiękniejszej na świecie, bo wiem - gdziekolwiek bym nie poszedł, cokolwiek bym nie zrobił, JEZUS zawsze będzie mnie kochał miłością bezgraniczną. Jezus daje też czasem poczuć mi, że jest ze mną, są to chwile szczególnie radosne. Ostatnio wieczorem słuchałem kazań (aplikacja w telefonie). Rano alarm ustawiony w komórce budzi mnie do pracy. Budzę się rano, zaspany, a tu zaskoczenie, gdy przy wyłączaniu alarmu w telefonie włączyło się kazanie i padły tylko te słowa: - Ty jesteś mój syn umiłowany. Szczęście wlało się do mojego serca i uśmiech zagościł na mojej twarzy na kolejne dni. Teraz te słowa są ze mną na co dzień (nawet jak robię sobie śniadanie, to mówię: Dzięki Ci, Panie, teraz Twój syn umiłowany będzie jadł kanapkę). Pozwolę sobie na parę rad dla was, kochani. Nie piszę ich dlatego, że jestem mądrzejszy od was, ale po prostu dlatego, że jeśli bym te rady wcześniej usłyszał, na pewno moja droga do Boga byłaby krótsza. Wiem, że do każdej osoby tak Jezus mówi: „Ty jesteś mój syn (córka) umiłowany”. Aby to usłyszeć, trzeba tylko - i aż - oddać swoje życie Jezusowi. Jeśli nie słyszysz Jezusa, Jego głosu, zachęcam, pomódl się krótko: „Panie chcę słyszeć Twój głos”. Jeśli nie czujesz Jego miłości, wydaje Ci się, że Go nie ma, pomódl się krótko: „Panie daj mi poczuć, jak mnie kochasz. Pokaż mi proszę”. Jezus tylko na to czeka, choć na jedną, szczerą, krótką modlitwę. Oczywiście jeśli modlitwa nie zadziała, to kolejny i kolejny dzień módl się tak samo. Pan Jezus nieraz chce sprawdzić, „jak bardzo chcesz”. Jeśli chodzisz do kościoła, bądź w nim naprawdę myślami i duszą, a nie tylko ciałem. Myśl tam tylko o Bogu, nie o sobie (ja też myślałem kiedyś o sobie, co potrzebuję, co mi Bóg mógłby dać, jeśli nie dał, ponawiałem modlitwy na następnej Mszy. Ja byłem najważniejszy nie Bóg). Nieraz kościół jest pełen ludzi, a dla Boga (ze słowami w sercu „bądź wola Twoja”) przyszło może tak naprawdę 5 - 6 osób. Komunia daje życie wieczne w niebie, wszyscy to wiemy. Dlaczego nie chodzisz co niedziela do Komunii? Hmm… Nie traktujmy Boga w naszych modlitwach jak supermarketu, darmowego sklepu, daj mi to, daj mi tamto, nie przekonujmy Boga, że opłaca Mu się coś nam dać. Nie traktujmy Boga jako kogoś trochę mądrzejszego od nas, kogoś, komu trzeba „wyklarować” nasze prośby. Jeśli Bóg jest Twoim Bogiem, zaufaj Mu do końca i oddaj Jemu swoje życie. „Skocz z góry” w nieznaną przepaść (bez zabezpieczających lin i nie myśl, co będzie, jak Go tam nie ma), a On Cię złapie i poprowadzi do siebie. Jeśli masz podjąć jakąś decyzję, a nie wiesz, którą drogę wybrać, nie rozmyślaj, nie analizuj, poproś Ducha Świętego o odpowiedź, a On Cię poprowadzi. Pamiętajmy, że Jezus jest nie tylko w niebie, ale i tu i teraz przy tobie. Poszedł do nieba, ale i jest tu (choć to sytuacja trudna dla mnie do rozumnego wyjaśnienia i nie wyjaśniam jej, tylko przyjmuję, że tak jest). Zastanów się czasem, że BOG JEST CZŁOWIEKIEM. Od jakiegoś czasu Jezus chce, abym dawał świadectwo (oczywiście też się opierałem, że nie potrafię, nie chcę, nie umiem) i że moje doświadczenie Boga nie zostało dane tylko dla mnie, opisałem je dla wszystkich, jak kazał Pan. Na pewno to nie koniec mojej drogi świadczenia o Jezusie, bo wiem, że Pan chce, abym wychwalał, głosił Jego miłość więcej i więcej. Kiedyś przepraszałem Jezusa, że rozmawiam z Nim jak z kolegą, tatą, przyjacielem, myślałem, że to niestosowne, bo Bóg jest przecież wielki, potężny, a ja, mały człowiek, zadaję Jemu jeszcze pytania. Poczułem Jego uśmiech i że taka właśnie powinna być teraz moja relacja. Na wszystkie nurtujące mnie pytania dostałem odpowiedź. Pytajcie Pana, a wam też odpowie. Masz kłopoty z ojcem, matką? Zapytaj np.: „Panie, powiedz mi, dlaczego mój ojciec taki jest?”. Kłopoty ze zdrowiem? Powiedz: „Panie, proszę, dlaczego tak jest?” i w ciszy wysłuchaj odpowiedzi. Bo kogo masz pytać, jak nie kochającego Boga, który się o ciebie troszczy!!! Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku (Księga Przysłów 3,5) Wszystkie opisane wydarzenia są prawdziwe. Z Panem Bogiem, Krzysztof, Syn umiłowany :)
Pan Bóg do nas przemawia poprzez piękne śpiewy, mające wielką tradycję, poprzez liturgie Wielkiego Postu. Przemawia do nas poprzez słowo, które w tym szczególnym czasie słyszymy. Przemawia także przez wydarzenia, bo Pan Bóg jest Panem historii. Długo myślałem o tym, co się dzieje, byłem poruszony: jak to jest, że w naszej
Ewangelia wg św. MarkaPODRÓŻ DO JEROZOLIMY Nierozerwalność małżeństwa1 101 Wybrał się stamtąd i przyszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego i znowu je nauczał, jak miał zwyczaj. 2 Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. 3 Odpowiadając zapytał ich: «Co wam nakazał Mojżesz?» 4 Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić». 5 Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. 6 Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: 7 dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę 8 i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem2. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. 9 Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!» 10 W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. 11 Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. 12 I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo». Jezus błogosławi dzieci3 13 Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. 14 A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. 15 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». 16 I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. Bogaty młodzieniec4 17 Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 18 Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg5. 19 Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę»6. 20 On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». 21 Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» 22 Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Niebezpieczeństwo bogactw7 23 Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego». 24 Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego 8. 25 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». 26 A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» 27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe». Nagroda za dobrowolne ubóstwo9 28 Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». 29 Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól 30 z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. 31 Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi». Trzecia zapowiedź męki i zmartwychwstania10 32 A kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać: 33 «Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. 34 I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie». Synowie Zebedeusza11 35 Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». 36 On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» 37 Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie». 38 Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» 39 Odpowiedzieli Mu: «Możemy». Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. 40 Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane». Przełożeństwo służbą12 41 Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. 42 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: «Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. 45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu». Niewidomy pod Jerychem13 46 Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. 47 Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida14, ulituj się nade mną!» 48 Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 49 Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». 50 On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. 51 A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni15, żebym przejrzał». 52 Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą. Wciąż wyciągają się do ludzi tego świata, do Papieża i do wodzów państw, do robotnikowi do nauczycieli, za­konnic i zakonników. Do ciebie drogi chory bracie i siostro, który słuchasz teraz mych słów; do ciebie, mamo, która nie pozwoliłaś urodzić się twemu dziecku; do ciebie tato, który pamiętasz o kolegach przy wódce, a

Katarzyna Supeł-Zaboklicka: 18 lat temu w okolicach miejsca, w którym teraz się znajdujemy, w którym teraz nagrywane jest studio świadectw, działy się rzeczy niezwykłe. To była walka o życie. Pan wołał wtedy o pomoc. Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Tak mam na imię Tadeusz i jestem lat temu, tutaj przy katedrze praskiej, zaczął się cud. Cud, bo dosłownie przywieziono mnie tutaj spuchniętego i bez sił. Zrezygnowany, wlałem w siebie tyle alkoholu, że po prostu umierałem. Chciałem sobie nawet odebrać życie z bólu, wyskoczyć przez okno, bo patrzyłem, że nisko i że blisko jest katedra. Dobry Bóg natchnął mnie, żeby tego nie robić, żeby nie skończyć tak. Prosiłem Go o to, żeby pomógł mi ostatni raz, że już więcej nie będę i przyszedł do mnie. Przyszedł do mnie, bo pamiętam, że w siódmym dniu tego cierpienia przyjechała żona i trzy panie doktor powiedziały, żeby kupiła trumnę dla mnie. Dopiero później dowiedziałem się o tym. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Ale Pan poprosił wtedy Pana Boga o pomoc i powiedział że to już ostatni raz. Ile takich ostatnich razy było? Ile razy obiecywał pan żonie albo bliskim, że już więcej nie wypije? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Około 40 lat prawie obiecywałem bliskim, w tym żonie około 23 lat. Obiecywałem mamie i obiecywałem siostrom. I myślę, że to był ten punkt zwrotny, gdy ja tak naprawdę na kolanach czołgałem się, bo miałem nogi napuchnięte. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: To ile tego alkoholu Pan wypił? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Około 40 litrów wina. W aptece i szpitalu już nie chcieli mi nic dawać na ból. Przez te 10 dni to chyba 10 nocy nie spałem. Myślę, że może minutę albo po prostu nie pamiętam. Tylko cały czas w męczarniach i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Myślę, że Jezus wysłuchał moich próśb i przyszedł do mnie, podniósł tak, jak na naszym obrazku Jezus podnosi. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Panie Tadeuszu, ale zacznijmy od początku tej historii. Ile miał Pan lat, kiedy po raz pierwszy sięgnął Pan po alkohol? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Byłem młodym chłopcem, bo przypominam sobie i pamiętam ten czas, jak mój ojczym umarł. Miałem 8 lat wtedy, a gdy miałem 9 już sięgnąłem po wino patykiem pisane. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Panie Tadeuszu, ale 9 lat to dziecko. Skąd Pan w ogóle wziął alkohol? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Myślę, że ulica pokazała mi, starsi koledzy. Pracowałem ze Słowakiem na cegielni, zarabiałem pieniądze już w tamtym czasie. I miałem pieniądze i w takich spożywczych sklepach można było kupić. Dawałem pieniądze starszym kolegom. Kupowali mi nawet po 5 zł. Pamiętam, Rybak był po 5 zł. W każdym razie zdobyłem, nie wiem, dwa czy trzy wina wypiłem. I w takim stanie upojenia się znajdowałem. Nie mogłem z niego wyjść. Po prostu straciłem przytomność. przestałem się gdzie ja jestem a byłem mały nie rosły. Tak się zaczęła ta droga. Piwko gdzieś tam, znowu wino przynieśli. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: W którym momencie Pan już wiedział, że jest alkoholikiem tak naprawdę? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Nie widziałem za młodych lat. Na cegielni zarabialiśmy spore pieniądze i żeśmy bawili się i tu w Warszawie, i poza Warszawą, na zabawach, w remisach strażackich. Chodziliśmy na zabawy i ciągle się upijałem. Nie mając 21 lat, w Wesołej denaturat piłem. Przez cebulę go przepuszczaliśmy, żeby kolor on troszkę stracił, ale i tak śmierdział. Nie wiem, w którym momencie się uzależniłem. Myślę, że w młodych latach, ale nie wiedziałem, że to jest choroba. Ja po prostu miałem potężne zdrowie. Katarzyna Supeł-Zaboklicka: Dziś Pan dziękuję Panu Bogu. A przychodziły takie momenty przed wielu laty, że prosił Pan Boga o pomoc? Tadeusz Rzepecki „Kowboj”: Nie prosiłem, mimo że różne konsekwencje ponosiłem za swoje czyny po alkoholu. Dzielnicowy, pamiętam, mówił, żebym pił mleko albo barszcz, a wódkę. A ja sobie piłem i nic z tego sobie nie robiłem. Szaleni wszyscy, ja mam pieniądze, ja zarabiam i kto mi może zabronić. Więc gdy założyłem rodzinę po wojsku, nie wiedziałem o tym, że ja jestem tak ciężko uzależniony, że to jest choroba, a żona też nie zauważyła. Umiałem grać, byłem dobrym aktorem. Byłem i potrafiłem 5-6 miesięcy nie pić, pracować, zarabiać, przynosić pieniądze. Zobacz więcej: Pan Jezus przyszedł i mnie podniósł - świadectwo Tadeusza Rzepeckiego „Kowboja” Salve NET

Abraham spojrzawszy, dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich, podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi” (Rdz 18, 1-3). Abraham zaprasza ich na poczęstunek i zapewnia wodę do obmycia nóg.
Pytanie Odpowiedź Módl się, szczególnie gdy nie jesteś pewien Bożej woli dla swojego życia. „A jeśli komu z was brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich obdarza chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana” (Jakuba „Zdaj się w milczeniu na Pana i złóż w nim nadzieje” (Psalm Jeśli nie wiesz o co się modlić, zawsze możesz posłużyć się takimi wersetami jak te: „Wskaż mi drogę, którą mam iść, Bo ku tobie podnoszę duszę moją!” (Psalm oraz „Prowadź mnie w prawdzie swojej i nauczaj mnie” (Psalm Głównym sposobem w jaki Bóg przekazuje nam swoje polecenia jest jego Słowo. „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości” (2 Tymoteusza Jeśli Pismo Święte nakazuje, byśmy coś czynili, to nie powinniśmy się wstrzymywać czy zastanawiać nad tym, czy rzeczywiście jest to Bożą wolą dla nas. On tak bardzo się o nas troszczy, że dał nam zrozumiały przewodnik po życiu- Biblię. „Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (Psalm „Zakon Pana jest doskonały, pokrzepia duszę. Świadectwo Pana jest wierne, uczy prostaczka mądrości” (Psalm „Jak zachowa młodzieniec w czystości życie swoje? Gdy przestrzegać będzie słów twoich” (Psalm Podobnie też, Bóg nigdy nie zaprzecza sobie, zatem nigdy nie poprosi cię o zrobienie czegoś, co będzie sprzeczne z Pismem Świętym. Nigdy nie poprosi cię, abyś zgrzeszył. Nigdy nie poprosi cię, abyś zrobił coś, czego nie zrobiłby Jezus Chrystus. Powinniśmy zanurzać się w Biblii, aby dokładnie wiedzieć jakie są Boże standardy. „Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane…” (Księga Jozuego Chrześcijanie zapieczętowani są Duchem Świętym, aby rozróżniać co jest, a co nie jest Bożą wolą dla ich życia. „Duch Prawdy wprowadzi was we wszelką prawdę…” (Ew. Jana Czasem Duch będzie przekonywał nas w naszym sumieniu, czy nie podejmujemy złej decyzji, czy też ucichnie i zachęci nas, gdy będziemy skłaniali się ku dobrej decyzji. Mimo, iż jego ingerencja nie jest tak mocno zauważalna, możemy mieć pewność, że On zawsze nad wszystkim czuwa. Czasem Bóg poprowadzi jakąś sytuację, a my nawet nie zdamy sobie sprawy z tego, że On coś uczynił „I Pan będzie ciebie stale prowadził…” (Księga Izajasza Bóg powołuje Ciebie, abyś zaufał mu i doświadczył zachęcenia poprzez jego obecność przy tobie. „Czy nie przykazałem ci: Bądź mocny i mężny? Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan, Bóg twój, będzie z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz” (Księga Jozuego I pamiętaj, „Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie” (1 Piotra „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki” (Księga Przypowieści Salomona Z pewnością nie powinniśmy się spodziewać głosów od Boga. Obecnie panuje taki trend, w którym ludzie dążą do usłyszenia „głosu Pana”, dodatkowego względem tego, co już przekazał On w Biblii. „Pan mi powiedział…” stało się mantrą dla chrześcijaństwa skoncentrowanego na doświadczeniach. Niestety, to co „mówi” jednej osobie często jest sprzeczne z tym, co „mówi” innej osobie, a to dodatkowe, pozabiblijne objawienie utwierdza zróżnicowanie, dzieląc po kolei kościoły, gdy doświadczenie jednej osoby ma pierwszeństwo nad doświadczeniem innej osoby. W efekcie czego nastaje chaos, przynosząc korzyść jedynie szatanowi, który uwielbia zasiewać zamęt pośród wierzących. Powinniśmy brać apostoła Piotra za przykład w tych kwestiach. Mimo niezwykłego doświadczenia na Górze Przemienienia, kiedy ujrzał Chrystusa w chwale rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem, Piotr nie powoływał się na to wydarzenie, ale podkreślał, że „Mamy więc słowo prorockie jeszcze bardziej potwierdzone, a wy dobrze czynicie, trzymając się go niczym pochodni, świecącej w ciemnym miejscu…” (2 Piotra English Powrót na polską stronę główną Skąd mogę wiedzieć, kiedy Bóg mówi do mnie bym coś zrobił?
\n \n\n\njak bóg przyszedł do mnie
Od wielu lat pomaga tam potrzebującym. W książce „Nie przyszedł do mnie anioł” opowiedział Agacie Puścikowskiej jak Pan Bóg działa w jego życiu i dlaczego warto stawiać Mu warunki. – Zmartwychwstały dopuścił, żebym trafił za kraty, bo wiedział, że dopiero tam zobaczę zło, w którym tkwiłem. Cztery lata temu dał mi nowe życie – mówi Sebastian. Zaczęło się w dzieciństwie. Szybko zacząłem eksperymentować z alkoholem, potrafiłem pić do upadłego. Później przyszła fascynacja klubami, narkotykami. W domu też narozrabiałem... Pierwsze wyroki w zawieszeniu dostałem, gdy byłem nieletni. Dziś mam 35 lat. Z biegiem lat zacząłem prowadzić „podróżniczy tryb życia”. Pomieszkiwałem w różnych miastach, w Polsce i za granicą, a że podróże kosztują, to trzeba było kombinować... Wiązałem się z wieloma kobietami i wydawało się, że trwa zabawa, która nigdy się nie skończy. W końcu, w stanie zupełnego „znieczulenia” alkoholem i narkotykami, rozstałem się z kolejną dziewczyną i ostatkiem sił przyjechałem z Warszawy do Krakowa, żeby się ratować, idąc na terapię. Zrezygnowałem, gdy poznałem kolejną dziewczynę. Wtedy nie byłem już w stanie normalnie myśleć, tylko wchodziłem do sklepu i wynosiłem różne rzeczy. Tak trafiłem do więzienia na Montelupich, a wyrok był kumulacją wszystkich przewinień. Gdy siedziałem w małej celi, miałem ataki paniki – odnosiłem wrażenie, że ściany mnie przygniatają. W tym czasie organizm oczyszczał się też ze wszystkich używek, a nikt z bliskich nie wiedział, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. To był dramat, miałem nawet myśli samobójcze. Wtedy zacząłem się modlić. Krzyczałem i prosiłem: „Boże, jeśli naprawdę jesteś, to przyjdź do mnie i mi pomóż!”. I przyszedł. Łzy same płynęły mi z oczu, ciało przeszywały dreszcze, a w sercu poczułem pokój, jakiego nie znałem. Boży pokój. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że Zmartwychwstały musiał pozwolić, żebym trafił do więzienia, dostrzegł zło, w którym tkwiłem, i pozwolił Mu działać. Od tego czasu każdą chwilę wykorzystywałem na modlitwę, rozmowę z Bogiem i czytanie Pisma Świętego. Na brzuchu wytatuowałem sobie Psalm 23, a koło łóżka zaczęły piętrzyć się książki religijne. Wychowawcy zauważyli, że coś się we mnie naprawdę zmieniło, i po jakimś czasie zostałem przeniesiony do aresztu na Czarnieckiego, gdzie działa kapelania oo. trynitarzy. Mówi się, że Bóg posługuje się ludźmi, i tak jest – na każdym kroku czułem życzliwość, wszyscy mnie wspierali i coraz bardziej mi ufali. Dzięki kapelanowi mogłem wziąć udział w spektaklu religijnym i zacząłem wychodzić na spacery kulturalno-oświatowe. Wtedy przystąpiłem do spowiedzi. To był kolejny moment zwrotny w mojej przemianie. Zawsze wracałem do aresztu, więc dostałem możliwość pracy przy remoncie jednego z gimnazjów, a potem w domu pomocy społecznej dla niepełnosprawnych. W międzyczasie wyjechałem na obóz wakacyjny dla dzieci, organizowany przez trynitarzy. To było niesamowite doświadczenie, bo nagle komuś, czyli tym dzieciom, zależało na mnie. Przy rozstaniu tuliły się i płakały, a Bóg cały czas działał... W końcu moja sprawa trafiła na wokandę i w grudniu 2016 r., po 3,5 roku za kratami, byłem wolny. Wspaniałe było też to, że od pierwszego dnia wolności miałem pracę – wychodząc z aresztu, musiałem zwolnić się z DPS, ale szefostwo chciało, żebym został, choć nie było wolnego etatu. I nagle ten etat się zwolnił! Pracuję w kuchni. Zapyta ktoś, czy nie kusi mnie powrót do dawnego życia, do pseudowolności. Nie, bo wiem, że choć wyrwałem się z objęć złego ducha, on o mnie nie zapomniał i wystarczy małe potknięcie, żeby wpaść w jeszcze większe bagno niż to, w którym już tonąłem. A ja nie chcę więcej zasmucać Jezusa, bo On dał mi szansę, której nie zmarnuję. Żeby trwać przy Nim, mocno trzymam się więc sakramentów, modlitwy i uwielbienia, które ma wielką moc, a duchowo wzmacniam się, chodząc na spotkania wspólnoty Głos na Pustyni. Czytelnikom „Gościa” chcę też powiedzieć, że Zmartwychwstały może nas wyprowadzić z każdego dołu. Warunek jest jeden: trzeba zrobić ku Niemu krok, bo Pan szanuje wolną wolę człowieka i na siłę życia nie zmienia. „Sen gdzie Bóg przyszedł do mnie ( przystojny mężczyzna ubrany na biało, emanujący ciepłem ,zrozumieniem, wszystko widzący , moje złe jak i dobre uczynki ) w ciszy usiedliśmy naprzeciwko siebie po turecku,po czym wziął mnie za dłonie ,spojrzał w oczy i uśmiechną się , następnie powiedział : Nadaje ci imię Eberhard.”
Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz, wiedziałem, że nie chcę żyć. Było około godz. 23. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle… Urodziłem się w rodzinie uważanej za katolicką. Otrzymałem wszystkie sakramenty. Od dzieciństwa Bóg był mi przedstawiany jako sędzia, który karze za nasze złe uczynki a za dobre wynagradza. Budził we mnie bardziej lęk aniżeli miłość, bo nigdy od Niego nic dobrego nie dostałem (tak mi się wtenczas wydawało), a życie moje nie było szczęśliwe. Raczej zawsze próbowałem się przed Nim chować, a nie Go szukać. Często bałem się Go spotkać, aby przypadkiem czegoś mi nie kazał, albo czegoś nie zabronił. Bo wiadomo - jak mi coś będzie kazał, to będzie się wiązało z jakimś wyrzeczeniem, dyskomfortem, to raczej pogorszy mi się w życiu, a nie polepszy. Odkąd pamiętam, mój ojciec nadużywał alkoholu. Często z tego powodu wybuchały w domu kłótnie, awantury. Będąc w wieku około 5 lat przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem Go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia moja sytuacja w rodzinie, ojciec jak pił tak pije, bieda jak była tak i jest itd. Wniosek przyszedł szybko (...). Bóg mnie nie słucha. Bóg nie spełnia próśb. Bóg się mną nie interesuje, Bogu też na mnie nie zależy. Bóg jeśli jest, to mało Go obchodzę. Muszę sobie radzić w życiu sam i nikogo nie potrzebuję. Sakramenty Komunii świętej oraz bierzmowania przyjąłem bez wiary, bez wewnętrznej potrzeby oraz wiedzy, o co tak naprawdę w przyjmowaniu sakramentów chodzi. Inni je przyjmowali, to ja też, właśnie żeby nie być innym. Lecz moje serce wcale do Boga się nie zbliżyło a przynajmniej tego nie odczułem i zdanie o Nim pozostało podobne jak w dzieciństwie. Jeśli chodziłem do kościoła, to pod przymusem ze strony katechety, mamy, nakazu, bojaźni przed karą Bożą, a nie z własnego wyboru. W kościele czasem byłem (dla tradycji), ale na Mszy świętej raczej myślami, duchowo, nieobecny. Sąsiedzi uważali nas za katolicką rodzinę. Tak mijały lata bez Boga, bez spowiedzi. Ożeniłem się mamy dwójkę dzieci. Pracując zawodowo, układało się nam wspaniale, ale do czasu. Spotkałem kiedyś człowieka z innej kultury, który zapytał mnie, czy wierzę w Jezusa i czy jestem katolikiem. Trochę zaskoczony pytaniem, trochę przestraszony, na dwa pytania odpowiedziałem negatywnie (czyt. zaparłem się Boga). Po chwili pomyślałem: „ale ze mnie żenada” - nawet nie przyznałem się, że jestem ochrzczony, po Komunii, bierzmowany, ślub kościelny. I od tej chwili, od tamtego momentu, z perspektywy czasu dostrzegam, że Jezus wziął się za robotę. Wspaniałą pracę, którą miałem od kilku lat (czyt. dobrze płatną i nie męczącą), straciłem w chwilę (podczas nieobecności urlopowej). W gospodarstwie domowym zaczęło nam brakować pieniędzy, aby żyć na dotychczasowym poziomie, więc zaciągnąłem ogromny kredyt, którego nie mogliśmy spłacić. Po czasie pieniądze się skończyły. Nie widziałem wyjścia z sytuacji, nawet małego światełka. Pewnego wieczoru kupiłem alkohol, aby się upić. Miałem nadzieję, że smutki może staną się lżejsze do zniesienia. W domu byłem wtedy sam. Po upiciu się, myśli w mojej głowie stały się koszmarnie złe (ktoś „mi myślał”, czyt. zły duch). Zły zaczął mi przypominać wszystkie tragiczne momenty w moim życiu. Jakby patykiem rozdrapywał zagojone, zapomniane rany. Przypominał sytuacje z mojego życia, aby pokazać, jaki jestem do niczego, niekochany, wyśmiewany, nie potrafiący wyżywić rodziny, niechciany, nic dobrze nie potrafiący zrobić, bez talentów, jedno wielkie dno, nie zasługujące na czyjąkolwiek miłość lub szacunek. I ja w głębi serca przyznawałem temu rację. Powodowało to ogromny ból, ból mojej duszy, taki ból, że jedyną ucieczką od niego wydawała się śmierć, a właściwie pewność, że śmierć to najlepsze rozwiązanie. Zacząłem robić wyrzuty Bogu bez nadziei, że mi odpowie: - Dlaczego moje życie jest takie popaprane? Nie takie, jak mają inni, nie takie, jakbym chciał? Nie było odpowiedzi. Po około godzinie takich rozmyślań i płaczu byłem zdecydowany. Wstałem z wersalki i poszedłem do kuchni, aby poszukać sznurka, paska, może odkręcić gaz, wiedziałem, że nie chcę żyć. Było około godz. 23. W drodze z pokoju do kuchni zrobiłem kilka kroków. I nagle… Wszechogarniający Pokój… /jest mi tak bezpiecznie, niczego się nie boję/
Słowa "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie" to nie fałszywa pokora, ale wyznanie wiary. Wypowiadamy co niedzielę przed Komunią słowa, które powtarzamy za setnikiem, choć przecież wcale — i może na szczęście — nie bierzemy „na poważnie” ich treści: mówimy, że nie jesteśmy godni, aby do nas przyszedł
- Żyjemy w czasach, gdy zdjęcia otaczają nas na każdym kroku, tak więc ta forma mojego świadectwa jest odpowiedzią na współczesne czasy - mówi Joanna Bułak. Joanna Bułak postanowiła ewangelizować nie tylko świadectwem, które możemy usłyszeć, ale które też możemy zobaczyć. Stąd powstała wystawa fotograficzna zatytułowana: „Jak Bóg przyszedł do mnie w zdjęciach”, będąca owocem przeżytych Rekolekcji Ewangelizacyjnych Odnowy. Na co dzień Joanna pracuje w przedszkolu i studiuje terapię pedagogiczną. Fotografia to jej pasja, którą realizuje w Studenckiej Agencji Fotograficznej „Jamnik” w Olsztynie. Jednym z elementów REO jest codzienna medytacja słowa Bożego. - Fotografią interesuje się od dziecka, była obecna w moim domu, a teraz chciałam czas REO uwiecznić w obiektywie. Postanowiłam każdego dnia rano robić jedno zdjęcie, a później rozważać słowo Boże i tak zaczęła powstawać wystawa, czego nie byłam świadoma - wyjaśnia. - Pewnego dnia wyszłam rano do sklepu po bułki, wzięłam ze sobą aparat i o godz. 7 poruszona tym, jak słońce oświetla trawę, zrobiłam zdjęcie. Kilka godzin później siadłam do Pisma Świętego i natrafiłam na cytat: „Dni człowiek są jak trawa; kwitnie on jak kwiat na polu. Ledwie muśnie go wiatr, a już go nie poznaje” (Ps 103,15) - wspomina. Zdjęcie, które jest jej najbliższe powstało następnego dnia. - Bawiłam się kartką, na której był fragment na ten dzień. Kartka ułożyła się w kształt serca, więc chwyciłam za aparat i zrobiłam zdjęcie. Po zrobieniu zdjęcia usiadłam, by przeczytać słowo, a tam: „Gdzie jest skarb twój, tam i serce twoje” - opowiada. Celem przygotowanej przez nią wystawy jest świadectwo spotkania Boga oraz zachęcenie do uczestnictwa w rekolekcjach REO. Składa się na nią 10 zdjęć z fragmentami słowa Bożego. Pierwszy raz można było ją obejrzeć w Ostródzie podczas koncertu ewangelizacyjnego „… by świat usłyszał”. Najbliższe rekolekcje REO w naszej diecezji rozpoczynają się 7 października o godz. 18. w parafii św. Jana Ewangelisty w Bartągu. Więcej o wystawie fotograficznej w „Posłańcu Warmińskim” nr 41/2020. « ‹ 1 › » oceń artykuł
Dziś prowadzi podcast „Ocalona”, tworząc tym samym miejsce dla kobiet, które doświadczają trudności w relacjach. Dzieli się swoim świadectwem i przekonuje, że tylko z Bogiem można odkryć prawdziwą tożsamość i odnaleźć wewnętrzną wolność. -Bóg mnie uzdrowił i zaprosił do tego, abym pomagała innym kobietom Autor Wiadomość Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Piękno...a raczej Boże Piękno. Stoisz, rozdziawiasz buzię, dusza jest wypełniona Miłością po brzegi i tak można stać i stać w zachwycie się milion lat _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 11:40 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Bóg przyszedł do mnie Dokładnie, ja to określam jako moment gdy czas traci znaczenie. Po prostu jesteś, po prostu doświadczasz, czas nie ma znaczenia. Niestety opisywanie tego komuś kto tego nie doświadczył przypomina opowiadanie niewidomemu o kolorach, jeśli większość jest niewidoma łatwo tego, który mówi, że kolory istnieją i są wszędzie uznać za wariata i rządać dowodów na ich istnienie. Tylko jak udowodnić niewidomemu, że istnieją? Można starać się przekonać, że ma oczy i może je otworzyć a gdy się przyzwyczają do światła i odpowiednio wytrenuje umysł będzie widział kolory. Gorzej gdy widzisz także podczerwień i ultrafiolet _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Cz lip 25, 2019 12:40 Wybawiony Dołączył(a): Cz lis 01, 2018 13:16Posty: 1183 Re: Bóg przyszedł do mnie IrciaLilith napisał(a):(1) kluczem jest to z czym/kim utożsamiał się Jezus, a nie utożsamiał się z jakąkolwiek religią choć przeczuwał jak to się skończy. (2) Ja stawiam Boga na początku i jeśli jest sprzeczność z nauczaniem Kościoła odrzucę nauczanie Kościoła(3) Jezus zawsze stawiał Miłość ponad prawo i tradycje(4) Prawda jest jedna, ale leży poza podziałami i nie należy do żadnej grupy, grupa może pomóc w procesie dochodzenia do Prawdy w sobie, a gdy tego nie robi to wybieram samotną wędrówkę dalej. (5) Zresztą do wiary zmusić się nie można. Zawsze możesz próbować przekonać Boga aby mi powiedział, że akurat Twoja religia jest jedyną prawdziwą.(1) Utożsamiał się że samym sobą, Synem Boga, z Synem człowieczym, z misją, z kt!órą posłał go Ojciec.(2) Ja również, przy czym czekam aż Duch Święty potwierdzi Prawdę w moim sercu poprzez pokój Chrystusowy.(3) Ponad ludzkie prawa i tradycje, bo nigdy nie przeciwstawił Miłości boźemu Prawu.(4) Prawda nie znajduje się w nas dopóty, dopóki nie spotkamy Prawdy, którą jest Jezus Chrystus i nie zamieszka ona przez wiarę w naszych zatem ktoś poszukuje Prawdy w sobie, niezależnie od Chrystusa, to nigdy jej nie znajdzie.(5) Nie wyznaję żadnej religii. Wyznaję Jezusa Chrystusa, Jego śmierć, zmartwychwstanie i powtórne relację z Ojcem i jego Synem, w Duchu Świętym. _________________Wiem, komu zaufałem. Cz lip 25, 2019 13:01 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Myślę, że w takiej formie nie przychodzi do nas często, jeśli w ogóle... z dobroci i miłości do ludzi. Bo wie, że takie przyjście powoduje ogromną tęsknotę za Bożą obecnością i być może ona jest większa niż tęsknota kogoś kto by chciał takiego objawienia doświadczyć. Choć w swojej ludzkiej głupocie i egoizmie chciałbym, aby każdemu tak się pokazał. Nie byłoby pytań, wierzyć nie wierzyć, istnieje, nie istnieje, troszczy się czy nie, kocha czy nie kocha. A przychodzi kiedy hmm...nie ma wyjścia, choć Bóg zawsze ma wyjście. Kochajmy Pana, bo jest dobry i wielkiego Miłosierdzia. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 13:04 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Ja to co naucza Kościół Katolicki, założony przez Chrystusa, przyjmuję w całości. Pamiętając, że zły duch zawsze może ubrać się w płaszcz pokory ale posłuszeństwa, służby... nigdy. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 13:11 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Bóg przyszedł do mnie Wybawiony1. Dokładnie, Jezus nie utożsamiał się z jakąkolwiek religią, czyli dochodzimy do wspólnych A gdyby Prawda była w opozycji do Twoich aktualnych przekonań? 3. Zgadzam się, Jezus stawiał Miłość ponad ludzkie prawa i tradycje. Boże Prawo jest Twoim zdaniem gdzieś skodyfikowane w ścisłych zakazach i nakazach czy dostępne 'w głębi serca' ?4. Nie znajdzie w sobie gdy utożsamia się z swoim ciałem i umysłem, bo oczywiście tam jej nie Nie wyznajesz żadnej religi. A jesteś gotowy napisać to w formie: nie jestem katolikiem, nie jestem chrześcijaninem, nie przestrzegam wytycznych Kościoła, które nie wynikają wprost ze słów Jezusa? Bo to by wynikało ze stwierdzenia, że nie wyznajesz żadnej religii i gdyby było prawdą mielibyśmy identyczne podejście do religii co nie jest prawdą. Czy można być katolikiem nie wyznając religii katolickiej? Krzysztof- czym dla Ciebie jest prawdziwa pokora? Jak ją rozróżnić od udawanej? Czy można okazywać posluszeństwo tylko dla konkretnych korzyści?Czy można służyć komuś nie z Miłości, ale z czystego wyrachowania? _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Cz lip 25, 2019 13:28 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Pokora. Służyć wszystkim umierając dla starego człowieka, dla skłonności które grzech pierworodny spowodował. Odkrywać swoja małość, jednocześnie odkrywać swoja godność dziecka Bożego. Zaakceptować moje ograniczenie, swoja zależność od Boga. Uznać mądrość i 2000 lat tradycji Kościoła który jest oblubienicą Chrystusa, kierowaną natchnieniem Ducha Świętego. Mieć świadomość, że jestem zdolny popełnić każdy grzech, nawet najgorszy a że jego nie popełniam, to tylko łaska Boża. Nie jestem lepszy od innych. Nie odwoływać się do swoich praw przy kontaktach z innymi ludźmi. Świadomość, że życie nie zawsze będzie się toczyć zgodnie z moimi oczekiwaniami ....i dziękować mimo "rozczarowań". Wszystkiego oczekiwać od Boga nie od siebie. Nigdy nie być "pewnym" siebie i swojego zachowania, bo jestem zdolny do wszelkiego zła. Co chcesz, uczyń ze mną Boże. Przyjąć zaproszenie do Komunii z Biogiem mimo swojej grzeszność...z radością. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 14:42 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Można okazywać posłuszeństwo dla konkretnych korzyści. Kierownik - pracownik (wykonanie zadania większa premia). Jazda zgodna z przepisami-brak mandatu. Ad wiary. Oddaje grzechy Bogu, bo chce być świętym i z Nim żyć na wieki Jest moim Zbawicielem. Chcę wypełnić Jego wolę, aby żaden smutek przed wejściem do Nieba mnie nie spotkał (wierzę w Czyściec jako stan) tylko od razu radość. Można służyć komuś nie z miłości np. motywem jest strach przed potępieniem, choć do takiej relacji Bóg nie zaprasza. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 14:53 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Bóg przyszedł do mnie Czym dla Ciebie jest niebo, piekło i czyściec?Dla mnie pokora to złoty środek między wywyższaniem się a samoponiżaniem, to świadomość równości przy równoczesnej różności, ktoś może i w czymś być lepszy lub gorszy, ale jako istoty jesteśmy równi i każda istota zasuguje na taki sam szacunek, nawet gdy jest zachowania zasugują na to także świadomości, że być może wszystkie moje poglądy są fałszywe, że mogę się mylić, że wszystko może być inne niż widzę z obecnego punktu widzenia. To gotowość aby w obliczu Prawdy odłożyć swoje prawdy. _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Cz lip 25, 2019 15:16 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Udawanej pokory po "oczach" u drugiego nie rozpoznam U siebie przez sytuacje, myśli, w których byłem pyszny tak. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 15:20 Wybawiony Dołączył(a): Cz lis 01, 2018 13:16Posty: 1183 Re: Bóg przyszedł do mnie IrciaLilith napisał(a):Wybawiony1. Dokładnie, Jezus nie utożsamiał się z jakąkolwiek religią, czyli dochodzimy do wspólnych A gdyby Prawda była w opozycji do Twoich aktualnych przekonań? 3. Zgadzam się, Jezus stawiał Miłość ponad ludzkie prawa i tradycje. Boże Prawo jest Twoim zdaniem gdzieś skodyfikowane w ścisłych zakazach i nakazach czy dostępne 'w głębi serca' ?4. Nie znajdzie w sobie gdy utożsamia się z swoim ciałem i umysłem, bo oczywiście tam jej nie Nie wyznajesz żadnej religi. A jesteś gotowy napisać to w formie: nie jestem katolikiem, nie jestem chrześcijaninem, nie przestrzegam wytycznych Kościoła, które nie wynikają wprost ze słów Jezusa? Bo to by wynikało ze stwierdzenia, że nie wyznajesz żadnej religii i gdyby było prawdą mielibyśmy identyczne podejście do religii co nie jest prawdą. Czy można być katolikiem nie wyznając religii katolickiej? 2. Prawda zmieniła już wiele moich przekonań, przy czym sama Prawda się nie zmienia, co oznacza, że zmienić może tylko to, czego wcześniej nie Boże Prawo to przykazania miłości Boga i bliźniego, ożywiane w sercu przez Ducha Chrystus jest tylko jeden. Antychrystów jest Nie przestrzegam/nie uznaję wszystkiego, co kłóci się we mnie z wiarą w Jezusa i co odbieram jako nieposłuszeństwo Jego religię rozumiem system praktyk, wymyślonych przez człowieka lub przyjętych od duchów zwodniczych, mających na celu zrobienie dobrego wrażenia na Bogu i osiągnięcie Jego przychylności. Jej przeciwieństwem jest relacja, oparta na objawionej przez Boga Prawdzie. Przy czym Prawda jest tylko jedna i jest nią Jezus Chrystus, Syn Boży. _________________Wiem, komu zaufałem. Cz lip 25, 2019 15:21 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Czym dla Ciebie jest niebo, piekło i czyściec? Niebo to radość, mój dom, moje miejsce. Czyściec, stan wielkiej tęsknoty za Bogiem i żal że tak mało się z Nim jednoczyło, kochało, słuchało, wielbiło, tyle razy się krzyżowało. Piekło... świadome i dobrowolne, wybrane przez człowieka wieczne odłączenie od Boga. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Cz lip 25, 2019 15:28 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Bóg przyszedł do mnie 2. Zgadzam się z tym co napisałeś, ale być może inaczej definiujemy Prawdę, bo dla mnie Prawda to rzeczywistość taka jaka jest, Bóg jest Prawdą, ja niestety znam tylko prawdy subiektywne oraz konsensusowe. Prawda zmienia moje przekonania, ale one nie są Prawdą a jedynie powoli stają się bardziej z nią Pewnie ujęłabym to innymi słowami, ale treść taka sama. Jakim rodzajem prawa są zasady spisane w KKK? Bożym czy ludzkim?4. Co rozumiesz pod pojęciem antychryst? Jakie cechy ma Twoim zdaniem osoba zasugująca na takie ojreślenie?5. Wybawiony, widzę że więcej nas łączy niż się na początku mogło wydawać. Bardzo podobnie widzę religie i też uważam, że jej przeciwieństwem jest relacja i to osobista relacja. Jeśli Prawda jest jedna i jest nią Jezus to czy Bóg i Duch Święty nie są Prawdą? Czy Miłość nie jest Prawdą?Czy rzeczywistość taka jaka jest nie jest Prawdą?Krzysztof - co dla Ciebie oznacza świadome i dobrowolne? Jakiej wiedzy potrzeba aby dokonać w pełni świadomego i dobrowolnego wyboru? _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Cz lip 25, 2019 15:37 Wybawiony Dołączył(a): Cz lis 01, 2018 13:16Posty: 1183 Re: Bóg przyszedł do mnie 3. Z pewnością nie należy ślepo się nimi Antychryst to przeciwnik Chrystusa. Chodzi o Ducha, który albo otwarcie sprzeciwia się Chrystusowi albo próbuje Go zastąpić. Zwłaszcza w tym drugim znaczeniu może wkradać się do Kościoła i odciągać wierzących od Chrystusa. Ktoś, kto temu duchowi się poddał może w mniejszym lub większym stopniu siać zamieszanie i odwodzić od jedynej Prawdy, którą jest Jezus Bóg jest Miłością, Prawdą, Mądrością, Życiem, Sprawiedliwością, Radością, Pokojem... A ponieważ Ojciec, Syn i Duch Święty są tym samym Bogiem....Rzeczywistość, którą odbieramy za pomocą zmysłów nie jest Bogiem. Bóg bowiem jest niezmienny. _________________Wiem, komu zaufałem. Cz lip 25, 2019 16:48 IrciaLilith Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10Posty: 4921 Re: Bóg przyszedł do mnie Wybawiony, fizyczna rzeczywistość doświadczana zmysłami to nie rzeczywistość taka jaka jest Czyli antychryst aby być antychrystem musi być wewnątrz Kościoła i dawać ludziom namiastkę zamiast Prawdy? To rodzaj podróbki Chrystusa? Osoba, która celowo zmienia sens nauki Jezusa? _________________'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni... Cz lip 25, 2019 17:16 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników .